Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Mińsk nie odpuszcza. Rządzący Białorusią Aleksander Łukaszenka wysyła Europie jasny sygnał, że nie zamierza zawrócić z obranego kursu. Jak zgodnie twierdzą niezależni białoruscy politolodzy, jest on gotów jeszcze bardziej zaostrzyć kryzys migracyjny, by zmusić UE do negocjacji oraz zdjęcia sankcji.

- Dla Łukaszenki kryzys migracyjny to nie tylko konflikt polityczny, to sprawa życia i śmierci. Dlatego może podnosić stawkę w tej grze w nieskończoność, mając nadzieję, że jego przeciwnik nie będzie miał wystarczającej determinacji, siły, pieniędzy i że pójdzie w końcu na ustępstwa - tłumaczy "Wyborczej" analityk Paweł Sliunkin.

"Co, jeśli odetniemy gaz ziemny?"

Słowa Sliunkina zdaje się potwierdzać czwartkowe wystąpienie Łukaszenki podczas posiedzenia przedstawicieli władz. Jednym z jego głównych punktów była zapowiedź wprowadzenia sankcji przeciwko UE, jeśli ta nałoży na Białoruś zapowiadany od dłuższego czasu piąty pakiet. Zakłada on nałożenie ograniczeń na ok. 30 białoruskich osób fizycznych i prawnych, w tym ministra spraw zagranicznych Władimira Makieja i państwową firmę lotniczą Belavia.

- Za bardzo zaczęli nas tym piątym pakietem straszyć. Nie możemy im niczego wybaczyć. Nic nie może nas zatrzymać w walce o zachowanie własnej suwerenności - oświadczył Łukaszenka.

Sprawujący na Białorusi władzę polityk zapewnił, że Białoruś nie pozostanie Europie, a szczególnie „polskim draniom bez głowy" dłużna. Łukaszenka oświadczył w czwartek, że rozważa m.in. zamknięcie biegnącego przez Białoruś szlaku tranzytowego, a także „zakręcenie kurka z gazem", dostarczanym z Rosji przez gazociąg Jamał-Europa. „Ogrzewamy Europę, a oni grożą nam, że zamkną granicę. Co jeśli odetniemy im gaz ziemny? Dlatego zalecałbym władzom Polski, Litwy, aby zastanowiły się, zanim zabiorą głos" - grzmiał.

"Jeden karabin, jeden pistolet i konflikt zbrojny gotowy"

W rysowaniu przyszłości nie ograniczył się jednak tylko do tego. Podczas posiedzenia rozmawiano także o możliwym konflikcie zbrojnym. Władze Białorusi, KGB, resort obrony oraz wojsko mają nie tylko bacznie obserwować działania NATO i polskiego wojska, ale także przygotować się na prowokację, do której ma dojść w obozie namiotowym dzięki „przerzuconej broni z Donbasu".

- Przewidziałem to. Od dwóch dni próbują przekazać tym osobom w obozie broń, amunicję i materiały wybuchowe z Donbasu. Chcą zorganizować prowokację i doprowadzić do starć między naszymi wojskowymi a ich - tłumaczył Łukaszenka. Z jego wypowiedzi wynika, że możliwy scenariusz konfliktu jest dla białoruskich władz oczywisty: „To są Kurdowie. A Kurdowie są wojowniczy. Kiedy Polacy ich biją, tną, dręczą itd., popadają w desperację. Jeden karabin, jeden pistolet i konflikt zbrojny gotowy".

Mimo ewidentnej świadomości niebezpieczeństwa Aleksander Łukaszenka zdaje się nie przejmować ewentualnymi problemami, do których – jak sam mówi – mają przyczynić się osoby z Bliskiego Wschodu. Także groźby posyłane przez niego Polsce, Litwie i całej UE nie przeszkadzają Łukaszence w odgrywaniu roli najbardziej ludzkiego ze wszystkich polityków.

Łukaszenka o migrantach: Oni nie chcą odejść od granicy

W czwartek po raz kolejny z pozornym współczuciem i zrozumieniem mówił Łukaszenka o przybyszach z Bliskiego Wschodu, nie szczędząc przy tym krytyki Polsce, która – jak podkreślają rządowe, białoruskie media – nie wywiązuje się z obowiązującego prawa międzynarodowego.

- Patrzcie na tę europejską demokrację i prawa człowieka na Zachodzie, do którego przez lata tak nas pchali - ironizował podczas czwartkowego posiedzenia. - Nareszcie i wy, i nasze społeczeństwo zobaczycie, co się kryje za tymi wartościami - dodał.

W trakcie obrad Aleksander Łukaszenka sporo czasu poświęcił, by naświetlić ministrom problemy osób bez dokumentów, a także proponując możliwe rozwiązania. I tak np., ze słów Łukaszenki wynika, że o prawa migrantów i uchodźców na arenie międzynarodowej walczyć będzie MSZ, które ma „ostro zwrócić uwagę na to, co się dzieje w ONZ i w innych strukturach".

Co więcej, osoby bez dokumentów mogą spodziewać się w najbliższym czasie dostarczenia przez służby białoruskie do obozu namiotowego drewna na opał, dzieci zostaną zabrane do sanatorium, a ciężarne kobiety otrzymają specjalistyczną pomoc medyczną w szpitalach.

- Oni nie chcą stamtąd odejść. Proponowaliśmy im, by odeszli od granicy, ale się nie zgadzają - ubolewał. Jego słowa stoją jednak w sprzeczności z relacjami osób na granicy i amatorskimi filmami zamieszczanymi na kanale Telegram, a także nagraniami polskiej Straży Granicznej. Wskazują one, że białoruscy żołnierze i pogranicznicy nie pozwalają uchodźcom odejść od granicy z Polską i zmuszają ich do pozostania tam siłą.

Śpią pod gołym niebem

Nieco inaczej niż Łukaszenka podejście osób z Bliskiego Wschodu do ewentualnego powrotu w głąb Białorusi przedstawia Marianna Bieleńka, dziennikarka rosyjskiej redakcji "Kommiersant", znanej ze swojej lojalności wobec Kremla. Z jej relacji dla niezależnej telewizji Dożd wynika, że wielu z nich byłoby gotowych zawrócić do jednego z białoruskich miast, ale nie pozwalają im na to siłowicy. Powołują się przy tym najczęściej na fakt, że większości migrantów wygasły już dziesięciodniowe wizy turystyczne, z którymi przyjechali na Białoruś. Z wyemitowanego przez Dożd wywiadu z obecną na granicy dziennikarką dowiadujemy się też, że osoby z Bliskiego Wschodu wciąż mają nadzieję, że Polska lada dzień otworzy dla nich granice.

- Podobno mają to zrobić, takie są plotki. Nie słyszała pani? Jeśli nas nie wpuszczą, umrzemy tutaj - mówili dziennikarce.

- Jest tu wiele dzieci i kobiet w ciąży. Na nich patrzeć najtrudniej. Wbrew temu, co się mówi, tylko szczęśliwcy mają namioty. Wiele osób śpi pod gołym niebem - relacjonowała.

Wg nieoficjalnych szacunków opozycyjnych blogerów w obozie namiotowym w Kuźnicy przebywa ok. 3 tys. osób. Po raz pierwszy w ich sprawie głos zabrali przedstawiciele ambasady Iraku w Rosji, którzy poinformowali w czwartek o organizowaniu ewakuacji swoich obywateli z Białorusi. W tym celu wszyscy chętni mają skontaktować się z konsulatem telefonicznie lub przez WhatsApp.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.