Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Maciej Czarnecki: Po co tak naprawdę Aleksandrowi Łukaszence cała ta operacja?

Wojciech Lorenz*, ekspert ds. bezpieczeństwa międzynarodowego z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych (PISM): – W polityce międzynarodowej zawsze jest kilka czynników. Na pewno musimy popatrzeć na zmianę w naszych relacjach, do której doszło w zeszłym roku po sfałszowanych wyborach prezydenckich na Białorusi i brutalnie stłumionych protestach opozycji. Na wsparcie, którego udzielała jej Polska i Litwa, mobilizując świat do nałożenia sankcji na reżim. Można zakładać, że Łukaszenka chce ich zniesienia lub ograniczenia, pragnie wymusić de facto uznanie swojej władzy i osłabić międzynarodowe wsparcie dla opozycji.

Władimir Putin i Aleksander Łukaszenka.Władimir Putin i Aleksander Łukaszenka. Fot. Alexei Nikolsky/AP

Na razie doczekał się nowych sankcji.

– Pamiętajmy, że wykorzystuje różne instrumenty: nie tylko próbę szturmowania naszej granicy przy pomocy uchodźców, ale i szantaż energetyczny, czyli groźbę wstrzymania dostaw gazu przez terytorium Białorusi, groźbę eskalacji militarnej.

Białoruś jest częścią państwa związkowego, a rosyjska doktryna militarna i scenariusze ćwiczeń Zapad od 1999 r. wskazują, że konflikt między Rosją a NATO zaczyna się od zagrożenia dla Białorusi, np. ze strony Polski. Doktryna zakłada, że Moskwa ma wtedy nie tylko prawo bronić Białorusi, ale i rości sobie prawo do przeprowadzenia kontrataków. Efektem jest przeniesienie konfliktu na teren Polski i państw bałtyckich.

Łukaszenka doskonale zdaje sobie z tego sprawę. I rzeczywiście otrzymuje wsparcie Rosji. Bo jak popatrzymy na wypowiedzi Putina, ale także na sygnalizowanie wojskowe, a więc ćwiczenia wojsk powietrzno-desantowych na terytorium białoruskim czy wysłanie bombowców strategicznych, które przeprowadziły loty nad Białorusią, to widzimy bardzo agresywne militarne sygnały.

Zatem nie jest to tylko kryzys migracyjny, ale i element wojny hybrydowej – poniżej progu konfliktu zbrojnego, ale z silnym komponentem militarnym. Łukaszenka dalej liczy, że ma możliwość eskalacji. Że uda mu się zastraszyć NATO i Unię Europejską. Na razie wydaje się, że może się to nie udać.

Jest ryzyko, że to prężenie muskułów wymknie się spod kontroli?

– Jak jest cel i środki, to czarnego scenariusza nie można wykluczyć. Taki kryzys może stanowić pretekst dla Rosji do rozmieszczenia sił na Białorusi i przybliżenia swojego potencjału w pobliże naszych granic. Musimy mieć dobrą ocenę wojskową, czy to tylko zastraszanie, czy faktycznie rośnie zagrożenie militarne.

Czarny scenariusz?

– Mamy dość dobrze zdiagnozowane strategiczne cele Rosji, która chce odzyskać jakąś strefę buforową na obszarze dawnego ZSRR. Podważanie integralności terytorialnej Gruzji, Ukrainy czy Mołdawii ma zapobiec rozszerzeniu NATO i UE. Putin pokazał, że jest gotów użyć siły militarnej, a nawet zaanektować część terytorium sąsiedniego państwa, nienależącego do Sojuszu. Prowadzi też nasilone, agresywne działania w pobliżu granic krajów NATO: prowokacje, naruszanie przestrzeni powietrznej, symulowanie ataków, niezapowiedziane organizowanie dużych manewrów wojskowych. A przypomnijmy, że zmobilizowanie dużych sił do ćwiczeń było przykrywką do agresji zarówno na Gruzję w 2008 r., jak i na Ukrainę w 2014 r.

Tak jak powiedziałem, można zakładać, że to wszystko po to, by zastraszać, ale jak popatrzymy na trendy w polityce rosyjskiej, modernizację wojska, rozmieszczanie różnych zdolności, które mają utrudnić Sojuszowi kolektywną obronę w naszym regionie, to nawet jeśli Rosji bardziej się opłaca realizować swoje cele metodami politycznymi, ostatecznie nie można wykluczyć czarnego scenariusza, że byłaby gotowa sprowokować konflikt z NATO i wymusić jakieś rozmowy o nowym układzie bezpieczeństwa w Europie.

W takim przypadku, nawet gdyby Sojusz obronił integralność terytorialną swoich członków, to duża część państw w Europie zapewne byłaby w takim szoku, że – chcąc uniknąć kolejnej wojny – podjęłaby jakieś rozmowy. Np. o nowym traktacie o bezpieczeństwie europejskim, rezygnacji z polityki otwartych drzwi w ramach NATO czy wymuszenia na Ukrainie rozwiązań na wschodzie kraju, korzystnych dla Rosji.

Starcia policji z imigrantami, którzy próbują forsować granicę, okolice Grodna, 16 listopada 2021 r.Starcia policji z imigrantami, którzy próbują forsować granicę, okolice Grodna, 16 listopada 2021 r. Fot. Leonid Shcheglov/AP

Sekretarz stanu USA Antony Blinken zasugerował, że operacja Łukaszenki na naszej granicy ma odwrócić uwagę od grupowania rosyjskich wojsk przy granicy Ukrainą.

– Operacja na pewno jest korzystna dla Rosji, która też może próbować osiągnąć kilka celów. Pierwszy to wspomniana próba zastraszenia NATO i UE i wymuszenia akceptacji dla rosyjskiej strefy wpływów. Ale rzeczywiście może być to także próba odciągnięcia uwagi NATO od tego, co się dzieje na Ukrainie, a gdyby doszło tam do rosyjskiej agresji – to osłabienia reakcji Sojuszu w obawie, że dojdzie do eskalacji, a my musimy się skoncentrować na obronie terytorium państw członkowskich.

Oczywiście Rosja zarzeka się, że nie ma nic wspólnego z działaniami Łukaszenki. I dodaje: skoro grozi on zamknięciem dostaw gazu przez białoruskie terytorium, to pokazuje, że trzeba uruchomić rurociąg Nord Stream 2. Oto kolejny interes Putina w tym wszystkim.

Ponadto to czas dyskusji strategicznej, zarówno w NATO, jak i UE. NATO przygotowuje się do przyjęcia nowej koncepcji strategicznej w połowie przyszłego roku, która ma dostosować Sojusz do nowych realiów i m.in. właśnie zagrożenia ze strony Rosji. W Unii dyskutuje się o kompasie strategicznym, który też ma przygotować ją do obecnych wyzwań. Putin może kalkulować, że przez pokazywanie, iż jest gotów na konfrontację, część państw uda się zastraszyć.

Tyle że – podobnie jak na razie Łukaszenka – może osiągnąć coś odwrotnego niż zamierzał. Ostatnie wydarzenia mogą scalić NATO. USA już jakiś czas temu skupiły się przede wszystkim na Indo-Pacyfiku, a to znów przykuwa ich uwagę.

– Już wielokrotnie sowiecka, a potem rosyjska propaganda bywała skuteczna w krótkiej perspektywie, a w długiej okazywało się, że co prawda złożonemu z 30 suwerennych państw Sojuszowi zajmowało to trochę czasu i doraźne podziały to utrudniały, ale koniec końców dostosowywał się do zagrożeń. A działania ZSRR, potem Rosji, były przeciwskuteczne.

Jednak ocena tego, czy Putinowi nie udaje się osiągnąć swoich celów, nie jest taka jednoznaczna. Z jednej strony, po 2014 r. wyraźnie spodziewał się, że reakcja NATO i UE będzie słabsza, a po aneksji Krymu nie dojdzie do faktycznego wzmocnienia mechanizmów kolektywnej obrony. Tymczasem zostały one wzmocnione poprzez rozmieszczenie wielonarodowych oddziałów w Polsce i państwach bałtyckich i stworzenie mechanizmów szybkiego przerzutu wojsk na wschodnią flankę NATO. Putin będzie walczył, by je osłabiać, ale chyba przelicytował.

Z drugiej strony, de facto wymusił strefę buforową poprzez podważanie integralności terytorialnej państw w swoim sąsiedztwie. Grożąc siłą i eskalacją wymusił też na Zachodzie korzystne dla Rosji porozumienia – najpierw w sprawie Gruzji, a potem Ukrainy, które umożliwiają skuteczne podtrzymywanie konfliktów. Możemy wysyłać sygnały do Ukrainy i Gruzji, że nie wyznaczamy żadnej strefy wpływów, ale jest oczywiste, że w NATO nie byłoby konsensusu w sprawie przyjęcia tych państw do Sojuszu.

Łukaszenka też osiągnął jeden ze swoich celów. Kanclerz Niemiec Angela Merkel najpierw dwukrotnie rozmawiała z Putinem, a potem zdecydowała się na rozmowę telefoniczną z białoruskim dyktatorem, którego wiele państw nie uznaje za prezydenta od czasu zeszłorocznych wyborów. Od tamtej pory żaden zachodni przywódca nie spotkał się z Łukaszenką i nie rozmawiał z nim. Białoruska propaganda może więc wykorzystywać to na użytek wewnętrzny jako dowód, że Zachód ustępuje i uznaje go za legalnego przywódcę. Chociaż rozmowa została przeprowadzona przez ustępującą ze stanowiska szefową niemieckiego rządu, Rosja też może to rozgrywać propagandowo. Putin konsekwentnie pokazuje, że niezależnie od tego, co by uczynił, Zachód nie może Rosji ignorować. Jeżeli będzie próbował to robić, to i tak on wymusi takie rozmowy szantażem.

W sprawie kryzysu na granicy polsko-białoruskiej Zachód stoi za nami murem.

– Sojusz musi szukać odpowiedniej równowagi między wzmacnianiem potrzeby bezpieczeństwa państw członkowskich, a odpowiednim skalibrowaniem odstraszania.

Oczywiście inną percepcję ma Polska, kraj z dużym potencjałem i możliwością, by nawet w obliczu zagrożeń militarnych przez pewien czas radzić sobie samemu, a inną państwa bałtyckie, które szybko mogłyby zostać odcięte od reszty Sojuszu.

Jednak musimy zastanowić się, czy to, co zrobiliśmy do tej pory, czyli zaproszenie wielonarodowych sił Sojuszu do Polski i państw bałtyckich, mimo ostatnich wydarzeń nadal nie jest wystarczającym mechanizmem odstraszania. Czy poprzez same komunikaty polityczne i komunikację strategiczną, czyli np. wypowiedzi sekretarza generalnego bądź komunikat Rady Północnoatlantyckiej, mamy wystarczające sygnały poparcia?

Jeśli chodzi o zagrożenie ze strony Białorusi i Rosji dla samej Polski, wydaje mi się, że na razie mamy odpowiednią równowagę, by nie podejmować niepotrzebnych działań, które mogłyby być wykorzystane jako pretekst do dalszej eskalacji. Wciąż można wykorzystywać mechanizmy polityczne.

Musimy jednak mieć szerszą perspektywę. Podważenie integralności terytorialnej któregoś z państw bałtyckich to zagrożenie strategiczne także dla Polski. Rosyjska agresja na Ukrainę i brak zdecydowanej reakcji Zachodu również zwiększyłyby strategiczne zagrożenia związane z wymuszeniem i ugruntowaniem nowej strefy wpływów. Dlatego decyzje musimy podejmować w oparciu o szerzą analizę strategiczną, w jakim kierunku zmierzają działania Białorusi i Rosji.

Pana zdaniem za wcześnie jeszcze na uruchomienie art. 4 traktatu o NATO?

– Inną perspektywę ma Litwa, inną Polska. Na razie wygląda, jakby bardziej zależało na tym Litwie. Polska tego nie wyklucza. Trudno więc powiedzieć.

Ta decyzja może mieć pozytywne, ale i negatywne aspekty. Wzmacniamy poczucie bezpieczeństwa, sojusznicy są pod presją udzielenia skoordynowanej pomocy, np. mogliby wysłać jakieś niewielkie siły na granicę – załatwiliśmy to już na zasadzie bilateralnej z Brytyjczykami. NATO może też nadzorować przestrzeń powietrzną samolotami wczesnego ostrzegania AWACS. Może monitorować sytuację systemami bezzałogowymi AGS. Są też siły szybkiego reagowania.

Nie możemy jednak dać pretekstu do dalszej eskalacji ani zużywać instrumentów, które mogłyby być przydatne, gdyby doszło do eskalacji ze strony Białorusi i Rosji.

Art. 4 to narzędzie, które powinno być wykorzystywane w wyjątkowej sytuacji, gdy widzimy, że bardzo poważnie wzrasta militarne zagrożenie ze strony Rosji. W mojej ocenie, patrząc z perspektywy Polski, to jeszcze nie ten moment, ale szersza ocena strategiczna może jednak dawać uzasadnienie do wykorzystania tego narzędzia.

Scenariusz na najbliższe dni i tygodnie?

– Wydaje mi się, że Białoruś będzie nadal eskalowała sytuację. Tyle że powoli wyczerpują się jej możliwości. Zajmie trochę czasu, nim zobaczymy skutki działań, które podejmujemy: groźba i sankcje wobec linii lotniczych przywożących migrantów na Białoruś, presja, dyskusje polityczne z państwami, z których pochodzą migranci, groźba nałożenia dodatkowych sankcji na reżim. W którymś momencie kalkulacje Rosji, że nie udało się jednak wywołać podziałów w NATO i UE, mogą skłonić ją do tego, by wpłynąć na Łukaszenkę.

Trzeba wytrwać, nie odpuszczać i zarządzać kryzysem jak najefektywniej, by zapewnić sobie poparcie wspólnoty międzynarodowej.

*Wojciech Lorenz – analityk programu Bezpieczeństwo Międzynarodowe Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych (PISM). Specjalizuje się w kwestiach związanych z NATO, odstraszaniem jądrowym i konwencjonalnym oraz w polskiej polityce bezpieczeństwa

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.