Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

"Usnarz Górny. Tu, w lesie między Białorusią a Polską, skończyło się człowieczeństwo. Tu, w sercu Europy, trwa katastrofa humanitarna bez precedensu" - ocenia Monica Perosino z „La Stampy", która przypomina wiele obrazków z polsko-białoruskiej granicy. Na przykład historię 53-letniej Afganki, która wraz z szóstką dzieci znalazła się nad polską granicą po 28 dniach jazdy w ukryciu w ciężarówce. Uciec z kraju, w którym władzę obejmowali talibowie, postanowiła, gdy zaginął jej mąż, lekarz w klinice w Kabulu. Teraz ona i jej dzieci zostali „otoczeni europejskim drutem kolczastym", są przeganiani w tę i z powrotem z Polski na Białoruś.

Autorka przypomina, że nawet w sprawie takich rzeczy jak przekazanie jedzenia i ubrań uchodźcom musiał pouczać Polskę Europejski Trybunał Praw Człowieka. Jego zarządzenie najwyraźniej nie dotarło do uszu polskich funkcjonariuszy.

O niedopuszczaniu lekarzy do uchodźców, nawet tych w najgorszym stanie, plujących krwią, donosi Nello Scavo z watykańskiego „Avvenire". Scavo pisze o „nowej kurtynie wznoszonej w odpowiedzi na represje dyktatora Łukaszenki, który zwabia uchodźców, aby ich popchnąć w kierunku Unii Europejskiej, z zemsty za nałożone przez nią na reżim sankcje".

Dziennikarz „Avvenire" komentuje, że sytuacja uchodźców docierających do o wiele mniejszej niż Polska Litwy (2,7 mln mieszkańców) też nie jest dobra, ale przynajmniej litewski rząd zapewnia im dach nad głową, chociażby w opuszczonych więzieniach. Lepsze to niż namiot czy zmuszanie do przebywania pod gołym niebem w lesie.

„La Repubblica" cytuje Olgę Bibbiani, żyjącą w Polsce włoską socjolożkę niosącą pomoc uchodźcom. „Z punktu widzenia rządu polskiego prawa człowieka im nie przysługują, ale tak naprawdę wszystkie kraje tego regionu instrumentalizują imigrantów" - pisze.

Solidarność już nie ta, tak jak i Polska

Gorzko relacjonuje sytuację w Polsce Francesco Battistini z „Corriere della Sera". W reportażu z Kuźnicy tuż po wprowadzeniu stanu wyjątkowego komentuje, że czegoś podobnego nie odważył się zrobić nawet Trump na granicy z Meksykiem.

„Na tym najbardziej na zachód wysuniętym fragmencie granicy Polska staje się nieco mniej europejska, a bardziej białoruska – opisuje Battistini. – Tylko wojsko i policja, żadnych zdjęć, pytań, dziennikarzy i wolontariuszy. Zawieszenie praw człowieka wzdłuż 185 km granicy. Zakaz manifestacji, godzina policyjna".

Dziennikarz „Corriere" zauważa, że w Polsce prawa człowieka zawieszono po raz pierwszy od 1981 r., czyli od stanu wojennego wprowadzonego przez komunistów. „Dziennie kładą 2 km drutu kolczastego. Starannie odmierzają odstępy. Zawijają go w potrójne pętle. Wyrównują końcówki. Wznoszą pale. Dobra robota, palce lizać. Używają obcęgów, żeby nie czuć bólu, zwłaszcza bólu migrantów. W białych rękawiczkach ze wzmocnionego lateksu, żeby nie pobrudzić się brudem świata".

"Kto by przypuszczał, że po murze berlińskim następny zostanie wzniesiony tutaj, nieco powyżej Lublina?" – pyta dziennikarz. Cytuje jeszcze prezydenta Andrzeja Dudę, który „zagrożenie" ze strony grupek irackich czy afgańskich uchodźców porównał do „zagrożenia nazistów i Sowietów z 1939 roku". A „ojciec Wojciech" z parafii św. Antoniego w Kuźnicy wyznaje reporterowi: „Ludzie czują się bezpieczniej, gdy wokół są żołnierze. Ja trochę też. To sprawa polityczna, a nie kwestia solidarności". 

Battistini kończy swoją relację, przypominając czasy "Solidarności": „Wtedy istniała solidarność. Ale Europa była wtedy inna, Polska także".

Polexit to blef, taktyka zaogniania sporu

Włoskie media wiele miejsca poświęcają także polexitowi. Giampiero Gramaglia, wykładowca dziennikarstwa w Urbino, ocenia w „Fatto Quotidiano", że Polska i Węgry wcale nie zamierzają wyjść z UE, ich celem jest tylko prowokacja. Nie odejdą, bo w Unii trzymają je pieniądze.

„Decyzja [o wyższości prawa polskiego nad unijnym] ustanowionego przez rząd Trybunału Konstytucyjnego, a jeszcze bardziej sposób traktowania migrantów budzą nostalgię za Unią mniejszą, ale bardziej zwartą" - pisze Gramaglia. Komentuje też list 12 państw, w tym Polski, żądających od Unii, aby sfinansowała zasieki przeciw migrantom. Wskazuje, że wśród nich nie ma ani jednego spośród założycieli Unii, że dziewięć z tych krajów weszło do Unii dopiero po 2004 r. i że aż dziesięć to beneficjenci Unii, tzn. mniej do niej wpłacają, niż otrzymują. Autor proponuje, aby „starzy" członkowie Unii dogadali się w sprawie cięć funduszy za nieprzestrzeganie prawa. „Wtedy się przekonamy, czy polexit jest koszmarem, czy blefem".

Francesca Benedetii z liberalnej gazety „Domani" ocenia, że Warszawa podchwyciła taktykę Orbana zaogniania konfliktów i że decyzję o „suwerenności sądowniczej" Polski podjęli sędziowie, którzy sami suwerenni nie są, albowiem zostali nielegalnie mianowani przez Dudę i partię rządzącą. Werdykt polskiego TK Benedetii ocenia jako rewanż polskiego rządu za wstrzymywanie przez Komisję Europejską środków z Funduszu Odbudowy i próby powiązania funduszy europejskich z praworządnością.

Polska dmucha w żagle skrajnej prawicy w Europie

Autorka przypomina też, że decyzja polskiego TK spodobała się skrajnej prawicy m.in. we Francji i Włoszech. Zarówno opozycyjni postfaszystowscy Bracia Włoscy Giorgii Meloni, jak i współrządząca Włochami Liga Matteo Salviniego popierają polski rząd i w kwestii przetrzymywania imigrantów na granicy i nieudzielania im pomocy, i w deklaracji o wyższości prawa polskiego nad europejskim. Salvini list dwunastki komentuje: „Kiedy kolej na Włochy?".

Inaczej sprawy postrzega Forza Italia, trzecia prawicowa partia we Włoszech. Jeden z jej liderów Antonio Tajani, były marszałek europarlamentu i wiceszef Europejskiej Partii Ludowej, w wywiadzie dla „La Repubbliki" przypomina, że „o wyższości prawa wspólnotowego nad prawem krajowym zdecydowały parlamenty krajów członkowskich i zostało to zapisane w traktatach. Mówienie, że Bruksela cokolwiek dyktuje innym, jest nieporozumieniem". Zdaniem Tajaniego polski rząd wcale nie chce wyjść z Unii, lecz tylko ją prowokuje, „być może na użytek swego elektoratu".

Inicjatywę 12 państw chcących wznoszenia murów Tajani uznał za „chybioną": - Niczego się tym nie rozwiąże. Potrzebna jest wspólna strategia Unii: inwestowanie w Afryce, koherentna polityka na Bliskim Wschodzie, relacje z Turcją.

Jako głównego przeciwnika koalicji rządowej włoskie media zgodnie wskazują Donalda Tuska. Komentatorka „Domani" ocenia, że „groźba polexitu" pozwoliła mu i jego partii wysunąć swój najmocniejszy atut: proeuropejskość. „Może ona uwieść nawet tych, którzy głosowali na PiS, ale chcą pozostać w UE" - pisze. Zaś Battistini z „Corriere" cytuje słowa Tuska, że wznoszenie murów przed „biednymi ludźmi, którzy szukają swego miejsca na ziemi", jest „obrzydliwą, szpetną propagandą".

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.