Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Osadzony w białoruskim więzieniu dziennikarz rosyjskiej "Komsomolskiej Prawdy" Giennadij Możejko nie jest jedynym obywatelem Białorusi, którego w Rosji dosięgnęły ręce KGB. Dziennikarz popadł w niełaskę po tym, jak redakcja opublikowała jego tekst na temat strzelaniny w Mińsku, w wyniku której zginęli programista Andriej Zelcar oraz funkcjonariusz KGB. Możejko w swoim tekście przytoczył wypowiedzi bliskich Zelcara, którzy podkreślali, że „był dobrym, spokojnym człowiekiem". To wystarczyło, by białoruskie władze oskarżyły go o „podżeganie do nienawiści społecznej" i „znieważenie przedstawiciela KGB". Grozi mu teraz do 12 lat pozbawienia wolności.

Rosyjskie służby „pomagają" w powrocie na Białoruś

Redaktor naczelny gazety Władimir Sungorkin opowiedział niedawno w wywiadzie dla telewizji RTVI, że Możejko byłby na wolności, gdyby nie działania rosyjskich służb. Z jego wypowiedzi wynika, że dziennikarz został zmuszony przez nie do powrotu na Białoruś, gdzie już czekali na niego białoruscy siłowicy. Możejko został aresztowany na lotnisku.

Jak podkreślał Sungorkin, Możejko po tym, jak rosyjscy funkcjonariusze oznajmili mu, że ze względu na swoją działalność jest traktowany w Rosji jako persona non grata, próbował przekonać ich, by pozwolili mu polecieć do Warszawy. - Nasz informator poinformował nas, że Giennadij powiedział siłowikom: "Chętnie wyjadę z Rosji, proszę spojrzeć, oto mój bilet do Warszawy". Oni jednak oświadczyli, że musi wrócić, skąd przyjechał, czyli do Mińska, i że mu w tym pomogą - opowiadał Sangurkin.

Rosyjskie służby „pomogły" w ten sposób kilku innym Białorusinom, którzy podpadli reżimowi Aleksandra Łukaszenki. Jednym z najgłośniejszych przypadków była ekstradycja mistrza świata w tajskim boksie Aleksieja Kudina. Sportowiec wyjechał do Rosji w listopadzie 2020 r., po tym jak białoruskie władze wszczęły przeciwko niemu postępowanie karne. Za udział w protestach, które wybuchły na Białorusi w sierpniu ubiegłego roku, Kudin został oskarżony o „stawianie oporu funkcjonariuszom milicji", za co groziła mu kara 3,5 roku pozbawienia wolności. Nie udało mu się długo ukrywać. W styczniu zatrzymano go w Moskwie, a pół roku później, mimo zakazu Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, wydano Białorusi. Sportowca osadzono w kolonii karnej, gdzie odbywa karę 2,5 roku pozbawienia wolności.

"Wywieźli mnie na granicę"

Mniej oficjalnie rosyjskie służby postąpiły w sierpniu 2020 r. z byłym białoruskim śledczym Andriejem Ostapowiczem, który wyjechał do Rosji tuż po złożeniu w pracy wypowiedzenia i opublikowaniu emocjonalnego listu. Były siłowik tłumaczył w nim, że nie zgadza się na stosowanie przemocy wobec pokojowo protestujących obywateli. Rosyjskie służby zatrzymały go kilka dni później w Pskowie, a następnie wywiozły na teren Białorusi. Nie przekazały go jednak bezpośrednio Białorusinom, więc mężczyzna skorzystał z okazji i uciekł, a następnie, ukrywając się przez wiele dni w lasach, przedostał do Polski.

W wywiadzie dla „Wyborczej" Ostapowicz opowiadał: - Wywieźli mnie na granicę, wysadzili. Oddali rzeczy. Powiedzieli nawet, gdzie mniej więcej jestem, jaki to rejon. Uprzedzili, że nie jestem w Rosji przez najbliższe pięć lat mile widziany. Chwilę później zobaczyłem nadjeżdżający nieoznakowany busik. Uciekłem.

Dzisiaj Ostapowicz jest wpisany przez białoruskie władze na listę terrorystów.

Niewykluczone, że ekstradycja czeka też 22-letniego Andrieja Kazimirowa, który latem ubiegłego roku został zatrzymany podczas protestów w Brześciu. Siłowicy postrzelili go wtedy gumową kulą. Po przesłuchaniu w komitecie śledczym chłopak, w obawie przed aresztowaniem i sprawą karną, wyjechał do Rosji. Jak się później okazało, białoruskie władze postawiły mu zarzuty „udziału w masowych zamieszkach", za co grozi mu do ośmiu lat pozbawienia wolności.

W styczniu Kazimirow został zatrzymany w Moskwie przez policję, pół roku później rosyjski sąd, mimo zakazu Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, uznał za zasadną ekstradycję Białorusina. Mężczyzna przebywa wciąż w rosyjskim więzieniu, bo jego adwokat zdążył w porę złożyć w jego imieniu wniosek o przyznanie mu ochrony międzynarodowej przez Rosję, co zgodnie z prawem uniemożliwia wydanie go Białorusi. Ale rosyjscy obrońcy praw człowieka nie mają złudzeń - nie gwarantuje to, że do ekstradycji nie dojdzie, ale spowalnia proces.

Nie tylko ekstradycja

W podobnej sytuacji jest Białorusin Wadim Dubojski, również oskarżony o „udział w masowych zamieszkach" latem 2020 r. W październiku adwokat Dubojskiego przekazał niezależnej rosyjskiej redakcji Mediazona, że sąd zadecydował o rozpoczęciu procedury ekstradycji chłopaka. Udało się ją jednak wstrzymać -  tym razem rosyjskie władze uwzględniły zakaz Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Powołał się on na tzw. regułę 39, zabraniającą wydania osoby ściganej, jeśli w kraju, do którego ma trafić, grozić jej mogą prześladowania lub tortury. Jego sprawa rozpatrywana jest teraz przez Trybunał w Strasburgu.

Obrońcy praw człowieka z Moskiewskiej Grupy Helsińskiej (MHG) i Komitetu Pomocy Obywatelskiej zaznaczają, że chwilowe wstrzymanie procedury ekstradycji nie oznacza, że do niej nie dojdzie. - Ci ludzie przebywają w rosyjskich aresztach i w dowolnym momencie mogą zostać wydani stronie białoruskiej - relacjonowali redakcji "Current Timesa". Dodają też, że ekstradycja nie jest jedyną formą represji stosowanych wobec opozycyjnie nastrojonych Białorusinów na terenie Rosji.

Roman Kisieliow z MHG tłumaczy w wywiadzie dla "Current Timesa": - Mechanizmów jest kilka. Ludzie są albo formalnie deportowani, albo wydalani na podstawie kruczków z prawa migracyjnego. Zdarza się też, że władze pozbywają się ich z kraju, zakazując np. wjazdu na teren Rosji konkretnym aktywistom. Dochodzi także do uprowadzeń.

Oficjalnie doszło na razie tylko do jednego przypadku porwania białoruskich opozycjonistów na terenie Rosji. W kwietniu funkcjonariusze KGB uprowadzili w Moskwie białoruskiego politologa Aleksandra Fiedutę i białoruskiego prawnika Jurasa Zenkowicza. Jak podkreślały wtedy rosyjskie i białoruskie władze, mężczyźni mieli przygotowywać zamach na Aleksandra Łukaszenkę.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.