Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Amerykański wywiad ostrzegł europejskich partnerów, że pozostaje coraz mniej czasu na przygotowanie odpowiedniego pakietu środków – gospodarczych i militarnych – w celu powstrzymania Rosji przed napaścią na Ukrainę, do której miałoby dojść już w najbliższych tygodniach.

Ostrzeżenie przed tym niebezpieczeństwem, którego wstępem może być konflikt na granicy polsko-białoruskiej, miała przywieźć do Polski pod koniec ubiegłego tygodnia dyrektor Wywiadu Narodowego USA Avril Haines. Według oficjalnych komunikatów miała ona rozmawiać z premierem Mateuszem Morawieckim, szefem MSWiA Mariuszem Kamińskim, szefem MON Mariuszem Błaszczakiem oraz szefem prezydenckiego gabinetu Pawłem Szrotem.

USA: Inwazja to może być kwestia tygodni

Oficjalnie rozmowy dotyczyły współpracy bilateralnej oraz oceny aktualnej sytuacji bezpieczeństwa w regionie, w tym na granicy z Białorusią.

"Strona amerykańska prosiła o to spotkanie, co świadczy o poważnym zaangażowaniu naszych sojuszników z Sojuszu Północnoatlantyckiego w kwestię zwiększenia bezpieczeństwa na wschodniej flance NATO" – napisał premier Morawiecki w piątek w mediach społecznościowych. A następnego dnia dodał: "Sytuacja geopolityczna jest bardzo poważna i wymaga licznych działań oraz zabiegów dyplomatycznych. I dlatego wyruszam w podróż po kilku krajach europejskich, aby rozmawiać o kryzysie międzynarodowym wywołanym przez działania Aleksandra Łukaszenki".

Według źródła dyplomatycznego, do którego dotarł Onet, Haines przyleciała do Warszawy w jednym celu: ostrzec Polskę i kraje bałtyckie przed inwazją rosyjską na Ukrainę, do której – jak miała podkreślić – może dojść w najbliższych tygodniach.

"Dyrektor Haines miała powoływać się na amerykańskie dane wywiadowcze, które potwierdzają, że Rosja zgromadziła w pobliżu ukraińskiej granicy znaczące siły wojskowe, przekraczające liczebnie te, które zajmowały Krym w 2014 r." – czytamy w serwisie.

Informatorzy Onetu podali, że amerykański wywiad nie ma pewności, czy prezydent Rosji Władimir Putin podjął już decyzję o ataku na Ukrainę. Amerykańska dyplomatka miała podczas wizyty wezwać polskie władze do pilnych działań na rzecz zbudowania wspólnej koalicji państw bałtyckich, UE i Wielkiej Brytanii, która miałaby powstrzymać zapędy Kremla.

Podróż Morawieckiego

Według rozmówców serwisu polski rząd szybko odpowiedział na to wezwanie. W weekend umieszczono w sieci nagranie, na którym Morawiecki mówi o zagrożeniu dla Europy ze strony Białorusi i Rosji oraz wzywa do zdecydowanych działań sojuszników Polski.

– Apeluję do wszystkich ludzi w wolnym świecie: Polska, Litwa i Łotwa potrzebują waszej solidarności. To, co z daleka wygląda na zwykły kryzys migracyjny, jest w rzeczywistości wojną hybrydową, jaką Aleksander Łukaszenka z poparciem Władimira Putina wypowiedział całej Unii Europejskiej – mówi premier.

W niedzielę Morawiecki udał się do Rygi, Tallina i Wilna. "Nasze oceny sytuacji bezpieczeństwa w regionie są zbieżne. Wspólnie możemy skutecznie stawiać czoła zagrożeniom ze strony Białorusi i Rosji" – napisał na Facebooku po spotkaniu z premier Estonii Kają Kallas. Podobnie wyrażał się po wizytach w kolejnych stolicach państwa nadbałtyckich.

USA grożą Rosji sankcjami

We wtorek w Budapeszcie odbędzie się spotkanie Grupy Wyszehradzkiej w związku z sytuacją w naszym regionie. Mateusz Morawiecki ma odwiedzić też kilka innych europejskich stolic. Wszystko ma na celu wywarcia nacisku na Moskwę, by zapobiec eskalacji napięcia na granicy z Unią Europejską.

Rozmówcy Onetu podkreślają, że kluczowe role w nacisku na Moskwę mają odegrać kraje Europy Zachodniej, mimo obaw przed wybuchem wojny gazowej z Rosją. Angela Merkel i Emmanuel Macron już ostrzegli Władimira Putina, że inwazja na Ukrainę spotka się z odpowiedzią NATO.

Waszyngton ma już przygotowany projekt ostrych sankcji wobec Rosji na wypadek agresji na Ukrainę. W poniedziałek wieczorem Departament Stanu USA poinformował o wprowadzeniu kolejnych sankcji w związku z Nord Streamem 2.

Szef CIA, William Burns, który był ambasadorem w Rosji i ma 33 lata doświadczenia w dyplomacji, na polecenie prezydenta Joego Bidena udał się niedawno do Moskwy, by ostrzec Putina przed konsekwencjami w przypadku rozpoczęcia kolejnej inwazji na Ukrainie.

Rosja już wiosną przeprowadziła koncentrację wojsk w pobliżu granicy z Ukrainą i na Krymie. Szacowano wówczas, że zgromadziła ok. 110-120 tys. żołnierzy. Obecnie według amerykańskiego i ukraińskiego wywiadu jest ich ok. 100 tys. Zdaniem komentatorów różnica polega na tym, że wiosną Rosja swoich ruchów nie ukrywała, a teraz stara się to robić.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.