Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Tu nie chodzi o wojnę hybrydową Aleksandra Łukaszenki, lecz o zdezorientowanych wyborców PiS. Dowiedzieli się, że kryzys na granicy z Białorusią przygasa, odkąd do sprawy zabrała się Unia z przywódcami Francji i Niemiec. Europejska dyplomacja okazała się skuteczniejsza niż polska propaganda.

Szefowa Komisji Europejskiej w rozmowie z Joem Bidenem, prezydent Francji Emmanuel Macron w rozmowie z Władimirem Putinem i kanclerz Angela Merkel w rozmowie z Łukaszenką osiągnęli więcej niż ministrowie Rau, Błaszczak i Kamiński. Sytuacja na granicy się bowiem uspokaja.

Co robić? Konia kują, Morawiecki podstawia nogę. Premier ruszył do sąsiadów przekonywać swoich wyborców, że to on stoi na czele walki z Łukaszenką, i to on ją wygrywa. Po przeszło dwóch miesiącach szef rządu PiS przypomniał sobie, że hybrydowa akcja Łukaszenki wymaga spójnej europejskiej odpowiedzi i zabiegał o nią podczas wizyt w Tallinnie, Wilnie i Rydze. Wcześniej, zamiast o taką reakcję sojuszników się ubiegać, groził Unii III wojną światową. Ostentacyjnie nie prosił o wsparcie Frontexu. Nie zwoływał konsultacji z sojusznikami z NATO. Liczyły się wyłącznie propaganda i poparcie.

Może ktoś jeszcze Morawieckiemu przypomni, że o tym, co się dzieje na naszej granicy wschodniej i co tam jeszcze może się wydarzyć, warto by porozmawiać z rządami w Niemczech (należało by poznać przyszłego kanclerza), Francji (podczas niedawnej wizyty prezydenta Dudy w Paryżu kwestia granicy była mniej istotna niż plany budowy francuskiej elektrowni atomowej w Polsce), Rzymie, Madrycie...

Warto by porozmawiać o tym na wysokim szczeblu z Amerykanami. To akurat może być trudne, bo we wrześniu Kancelaria Prezydenta oświadczyła, że nie zabiega o spotkania z Bidenem. I jak sprzedać wyborcom, że o polską granicę wschodnią troszczy się polityk, z którego media narodowe od ponad roku robią lewackiego demona. No i z UE też warto by porozmawiać, choć rząd PiS jest ze Wspólnotą na noże.

Polityka zagraniczna rządu PiS od grudnia 2015 r. była zakładnikiem polityki wewnętrznej i propagandy. Efekty tego opłakane.

Konflikt z Łukaszenką miał być dla PiS „politycznym złotem". Został po nim dotkliwy kac moralny, którego ma spora część polskiego społeczeństwa niemogąca się pogodzić z tym, że funkcjonariusze państwa polskiego bezdusznie wypychali przybyszy na Białoruś i wywozili do lasu nawet rodziny z małymi dziećmi.

Wszystko na nic. Mimo ściągnięcia na granicę wojska i wyrzucenia z niej dziennikarzy i działaczy humanitarnych, by nikt nie patrzył mundurowym na ręce, do Niemiec przeszło i tak 10 tys. osób. Państwo PiS mimo to odtrąbia sukces.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.