Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Zdarzyło mi się już relacjonować sytuację na paru granicach. Na pograniczu amerykańsko-meksykańskim podszedłem tak blisko "muru" (który okazał się raczej wysokim płotem), że mogłem go dotknąć. Po paru minutach podjechał patrol straży granicznej. "Reporter? Ok, do your job".

W Grecji podczas kryzysu 2015 r. Frontex (Europejska Agencja Straży Granicznej i Przybrzeżnej) wziął mnie na nocny patrol na Morzu Egejskim, między wyspą Kos a tureckim Bodrum, z którego wyruszały łodzie z migrantami. Nad ranem nasza łódź uratowała grupę znajdująca się na przeciekającym kutrze. W porcie, w centrum rejestracji, kręcili się też inni dziennikarze.

Grecy także stosowali i stosują push-backi. A polityka administracji Donalda Trumpa cofania azylantów do targanych przemocą meksykańskich miast jest tak samo okrutna, jak odsyłanie kurdyjskich rodzin do białoruskiego lasu.

Ale nawet za Trumpa Amerykanie nie próbowali zamknąć granicy dla mediów.

Migranci po białoruskiej stronie, na granicy z Polską, 8 listopada 2021Migranci po białoruskiej stronie, na granicy z Polską, 8 listopada 2021 Fot. Leonid Shcheglov / AP

Odcięcie przygranicznego pasa przez rząd PiS daje pożywkę białoruskiej i rosyjskiej propagandzie, której kłamstw nie mogą weryfikować niezależni dziennikarze. Nigdy nie było to bardziej widoczne niż teraz, gdy pośród napięć na granicy wrzucane są kolejne fałszywki. W ich weryfikowaniu jesteśmy zdani tylko na materiały polskich służb, których wiarygodność, powiedzmy delikatnie, po słynnej konferencji z krową-klaczą i pokrętnych tłumaczeniach w sprawie dzieci z Michałowa też pozostawia wiele do życzenia.

Frontex bardzo by się przydał

Skoro już mowa o Fronteksie, wbrew temu, co napisał wczoraj na Twitterze wiceszef MSWiA Maciej Wąsik, nie jest to tylko "1300 urzędników" (skądinąd mających spore doświadczenie w rozwiązywaniu problemów na granicach, choćby grecko-tureckiej). Unijna agenda może koordynować wsparcie z innych krajów członkowskich. Wspomniany patrol, z którym pływałem po Morzu Egejskim, był fiński.

Tymczasem polski rząd - z niezrozumiałych przyczyn - nadal nie zaapelował o podobne wsparcie.

Głupio mu uderzać w potrzebie do Unii, na której wiesza psy? Nie chce, by ktokolwiek wtrącał się w to, jak polskie służby traktują migrantów? Ostentacyjnie demonstruje, że poradzi sobie sam?

Migranci po białoruskiej stronie, na granicy z Polską, 8 listopada 2021Migranci po białoruskiej stronie, na granicy z Polską, 8 listopada 2021 Fot. Leonid Shcheglov / AP

Oczywiście mamy dość sprzętu i żołnierzy, by odeprzeć "szturm" kilku tysięcy zdesperowanych ludzi, którym mydli oczy Łukaszenka. W obecności Fronteksu chodziłoby głównie o coś innego: o umiędzynarodowienie sytuacji, zdjęcie części odpowiedzialności z barków Polski, pokazanie, że to wspólne, europejskie wyzwanie.

Taka wspólna odpowiedź byłaby Mińskowi nie na rękę, bo przecież jednym z jego celów jest pogłębianie podziałów, destabilizowanie Unii, dopieczenie Polsce za wspieranie białoruskiej opozycji.

Konieczna współpraca z Unią Europejską i NATO

Nie mam wątpliwości, że ten kryzys da się zażegnać tylko we współdziałaniu. Z Unią Europejską i NATO.

Tylko tak da się wzmacniać sankcje wobec Białorusi, odstraszać Rosję, wywierać skuteczną presję na rządy krajów pochodzenia i tranzytu migrantów, walczyć z przemytnikami (dlaczego odmawiamy wsparcia eksperckiego Europolu?), naciskać na linie lotnicze i firmy wypożyczające im samoloty.

I współdziałaniu w kraju. Z opozycją, mediami, niezależnymi ekspertami, organizacjami pomocowymi, które chcą zapobiec humanitarnej katastrofie. Przy czym nie oznaczałoby to - jak marzy rząd - zjednoczenia pod sztandarem ministra Kamińskiego i ślepej zgody na każde posunięcie. Raczej poważną dyskusję, wspólny sprzeciw wobec działań i retoryki Łukaszenki oraz, owszem, patrzenie władzom na ręce, co jest świętym prawem niezależnych mediów i wzmacnia, a nie osłabia państwo, bo wzmacnia jego wiarygodność.

Lekceważenie ofert unijnego wsparcia, mówienie o "medialnej piątej kolumnie" (minister Horała) i obwinianie o wszystko opozycji pomaga może PiS-owi, ale na pewno nie Polsce.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.