Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Od sierpnia 2020 r. z Aleksandrem Łukaszenką nikt z przedstawicieli Unii Europejskiej nie rozmawiał. Po -  jak podkreśla białoruska opozycja - sfałszowanych wyborach prezydenckich, które poskutkowały najbardziej masowymi protestami w historii kraju oraz bezprecedensową skalą przemocy i represji zastosowanych wobec społeczeństwa, Łukaszenka został wykluczony z europejskiej sceny politycznej. Faktem jest, że najpierw to on miał nie zgodzić się na rozmowę z prezydentem Francji Emmanuelem Macronem i kanclerz Niemiec Angelą Merkel, później jednak liderzy państw UE zarzucili próby kontaktu z białoruskim dyktatorem, a jako liderkę Białorusi zaczęli traktować przywódczynię opozycji Swiatłanę Cichanouską.

Mińsk ma nadzieję na "pozytywne skutki"

W ciągu ostatniego roku stały, oficjalny kontakt białoruskie władze miały więc jedynie z prezydentem Rosji Władimirem Putinem. Jak się okazuje, do czasu. 15 listopada do Aleksandra Łukaszenki zadzwoniła bowiem, żegnająca się ze stanowiskiem, kanclerz Niemiec Angela Merkel, która zastosowała się tym samym do porady prezydenta Rosji. „W sprawie migrantów proszę rozmawiać bezpośrednio z Mińskiem" - powiedział jej w ubiegłym tygodniu Władimir Putin.

Podczas trwającej około 50 minut rozmowy Merkel i Łukaszenka mieli rozmawiać jedynie na tematy sytuacji na polsko-białoruskiej granicy. Jak poinformował rzecznik prasowy Merkel, politycy omawiali m.in. sposoby okazania pomocy humanitarnej migrantom. Z kolei oficjalny przedstawiciel MSZ Białorusi Anatolij Glaz powiedział w komentarzu dla rosyjskiej państwowej telewizji Rassija 24, że rozmowa miała charakter „konkretny, służbowy", co było możliwe dzięki „szczeremu zainteresowaniu obu stron w rozwiązaniu obecnej sytuacji".

Łukaszenka i Merkel mieli zastanawiać się wspólnie, jak rozwiązać problem migrantów, nie doprowadzając jednocześnie do eskalacji kryzysu na zachodnich granicach Białorusi. Głaz dodał także, że białoruskie władze „mają nadzieję, że poniedziałkowa rozmowa przyniesie pozytywne skutki".

Pan Łukaszenka

Mimo że w 50-minutowej rozmowie, poświęconej głównie kryzysowi humanitarnemu na polsko-białoruskiej granicy, polityczka ani razu nie nazwała Łukaszenki „prezydentem", zwracając się do niego „pan", białoruska opozycja jest zaniepokojona tym, że Europa zaczyna znów traktować Łukaszenkę jako partnera do rozmowy.

Zdaniem analityka ECFR ds. Białorusi Pawła Slunkina telefon Merkel do Łukaszenki był błędem. Ekspert podkreśla, że tym samym UE wysłała białoruskiemu reżimowi sygnał, że szantażem jest on w stanie doprowadzić do ustępstw ze strony Zachodu. Slunkin dodaje, że dzięki wywołaniu kryzysu migracyjnego, Łukaszence częściowo udało się dopiąć swego. Na europejskiej scenie politycznej znacznie mniej mówi się teraz o wewnętrznym białoruskim kryzysie politycznym, represjach, więźniach politycznych i konieczności przeprowadzenia w kraju uczciwych, wolnych wyborów. Całą swoją uwagę Europa poświęca teraz sytuacji na granicy, do której Łukaszenka celowo doprowadził.

„Łukaszenka najprawdopodobniej wykorzystuje taki kontakt, aby zademonstrować, że jest zdolny nie tylko do eskalacji, ale że może też rozwiązywać problemy, jeśli dialog prowadzony jest na jego zasadach" - tłumaczył redakcji Zerkalo.io politolog.

Kanclerz krytykowana też w Niemczech

Decyzję Merkel, by nawiązać kontakt z Łukaszenką, skrytykowano też m.in. w Estonii i na Łotwie. Marko Mihkelson, przewodniczący komisji spraw zagranicznych estońskiego parlamentu, twierdzi, że kanclerz Niemiec tym samym de facto „uznała Łukaszenkę za prawowitego prezydenta Białorusi".

„To poważne rozczarowanie, bo zajęliśmy wspólne stanowisko, że nie uznajemy Łukaszenki za głowę państwa białoruskiego. Taki kontakt Merkel stwarza dość dziwne wrażenie" - skomentował Mihkelson. Krytyka spadła na kanclerz Niemiec także z Bundestagu. Niemiecki polityk frakcji Zielonych Omid Nouripour w wywiadzie dla stacji Deutschlandfunk powiedział we wtorek, że jej rozmowa z Łukaszenką to „okropny sygnał".

Inaczej do kontaktu przedstawiciela UE z Łukaszenką odnosi się liderka białoruskiej opozycji. Swiatłana Cichanouska napisała na swoim oficjalnym kanale w komunikatorze Telegram: „Wiem, że telefon Merkel nie jest zaproszeniem ze strony UE do dialogu. Rząd Niemiec popiera przecież piąty i przygotowywany teraz szósty pakiet sankcji. (…) Spotkałam się z Angelą Merkel. Wiem, że jest polityczką, dla której życie ludzkie jest priorytetem (...)".

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.