Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Według rosyjskiej redakcji BBC News Sapiega, która od 20 października przebywa w areszcie domowym, jest w złym stanie psychicznym. "Jest przygnębiona i zdezorientowana, ma problemy z zaśnięciem w nocy" - mówią rozmówcy BBC. We wrześniu przedłużono jej areszt domowy do 25 grudnia. Jej matka przekazała, że od października bliscy nie mają z nią kontaktu.

Sofia Sapiega i Roman Protasiewicz zostali zatrzymani 23 maja, po przymusowym lądowaniu w Mińsku samolotu linii Ryanair. Lecieli nim do Wilna. Według niezależnego dziennikarza białoruskiego Tadeusza Giczana w Atenach razem z Protasiewiczem do samolotu wsiadła grupa agentów białoruskiego KGB. Gdy samolot znalazł się nad Białorusią, wszczęli na pokładzie bójkę z personelem pokładowym Ryanaira, twierdząc, że w maszynie jest bomba. Piloci zgodnie z procedurami wylądowali w Mińsku.

Tam białoruscy funkcjonariusze zatrzymali Protasiewicza i jego narzeczoną Sofię Sapiegę. Dziewczyna trafiła do aresztu domowego i przebywa w mieszkaniu rodziców w miejscowości Liga na Białorusi. Jej rodzicom kazano opuścić lokal.

Zatrzymanie Protasiewicza potępił premier Mateusz Morawiecki i poinformował, że zwrócił się do przewodniczącego Rady Europejskiej o poszerzenie agendy o punkt dotyczący "natychmiastowych sankcji wobec reżimu A. Łukaszenki". - Porwanie cywilnego samolotu to bezprecedensowy akt państwowego terroryzmu, który nie może pozostać bezkarny - napisał na Twitterze.

BBC News podaje, że w piątek 3 grudnia Sofia Sapiega miała być wezwana do białoruskiego Komitetu Śledczego w celu przeprowadzenia czynności dochodzeniowych. Początkowo partnerka Romana Protasiewicza była oskarżona o "współorganizowanie masowych zamieszek", a także "rażące naruszanie porządku publicznego", za co grozi nawet 15 lat więzienia. Według BBC teraz  dziewczyna  została oskarżona o "podżeganie do wrogości", za co grozi jej sześć lat pozbawienia wolności.

Źródła cytowane przez BBC nie wiedzą, gdzie znajduje się Roman Protasiewicz. Po aresztowaniu wystąpił kilkakrotnie w mediach państwowych, oficjalnie przyznając się do winy i błędów. Skrytykował współpracowników z kręgów opozycyjnych, stwierdził też, że białoruska opozycja „jest finansowana przez zachodnie, w tym polskie i litewskie, służby specjalne".

W opinii wielu dziennikarzy Protasiewicz został złamany przez białoruskie służby. - Znam mojego syna bardzo dobrze i wierzę, że nigdy nie powiedziałby takich rzeczy. Złamali go i zmusili do powiedzenia tego, co było potrzebne – powiedział Dmitrij Protasiewicz, ojciec dziennikarza.

Roman Protasiewicz ma 26 lat, jest dziennikarzem. Pracował m.in. w redakcji Euroradia, wcześniej był stypendystą Fundacji im. Václava Havla. Był współzałożycielem kanału Nexta, uznanego przez białoruskie władze za ekstremistyczny. Jego samego władze nazywały "terrorystą". Protasiewicz oraz jego współpracownicy relacjonowali i monitorowali sytuację na Białorusi po sfałszowanych przez reżim Aleksandra Łukaszenki wyborach prezydenckich w sierpniu 2020 roku. Na kanale przeprowadzono też śledztwo dziennikarskie na temat majątku Łukaszenki. 

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.