Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Granicę polsko-białoruską w pobliżu przejścia Bruzgi-Kuźnica wytycza teraz drut kolczasty. Tuż za nim, po polskiej stronie, w zwartym szeregu stoją funkcjonariusze Straży Granicznej, wspierani m.in. przez wojsko i policję, wyposażone w broń, hełmy i tarcze. Po stronie białoruskiej są migranci z Bliskiego Wschodu, w kurtkach i czapkach, z plecakami lub torbami podróżnymi. A zaraz za nimi stoją uzbrojeni białoruscy funkcjonariusze w mundurach i kominiarkach, wyraźnie uniemożliwiający stłoczonym przy płocie migrantom opuszczenie strefy przygranicznej i zawrócenie w głąb Białorusi.W tle słychać odgłosy krążących nad granicą helikopterów, szczekanie psów, płacz dzieci.

Nowy obóz na granicy z Litwą

Tego wszystkiego dowiadujemy się z nagrania opublikowanego przez opozycyjny kanał Motolko Help na platformie Telegram. Z najnowszych wpisów, które pojawiły się na kanale, wynika, że w obozie namiotowym, rozbitym na granicy tuż przy drucie kolczastym, noc spędzić miało ok. 3 tysięcy osób. Ale nie całą.

Litewska redakcja Delfi poinformowała we wtorek rano, że ok. 500 migrantów z obozu w okolicy Kuźnicy przewieziono wojskowymi samochodami na granicę z Litwą niedaleko wsi Kadysz, gdzie utworzył się drugi obóz namiotowy. Serwis, powołując się na swojego informatora, opisuje, że białoruscy pogranicznicy mieli siłą zmusić osoby z Bliskiego Wschodu do przeniesienia się w inne miejsce.

- Po zmroku do obozu weszło wielu wojskowych z psami. Tych, którzy byli na obrzeżach obozu, wsadzili do wojskowych ciężarówek, mówili, że zawiozą do Polski. Ludzie płakali, prosili, żeby nie rozdzielać ich rodzin. Wtedy pogranicznicy zaczęli strzelać w powietrze. Wsadzili nas do ciężarówek, po ok. godzinie przyjechaliśmy tutaj [do Kadysza] - relacjonuje rozmówca Delfi. Białoruscy funkcjonariusze mieli też podzielić migrantów na kilkuosobowe grupy i namawiać do nielegalnego przekroczenia granicy z Litwą. W nocy litewska Straż Graniczna odnotowała 82 takie próby, polska - w ciągu doby - 309.

Łukaszenka obwinia Polskę

Białoruskie władze idą w zaparte i nie przyznają się do udziału w przerzucaniu migrantów do UE. Nadal podkreślają także, że ze względu na nałożone przez Europę sankcje nie są w stanie monitorować granic. Mińsk odpowiedzialnością za kryzys obarcza Polskę, zarzuca jej, że traktuje migrantów nieludzko, "próbując przy tym zachować pozory demokratycznego państwa i zrzucić winę na Białoruś". 

"Chcemy ostrzec stronę Polską: stosowanie prowokacji przeciwko Białorusi, by usprawiedliwić własne nielegalne działania zbrojne przeciwko pokrzywdzonym, nieuzbrojonym ludziom, wśród których są kobiety i dzieci, nie jest akceptowalne" - czytamy we wtorkowym oświadczeniu MSZ.

Łukaszenka ustami swoich ekspertów, o czym są przekonani opozycyjni blogerzy, zapowiada również eskalację kryzysu humanitarnego.

- Migranci organizują się sami przez internet, to ich nowa taktyka, którą wypracowali po bezprecedensowej przemocy ze strony polskich i litewskich służb (...). Jestem zszokowany działaniami polskich służb, które torturują ludzi (...). Należy spodziewać się zwiększonego napływu migrantów i kolejnych prób przekroczenia granicy - powiedział dziennikowi "Izwiestija" prołukaszenkowski politolog Aleksandr Szpakowski, znany ze swoich bliskich kontaktów z władzami.

Białoruś wykorzystuje zakaz dla polskich mediów

Anton Motołko, opozycyjny bloger, zwraca uwagę na liczne prowokacje ze strony władz Białorusi, które w ramach operacji specjalnej "Śluza" nie tylko próbują umożliwić migrantom nielegalne przekroczenie granicy, ale w dodatku nimi manipulują, by doprowadzić do eskalacji kryzysu. Jak pisze, w poniedziałek białoruscy pogranicznicy najpierw uniemożliwili migrantom złożenie wniosków o ochronę międzynarodową na przejściu granicznym w Kuźnicy, przepędzając ich do lasu. Później zaś, wykorzystując napiętą atmosferę i strach, mieli sprowokować migrantów do niszczenia granicznego płotu. "Wojska Łukaszenki wysłały w tłum żołnierzy incognito ze specjalną łopatą [saperską łopatą BSL110] i nożycami do cięcia metalu", tłumaczy Motołko. "To profesjonalny sprzęt, nie można ot tak kupić go w sklepie", twierdzi.

Białoruskim władzom aktywnie pomagają prorządowe i prokremlowskie redakcje, będące jedynymi dopuszczonymi do granicy mediami. Z relacji ONT, Sputnika czy "Izwiestii" dowiadujemy się jedynie, że Polska i Litwa znęcają się nad uchodźcami, a Aleksander Łukaszenka jako jedyny ma dla nich współczucie i zrozumienie.

Propagandyści wykorzystują też okazję, by przedstawić Białoruś jako państwo przyjazne, humanitarne i gościnne, będące całkowitym przeciwieństwem Litwy i Polski. Świadczy o tym m.in., komentarz udzielony we wtorek państwowej agencji prasowej Biełta przez ministra spraw wewnętrznych Iwana Kubrakowa:

- Jesteśmy gościnnym krajem, gotowym przyjąć wszystkich. Ci ludzie mają wizy, meldują się w hotelach. Uciekają przed wojną i próbują przedostać się do UE - powiedział.

Minister dodał przy tym, że Mińsk nie ma najmniejszych powodów, by interweniować, bo "migranci nie naruszyli jakichkolwiek białoruskich przepisów".

Jednocześnie władze zapewniają swoich obywateli, że dokonują wszelkich starań, by zapewnić im bezpieczeństwo. Świadczyć mają o tym m.in. ustawione w poniedziałek wieczorem na odcinku od Grodna aż do samej granicy punkty kontrolne. "Zatrzymują każdy samochód, szukają ewentualnych uchodźców", relacjonują na Telegramie mieszkańcy terenów przygranicznych.

Frustracja Łukaszenki

Zaostrzająca się wojna hybrydowa, którą pod koniec maja wytoczył UE Aleksander Łukaszenka, niepokoi niezależnych ekspertów. Zapowiadają, że pochłonie ona wiele ofiar.

Politolog Dmitrij Bołkuniec jest przekonany, że ta forma agresji doprowadzi do krwawych walk na granicy, podczas których może dojść także do ataków terrorystycznych.

- Łukaszenka szantażuje Europę, udowadnia, że jest gotów na zaostrzenie stosunków. Moim zdaniem może to doprowadzić do konfliktu wojskowego z NATO - powiedział w wywiadzie dla redakcji Lenta.

Z kolei analityk Europejskiej Rady Stosunków Zagranicznych Paweł Sliunkin tłumaczy, że zaostrzenie kryzysu migracyjnego spowodowane jest frustracją Łukaszenki. Sprawującemu na Białorusi władzę politykowi nie udało się na Europie wymusić ustępstw i negocjacji, a na horyzoncie majaczy piąty pakiet sankcji.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.