Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W dniu, gdy politycy PiS głośno zastanawiali się, jakie media powinny mieć dostęp do polsko-białoruskiej granicy, by relacjonować trwający tam potworny kryzys humanitarny, prezydent Francji Emmanuel Macron rozmawiał o sytuacji na tej granicy właśnie z prezydentem Rosji Władimirem Putinem. Natomiast kanclerz Niemiec Angela Merkel w tej samej sprawie zadzwoniła do dyktatora Białorusi Aleksandra Łukaszenki. Putin zgodził się, że konieczne jest obniżenie napięcia, Łukaszenka obiecał kontynuację rozmów. A w tym samym czasie prezydent RP Andrzej Duda jako kibic na Stadionie Narodowym był świadkiem porażki polskiej reprezentacji w meczu z Węgrami. Zaś wcześniej prezes NBP Adam Glapiński podjął w przyspieszonym trybie decyzję o emisji okolicznościowych monet i banknotów poświęconych obronie polskiej granicy wschodniej.

Merkel i Macron gaszą pożar

Podsumowując: gdy rządzący Polską politycy PiS zajmowali się jak zwykle propagandą, przywódcy Francji i Niemiec, tak jak wcześniej szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen, która o sprawie rozmawiała z prezydentem USA Joem Bidenem, zabrali się za gaszenie pożaru na polskiej wschodniej granicy.

Francusko-niemiecka akcja wygląda koszmarnie. Merkel musiała odbyć 50-minutową rozmowę z bojkotowanym przez całą UE białoruskim dyktatorem, który sfałszował zeszłoroczne wybory prezydenckie, a następnie zaczął terroryzować Białorusinów, którzy odważyli się przeciwko temu protestować. Dziesiątki ludzi straciło życie, setki uwięziono, tysiące musiały uciekać z kraju. Łukaszenka w meczu z Europą zdobył punkty. Tak jak Putin. Macron dzwonił do dyktatora, który próbował zamordować swojego politycznego rywala, a teraz torturuje go w łagrze pod Moskwą. I nie ustaje w wysiłkach, by podporządkować sobie niepodległą Ukrainę. Rosja znowu gromadzi wojsko pod ukraińską granicą, według amerykańskiego wywiadu nie można wykluczyć, że to przygotowania do inwazji.

Dlaczego Niemcy i Francja postanowiły rozmawiać z reżimami? Bo to, co się dzieje 200 km na wschód od Warszawy, przestało być polsko-białoruskim kryzysem, a stało się zagrożeniem dla całej Europy. I nie chodzi jedynie o nowy szlak dla migrantów, który budzi w wielu krajach UE koszmarne wspomnienia z 2015 r. Po obydwu stronach granicy – zewnętrznej granicy UE i NATO - stoją tysiące ludzi z naładowaną bronią. Białoruska prowokacja - a tych nie brakuje – może doprowadzić do wymiany ognia, a taki incydent może przerodzić się w konflikt na dużą skalę, w regularną wojnę. Konsekwencje byłyby niewyobrażalne. W Berlinie i Paryżu uznano, że ten kryzys trzeba ugasić za wszelką cenę. I – co można wywnioskować po całkowitym milczeniu naszego MSZ – zupełnie bez udziału Polski.

W 2005 r. Merkel obiecywała, że wbrew temu, co robił kanclerz Gerhard Schröder, lecąc na rozmowy do Moskwy, będzie lądować w Warszawie. Obietnicy nigdy nie spełniła, wspierała budowę niemiecko-rosyjskich gazociągów, nie dopuściła Polski do rozmów tzw. formatu normandzkiego, gdzie negocjowano zawieszenie broni na Ukrainie. Teraz poszła krok dalej. Obecna francusko-niemiecka dyplomatyczna ofensywa toczy się wręcz nad polskimi głowami. To oburzające, tym bardziej że chodzi o granice Polski. To jednak konsekwencja dyplomatycznej niemocy rządu PiS, tego, że wydarzenia międzynarodowe potrafi postrzegać jedynie w kategoriach „politycznego złota". Partię Kaczyńskiego interesuje jedynie poparcie wyborców, jedynym narzędziem, jakie stosuje, jest sączona przez media narodowe propaganda. Właśnie zbieramy plon tej nierozsądnej polityki.

Rząd PiS szuka "politycznego złota"

Polskie władze ignorowały niepokojące sygnały. W czerwcu reżim Łukaszenki wypowiedział Polsce umowę o readmisji, w lipcu zaczął wysyłać pierwsze grupy ściągniętych z Bliskiego Wschodu imigrantów na granicę z Litwą. W Polsce nie reagowano. A gdy w końcu migranci pojawili się i u nas, PiS postanowił pokazać, że jest nieugięty. Funkcjonariusze państwa polskiego odcięli koczujących na granicy ludzi nawet od pomocy lekarskiej, wyłapywali tych, którym udało się przedostać na polską stronę, i brutalnie wypychali ich z powrotem na Białoruś. Push-backi stosowano nawet wobec rodzin z małymi dziećmi. By nic nie zakłócało propagandowego przekazu, PiS wyrzucił z pogranicza dziennikarzy. Jednocześnie rząd PiS wzbraniał się przed jakimkolwiek wsparciem Unii Europejskiej. Przedstawicieli Frontexu, agendy UE zajmującej się ochroną granic, odesłano z kwitkiem, nie zwołano też specjalnych konsultacji z sojusznikami, o których mówi art. 4 NATO. Polska przed hybrydową operacją Łukaszenki miała uchronić się sama, budując na granicy mur. Sytuacja zaostrzała się, a władza dalej szukała „politycznego złota". Taka strategia to igranie z ogniem.

Łukaszenka dostał możliwość wyjścia z kryzysu

Merkel i Macron zadzwonili do Moskwy i Mińska, gdy Unia zdecydowała się zaostrzyć nałożone na białoruski reżim sankcje. Kary ze strony UE to kij, rozmowy to marchewka. Być może na Łukaszenkę Putin będzie naciskać, by dogadał się z UE. Z tego, co dochodzi z Moskwy, wynika bowiem, że rozpętany przez białoruskiego dyktatora kryzys jest dla Rosji problemem. Łukaszenka dostał możliwość wyjścia z kryzysu. Czy z niej skorzysta? Czy trzeba będzie mu zapłacić? Co stanie się ze ściągniętymi przez białoruski reżim uchodźcami, tymi koczującymi na granicy, tymi, którzy tam jeszcze nie dotarli?  Jeszcze za wcześnie, by odpowiedzieć na te pytania. Współcześni niemieccy dyplomaci mówią jednak, że lepiej rozmawiać, niż do siebie strzelać. Trudno się z nimi nie zgodzić

Wiadomo tylko, że Polska, mimo wojennej retoryki rządu PiS, wyjdzie z tego poważnie osłabiona. Macron i Merkel pokazali bowiem całemu światu, że piąty co do wielkości kraj Unii Europejskiej nie odgrywa w niej żadnej roli. Na własne życzenie. Czy tak miało wyglądać wstawanie Polski z kolan?

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.