Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Komisja Europejska wskutek doświadczeń ze sztucznie generowanym przez reżim Aleksandra Łukaszenki kryzysem migracyjnym przedłożyła we wtorek projekt nowego systemu kar wymierzonych w przewoźników (obecnie chodzi o firmy lotnicze), którzy „uczestniczą w nielegalnym przerzucaniu migrantów, przemycie ludzi", a także w „innych przestępstwach związanych z nielegalnym wjazdem na terytorium UE" (lub je ułatwiają).

– Mamy nadzieję, że sam fakt wprowadzenia tych przepisów będzie odstraszać. Przecież linie lotnicze zwykle nie chcą być wciągane w takie procedery. Widzimy, jak w ostatnim czasie zaczęły się wyplątywać z działań Białorusi – tłumaczy nam Ylva Johansson, komisarz UE ds. wewnętrznych.

Ogłoszone dziś przepisy, które muszą być jeszcze zatwierdzone przez europarlament i unijne rządy w Radzie UE, mają pozwolić na bardzo szybkie wciąganie np. linii lotniczych na unijną „czarną listę" bez zwykłej, bardzo czasochłonnej procedury sankcyjnej (w ramach której Unia debatuje teraz nad ewentualnym wzmocnieniem sankcji wobec białoruskich linii Belavia). Wśród możliwych kar byłby zakaz lotów oraz przelotów nad terenem Unii Europejskiej czy też zakaz tankowania albo serwisowania przez unijne firmy.

– Łukaszenka kusił sprzedażą „biletów do UE". I to czasem za 10-20 tys. euro za cały pakiet z przelotem oraz dowiezieniem na granicę. To działania bez precedensu. Nie dopuścimy do takiej praktyki – mówi Johansson.

Jednocześnie przypomina o doniesieniach, że migranci bywają zmuszani – w tym czasem groźbami śmierci – przez białoruskich pograniczników oraz ludzi w wojskowych ubraniach do forsowania granicy z UE. Ale komisarz Johansson zarazem podkreśla, że Bruksela „nie akceptuje i nie zamierza akceptować" push-backów sprzecznych z prawem UE oraz międzynarodowym.

 Johansson: Migranci to nadal ludzie

- W UE nie możemy legalizować push-backów. Ale też UE nie może zwalniać z obowiązku zapobiegania nielegalnym przekroczeniom granicy zewnętrznej. Tyle że pułapką jest twierdzenie, że to jest sytuacja „albo-albo". Można bronić granicy i zarazem bronić naszych wartości – przekonuje Johansson. Podkreśla, że choć migranci są wykorzystywani przez Łukaszenkę do działań agresywnych czy też hybrydowych wobec Unii, to „przecież to nadal są ludzie".

- Ludzie w lasach, na terenie bagnistym. Ludzie, którzy umierają – mówi Johansson.

Białoruś dotąd tylko raz dopuściła do migrantów humanitarną misję UNHCR, czyli ONZ-owskiej agendy ds. uchodźców. – Myślę, że dopuszczenie UNHCR od strony polskiej byłoby dobrym rozwiązaniem. Jednak decyzja należy do władz Polski – mówi nam Johansson. Podkreśla, że jej zdaniem nadal byłoby pożyteczne zaproszenie Fronteksu na polskie pogranicze z Białorusią, co pokazałoby, że „ochrona wspólnej granicy jest wspólną sprawą UE".

Komisja Europejska rozmawia z władzami Polski o niedawnych zmianach w ustawie o cudzoziemcach (nazywanych „ustawą wywózkową"), na których podstawie osoba zatrzymana na nielegalnym przekroczeniu granicy będzie mogła zostać niezwłocznie wydalona z Polski. Nowe prawo daje też przesłankę do pozostawienia wniosku o ochronę międzynarodową bez rozpoznania. Johansson na razie nie mówi o szczegółach, ale zapewnia o „trwającym dialogu" z Polską na ten temat.

– Uważamy, że niektóre elementy tych nowych przepisów nie są zgodne z prawem unijnym – mówi Johansson.

W ocenie Komisji Europejskiej sytuacja na granicy teraz deeskaluje, co jest – jak podkreśla Johansson – rezultatem wspólnych działań UE pomiędzy krajami członkowskimi oraz wobec partnerów spoza Unii głównie co do przecięcia lotniczego „szlaku migracyjnego" do Mińska. Komisarz przyznaje, że początkowo było niełatwo przyciągnąć uwagę społeczności międzynarodowej do wydarzeń na granicy z Białorusią, bo chodziło „tylko o parę tysięcy ludzi".

– Ale nie liczba, lecz charakter tych działań Łukaszenki już na początku był wielkim problemem – mówi Johansson. Przekonuje, że gdyby Polska nie ograniczała dostępu do pogranicza m.in. dla mediów, to może pomogłoby to innym w szybszym zrozumieniu natury działań Łukaszenki.

Bez funduszy UE na mury graniczne?

Ponadto Unia byłaby zdaniem Johnasson odporniejsza na tego typu działania, gdyby dorobiła się solidnej wspólnej polityki migracyjnej i azylowej. Tyle że zaproponowany przed ponad rokiem pakiet reform w tej dziedzinie (pakt o migracji i azylu) tkwi w impasie wskutek sporów o stopień uwspólnotowienia działań migracyjnych (Polska i Węgry to główni hamulcowi, a z kolei unijne Południe z Włochami na czele tkwi na drugim biegunie). Ale w jaki sposób pakt o migracji i azylu miałby pomóc Polsce w obecnej sytuacji z Białorusią?

– Po pierwsze, byłby sygnałem, że migracja nie jest dla Unii tematem tak toksycznym politycznie. Jesteśmy tak mocno narażeni na atak Łukaszenki również z powodu błędnego przeświadczenia, że migracją nie da się rozsądnie zarządzać. Pod drugie, pakt ma konkretne rozwiązania pozwalające na zgodne z prawem postępowanie w nadzwyczajnych sytuacjach na granicy – tłumaczy Johansson.

Komisja Europejska nadal opiera się apelom m.in. ze strony Litwy czy Polski o finansowanie budowy ogrodzeń granicznych z budżetu UE, choć pozwalałyby na to przepisy unijne. – Nie wszystko, co legalne, jest właściwe – przekonuje Johansson.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.