Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W piątek na listę „organizacji ekstremistycznych" wpisano bowiem najpopularniejsze opozycyjne kanały informacyjne - znalazły się wśród nich Nexta, Nexta Live oraz Luxta. W sumie subskrybuje je prawie 1,5 mln czytelników. Jak wynika z oświadczenia MSW, od teraz to także "grupa zajmująca się działalnością ekstremistyczną".

„Organizatorzy, twórcy, przywódcy i uczestnicy tych formacji, niezależnie od posiadanego obywatelstwa, w świetle białoruskiego prawa popełniają przestępstwo i mogą zostać pociągnięci do odpowiedzialności - komunikuje MSW. - Tego rodzaju działalność jest zakazana".

Prezydent Białorusi Aleksander Łukaszenka,Prezydent Białorusi Aleksander Łukaszenka, Fot. Maxim Guchek / AP

Reżim Aleksandra Łukaszenki szafuje oskarżeniami o ekstremizm

Jeszcze bardziej pogarsza to sytuację mediów.

Jak dotąd władze starały się uniemożliwić społeczeństwu pozyskiwanie niezależnych lub opozycyjnych treści, rozgramiając redakcje, aresztując dziennikarzy, wpisując blogi i kanały w komunikatorze Telegram na listę „organizacji rozpowszechniających treści o charakterze ekstremistycznym". Ich czytelnikom zaś - za obserwowanie, gromadzenie i rozpowszechnianie tych treści - groziła wtedy odpowiedzialność administracyjna.

W tym rejestrze znalazło się w październiku ponad sto podmiotów, m.in. oficjalny kanał przywódczyni opozycji Swiatłany Cichanouskiej.

Poskutkowało to natychmiastowym spadkiem liczby obserwatorów. Sam kanał Nexta w ciągu kilku pierwszych dni obowiązywania nowego prawa stracił ponad 40 tys. stałych czytelników. „Jedynym celem tych oświadczeń jest zasianie strachu" - komentowali wtedy jego twórcy, zapewniając, że za obserwowanie treści w gruncie rzeczy nikomu nie grozi realna kara.

Dziś twórcy Nexty nie zabierają w tej sprawie głosu.

„MSW, KGB i kanały propagandystów zostały uznane za organizacje ekstremistyczne. Za zabójstwa, tortury, przemoc i nawoływanie do wrogości społecznej przeciwko ich szefom będą wszczęte postępowania karne. Taką decyzję podjęły kanały Nexta, Nexta Live i Luxta. A co, mamy takie samo prawo do sprawowania władzy, co reżim" - ironizują blogerzy.

Nie wszyscy administratorzy kanałów, które w ostatnim czasie zostały uznane za organizacje ekstremistyczne, przebywają za granicą. 28 października w internecie pojawiło się nagranie przedstawiające zatrzymanie założyciela jednego z nich, a następnie jego oświadczenie. 30-letni programista, sprawiający wrażenie recytującego wyuczony na pamięć tekst, mówi na nim: „Jestem administratorem kanału Oszmiany. Podczas protestów przyłączyło się do niego wielu mieszkańców naszego miasta i zaczęliśmy publikować destrukcyjne informacje".

Jak informuje niezależna Mediazona, przedstawiciele służb specjalnych na propagandowym kanale Gubopik skomentowali nagranie w krótkim wpisie: „Oznacza to, że teraz, jako szef formacji ekstremistycznej, będziesz musiał ponieść odpowiedzialność na podstawie art. 361-1 kodeksu karnego. A wy, czytelnicy kanału, przygotujcie się!".

Deutsche Welle, Current Time i "Nowy czas" zablokowane

Wygląda na to, że Aleksander Łukaszenka rzeczywiście chce całkowicie pozbawić obywateli dostępu do jakichkolwiek niezależnych informacji.

Dzień wcześniej, w czwartek, ministerstwo informacji zablokowało strony redakcji stacji Deutsche Welle (DW), portalu Current Time i tygodnika "Nowy Czas". Pierwszy zastępca ministra Andriej Kuncewicz przekazał państwowej agencji prasowej Biełta, że to reakcja na „rozpowszechnianie za pomocą wspomnianych platform linków do treści uznanych za ekstremistyczne". Z kolei prorządowy związek dziennikarzy podkreśla, że redakcje te „są znane są z propagandowych, stronniczych materiałów na temat wydarzeń z 2020 r.".

Mieszkańcy Białorusi nie mają teraz oficjalnie możliwości oglądania stron tych redakcji.

Na blokadę strony Deutsche Welle zareagował jej szef Peter Limbourg: - Pretensje wobec DW są absolutnie śmieszne. Łukaszenka pokazał, że w walce z własnym narodem nie boi się użyć żadnych chwytów, byle utrzymać się u władzy. Aktywne korzystanie z niezależnych zasobów medialnych wyraźnie pokazuje, że ludzie na Białorusi nie ufają już mediom kontrolowanym przez państwo. Protestujemy przeciwko blokowaniu naszych źródeł. Obywatele mają prawo do obiektywnej informacji o sytuacji w swoim kraju.

.

.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.