Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

To polityczne złoto, ten pięknie rozkręcony kryzys humanitarny, rządowi PiS się należy. Bez niego może nie utrzymać władzy, bo suweren zacznie znowu zadawać pytania o bezczynność władzy wobec rosnącej w przerażającym tempie czwartej fali pandemii koronawirusa, o szalejącą inflację, o nepotyzm.

Czy Merkel tego nie rozumie?

Nie po to tysiące ściągniętych na granicę z Białorusią polskich żołnierzy i funkcjonariuszy cierpi niewygody (na ich wyżywienie i wyposażenie organizowano ostatnio zrzutki spółek skarbu państwa i obywateli), by w wyniku nieprzemyślanych decyzji urzędu kanclerskiego uspokajać sytuację.

Nie po to łapią na polskim terytorium Kurdów czy Syryjczyków, a potem po kilkanaście razy brutalnie wypychają ich na białoruską stronę. 

Nie po to władza zapowiedziała rozpoczęcie budowy muru na granicy z Białorusią.

Nie po to media narodowe, które co roku dostają miliardy złotych z budżetu, od rana do nocy straszą widzów muzułmańską inwazją...

Prezydent musi być twardy

Angela Merkel stoi na czele swojego kraju 16 lat, Andrzej Duda tylko sześć, a ma lepsze rozeznanie w polityce niż ona. Wie, że do przedwczesnego zakończenia kryzysu doprowadzić nie wolno.

Słupki poparcia PiS ciągle nie poszły w górę, więc trzeba dalej szczuć na obcych i straszyć naród wojną. Znowu po polskiej stronie znajdą ciało jakiegoś zamarzniętego nieszczęśnika z Syrii, a podczas starcia na granicy ucierpi kolejny polski funkcjonariusz.

- Jak masz być prezydentem, musisz być twardy. Nie możesz sobie pozwolić na to, że cię coś rozbije, jakaś sytuacja – mówił niedawno prezydent Duda, a teraz potwierdza tę deklarację czynem.

- Polska nie uzna żadnych ustaleń w sprawie sytuacji na granicy polsko-białoruskiej, które zostaną podjęte ponad naszymi głowami – powiedział prezydentowi Niemiec Frankowi-Walterowi Steinmeierowi zapewne z prośbą, by przekazał to Angeli Merkel.

To najmocniejsze sformułowanie pod adresem Niemiec od czasu wystąpienia ministra Józefa Becka, który 3 maja 1939 r. zapowiadał w Sejmie, że Polska nie odda ani guzika. Wówczas hitlerowskie Niemcy domagały się oddania części naszego terytorium. Dziś Niemcy są demokratyczne i na dodatek to kraj sojuszniczy, chce Polsce pomóc. Ale Duda – słusznie – nie widzi większej różnicy. Niczego nie uznamy i koniec.    

Nawet jeśli niemieckiej kanclerz uda się wymóc na Łukaszence, że odeśle ściągniętych przez jego reżim imigrantów do krajów, z których przybyli na Białoruś. Nawet jeśli uda się jej uspokoić sytuację na granicy.

A Merkel w ogóle niech się trzyma z daleka

Unia Europejska, dziennikarze, organizacje humanitarne, teraz Niemcy – im wszystkim zależy na tym, by utrudnić rządowi PiS odpowiednie wykorzystywanie tego kryzysu. Dlatego na naszą granicę nie powinni mieć wstępu.

A Merkel w ogóle niech się trzyma z daleka.

Już w 2011 r. Jarosław Kaczyński przestrzegał, że to, iż została kanclerzem, „nie było wynikiem czystego zbiegu okoliczności". NRD, komunizm, bezpieka Stasi, KGB.  Wówczas go za te słowa zrugano, dziś widać, że miał rację.

PS Bardzo Czytelników przepraszam za groteskowy ton tego tekstu. Dotyczy on bardzo poważnych spraw. Jednak po groteskę jako pierwszy sięgnął pan prezydent Duda.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.