Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Prezydent Andrzej Duda spotkał się dziś z Jensem Stoltenbergiem, sekretarzem generalnym NATO, w kwaterze głównej Sojuszu w Brukseli. Podczas wspólnej konferencji prasowej przekonywał, że trwający „atak hybrydowy" Białorusi na wschodnią granicę UE i NATO (a zatem na granice Polski, Litwy, Łotwy) oraz obecne wzmacnianie sił Rosji wokół granicy z Ukrainą „trudno uznać za działania nieskoordynowane politycznie".

Podkreślał, że o ile atak Białorusi ma „charakter cywilny", więc przeciwdziała mu polska Straż Graniczna i policja, to z kolei „charakter militarny" u wschodnich granic NATO mają zmiany sił z powodu drugich już w tym roku wielkich ruchów wojskowych Rosjan wokół Ukrainy. A także fakt, że po jesiennych manewrach Zapad 2021 na Białorusi pozostały dodatkowe wojska rosyjskie.

- Dlatego NATO powinno rozważyć zwiększenie gotowości sił Sojuszu na wschodniej flance. Adekwatne byłoby co najmniej czasowe wzmocnienie obecności NATO w tym regionie – powiedział Duda.

Tłumaczył, że mogłoby chodzić o obecność dodatkowych jednostek Sojuszu, a co najmniej wzmożenie NATO-wskich operacji „air policing" (patrolowania przestrzeni powietrznej), działań obserwacyjnych czy też podniesienie gotowości żołnierzy z misji NATO już służących na wschodniej flance.

Dodatkowych żołnierzy chcą przysłać Brytyjczycy, Słowacy, Czesi

Jens Stoltenberg nie odniósł się dziś bezpośrednio do tych apeli Dudy, które jednak mogą stać się jednym z tematów dla NATO-wskich ministrów obrony obradujących w przyszłym tygodniu w Rydze.

Na razie niewielkie wzmacnianie obecności Sojuszu odbywa się na zasadzie dwustronnej – dodatkowych żołnierzy chcą przysłać Brytyjczycy, Słowacy, Czesi.

– Obserwujemy duże i niespotykane nagromadzenie sił rosyjskich u granic Ukrainy, połączone z agresywną propagandą Rosji. Wzywamy Rosję do przejrzystości, zmniejszenia napięć i deeskalacji – powiedział Stoltenberg.

Wyraził gotowość do rozmów również na forum Rady NATO-Rosja, jednak na razie na to się nie zanosi, a Rosjanie niedawno zamknęli NATO-wskie biuro w Moskwie.

Na granicy polsko-białoruskiej wciąż napięcie

Duda tłumaczył dziś w Brukseli, że hybrydowa agresja ze strony Białorusi na polską granicę wcale nie ustała, choć mocno miał się zmienić jej charakter. Próby sforsowania granicy przez duże grupy migrantów, których sprowadził reżim Aleksandra Łukaszenki, zostały bowiem zastąpione – jak powiedział Duda - „atakami znacznie mniejszych grup", przeprowadzanymi nocami.

– To starcia o znacznie mniejszej intensywności. Podczas trzech ostatnich dni i nocy było ponad 750 prób nielegalnego przejścia granicy do Polski – oznajmił. Dodał, że chodzi m.in. o ludzi wyposażonych w noże, łomy i inne „niebezpieczne narzędzia" otrzymane zapewne od sił białoruskich.

– Bo skąd ci migranci mogą mieć gaz łzawiący? – powiedział Duda.

- Nie można zatem mówić o obniżeniu napięcia. Obawiamy się, że to może trwać przez wiele miesięcy. A może nawet dojść do eskalacji poprzez otwarcie ognia przez siły białoruskie lub jakichś migrantów – przekonywał Duda na konferencji ze Stoltenbergiem.

Nie sięgamy po artykuł czwarty

Sekretarz generalny NATO podkreślał, że Sojusz odbywa ciągle konsultacje z Polską, Litwą i Łotwą.

Natomiast Duda potwierdził, że Polska na tym etapie nie zamierza sięgać po artykuł czwarty traktatu waszyngtońskiego, który przewiduje, że kraje Sojuszu „będą się konsultowały, ilekroć zdaniem któregokolwiek z nich zagrożona będzie integralność terytorialna, niezależność polityczna lub bezpieczeństwo" jakiegoś państwa Sojuszu. W historii NATO tej procedury użyto tylko sześć razy – pięciokrotnie na wnioski Turcji i jeden raz w 2014 r. na wniosek Polski wspieranej przez kraje bałtyckie wskutek rosyjskiej aneksji Krymu oraz agresji w Donbasie.

– Cały czas mamy na uwadze możliwość wykorzystania artykułu czwartego. Jednak teraz nie ma nowej agresji militarnej na któregoś z sąsiadów NATO – tłumaczył Duda.

Choć artykuł czwarty to teoretycznie tylko „konsultacje", przeciwnicy sięgania po tę procedurę w obecnych warunkach przekonują, że nie powinno się jej „nadużywać", bo – by zachować swoją rangę – powinny one torować drogę do konkretnych decyzji. Tak było w 2014 r., kiedy Sojusz Północnoatlantycki wskutek wojny na Ukrainie zaczął ostrożnie manifestować swą większą gotowość do obrony wschodniej flanki. A potem, na szczycie w Walii jesienią 2014 r., zatwierdzał decyzje o nowej „szpicy NATO" dla Europy Środkowo-Wschodniej.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.