Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Zdaniem sekretarza stanu USA Antony'ego Blinkena operacja Mińska ma "zagrozić bezpieczeństwu, siać podziały i odwracać uwagę od działań Rosji na granicy z Ukrainą" – taką diagnozę przedstawił on w niedzielnym tweecie wysłanym po rozmowie z szefem polskiego MSZ Zbigniewem Rauem.

USA: Możliwa inwazja Rosji na Ukrainę

Blinken sygnalizował zaniepokojenie ruchami rosyjskich wojsk także w środę 10 listopada podczas konferencji prasowej u boku swojego ukraińskiego odpowiednika Dmytro Kuleby.

– Przyglądamy się sytuacji bardzo uważnie, bo w przeszłości Rosja potrafiła wykorzystywać jakąś prowokację, by zrobić to, co od początku zamierzała i planowała. Obawiamy się, że może popełnić poważny błąd, próbując powtórzyć swoje działania z 2014 r. – powiedział sekretarz stanu USA, nawiązując do rosyjskiej aneksji Krymu i rozpętania konfliktu w Donbasie.

Zaznaczył jednak, że Waszyngton nie jest pewien, jakie są zamiary Władimira Putina.

Blinken i Kuleba podpisali nową kartę partnerstwa strategicznego przewidującą pogłębienie współpracy m.in. w dziedzinie obronności. Moskwie to wyjątkowo nie w smak. Akurat w środę nad Białorusią w ramach ćwiczeń pojawiły się dwa rosyjskie bombowce strategiczne Tu-22M3.

Agencja Bloomberga poinformowała w zeszłym tygodniu, że Waszyngton ostrzegł europejskich sojuszników, iż ustalenia wywiadowcze wskazują na przygotowania Moskwy do możliwej inwazji na Ukrainę.

Rosja: Manewry rosyjskiej armii to nasza sprawa

Na początku listopada podobne ostrzeżenie co Blinken wystosował pod adresem Rosjan szef CIA Bill Burns, którego wysłano w tym celu do Moskwy. Był to jasny sygnał, że Amerykanie śledzą to, co dzieje się na granicy Rosji i Ukrainy.

Na zdjęciach satelitarnych wykonanych tuż przed wizytą Burnsa przez firmę z Kolorado Maxar Technologies widać, jak Moskwa gromadzi przy granicy żołnierzy, czołgi i artylerię. Przypomina to działania z minionej wiosny, ale według źródeł CNN tym razem Waszyngton jest bardziej zaniepokojony. Po części dlatego, że – jak wskazuje cytowana przez "Time'a" globalna firma wywiadowcza Janes – obecne ruchy rosyjskich wojsk są przeprowadzane często nocą i przez elitarne jednostki, w przeciwieństwie do wiosennych działań na pokaz.

Zdjecia satelitarne wykonane przez firmę z Kolorado Maxar Technologies widać, jak Moskwa gromadzi przy granicy żołnierzy, czołgi i artylerię.Zdjecia satelitarne wykonane przez firmę z Kolorado Maxar Technologies widać, jak Moskwa gromadzi przy granicy żołnierzy, czołgi i artylerię. 

Według ukraińskiego ministerstwa obrony Moskwa zgromadziła nie opodal granicy ok. 90 tys. żołnierzy.

Ukraińska wiceminister obrony Hanna Maliar powiedziała w weekend w gazecie "Financial Times", że ostrzeżenia od zaprzyjaźnionych wywiadów "bazują nie tylko na informacjach o liczebności rosyjskich oddziałów". Sugeruje to, że Waszyngton ma jeszcze jakieś dodatkowe tropy.

Jednak zdaniem niektórych to wciąż tylko prężenie muskułów. – Nawet jeśli Rosja nie zaatakuje, ruchy jej wojsk są destabilizujące. Ciągła presja ze strony Rosji sprawia, że Ukrainie trudno jest się rozwijać i wzmacniać jako państwo – mówi "FT" jeden z europejskich oficjeli.

W piątek rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow zapewnił, że "ruchy oddziałów na naszym terytorium nie powinny nikogo niepokoić", a oskarżenia pod adresem Rosji są całkowicie nieuzasadnione. Dodał, że to Rosja musi się bronić przed zwiększoną aktywnością amerykańskich okrętów i samolotów NATO nad Morzem Czarnym.

Pentagon: Mamy dużo wątpliwości

Jak ma się do tego wywołany przez Łukaszenkę kryzys na polsko-białoruskiej granicy?

W opinii niektórych komentatorów Kreml nie tyle go reżyseruje, ile raczej został weń wplątany przez walczącego o polityczne przetrwanie Łukaszenkę. Co nie zmienia faktu, że będzie go wykorzystywać do swoich celów – dowodzi tego choćby ożywiona propaganda i dezinformacja w rosyjskich mediach.

Gdy podczas zeszłotygodniowego briefingu prasowego zapytano rzecznika Pentagonu Johna Kirby'ego, czy należy łączyć ze sobą sterowany przez Białoruś napływ migrantów na polską granicę i ruchy rosyjskich wojsk przy granicy z Ukrainą, ten odparł, że nie widzi między nimi "szczególnych powiązań", co przeczy ocenie Blinkena.

– Do końca nie jest jasne, jakie zamiary mają Rosjanie. Oczywiście chcielibyśmy mieć większą wiedzę na ten temat – powiedział Kirby.

Kijów nie ma jednak wątpliwości. – Wszyscy powinniśmy zrozumieć, że to, co dzieje się obecnie w Europie, jest bardzo złożoną grą z wieloma elementami: kryzysem energetycznym, kampanią propagandową, dezinformacją, cyberatakami, gromadzeniem wojsk, próbą połknięcia Białorusi przez Rosję, elementami kryzysu migracyjnego – mówił u boku Blinkena Kuleba.

Nowe sankcje na Białoruś

Podczas rozmowy z Rauem Blinken miał zapewnić go o solidarności Waszyngtonu z Polską.

"Stany Zjednoczone stoją wraz z Polską przeciw politycznemu wykorzystywaniu przez Łukaszenkę migrantów, we wspieraniu demokratycznych aspiracji Białorusinów i w obronie niepodległości oraz terytorialnej jedności Ukrainy" – czytamy w komunikacie Neda Price'a, rzecznika amerykańskiego Departamentu Stanu.

W zeszłym tygodniu szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen zdradziła po rozmowie z prezydentem USA Joem Bidenem, że Waszyngton w koordynacji z UE szykuje kolejne sankcje na reżim Łukaszenki. Potwierdził to rzecznik Rady Bezpieczeństwa Narodowego.

W poniedziałek unijni ministrowie uzgodnili nowe sankcje wobec Białorusi. Na początek dotkną około 30 osób i instytucji.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.