Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Obrońcy praw człowieka alarmują, że w ciągu ostatnich dwóch tygodni aresztowano ok. 200 osób, które wyraziły w internecie opinię na temat strzelaniny z 28 września w Mińsku. Za kratkami znaleźli się nie tylko ci, którzy negatywnie odnieśli się do „operacji specjalnej" białoruskich władz, w wyniku której zginął funkcjonariusz KGB oraz pracownik IT Andrej Zelcer, ale też komentatorzy wyrażający współczucie wobec rodziny zmarłego programisty.

Od ponad dwóch tygodni białoruskie władze twierdzą, że Andrej Zelcer był „wyjątkowo niebezpiecznym przestępcą" współpracującym z opozycją oraz Zachodem, a funkcjonariusze „zneutralizowali go podczas operacji antyterrorystycznej".

Informację o masowych zatrzymaniach, którą przekazali obrońcy praw człowieka, potwierdziło MSW Białorusi. Zastępca ministra spraw wewnętrznych Giennadij Kazakiewicz poinformował, że władze skrupulatnie przyglądają się działaniom użytkowników w sieci, a wobec wszystkich, którzy zachowują się w niej – zdaniem reżimu – niewłaściwie, wyciągają konsekwencje.

- Tylko w ciągu jednego dnia namierzyliśmy ponad 200 takich podłych osób! Uruchomiliśmy też specjalnego bota, poprzez którego obywatele mogą informować nas o tym, kto pisze takie komentarze. Zwróciło się do nas ponad 2 tys. osób - stwierdził Kazakiewicz.

Władze: Ostrzegaliśmy!

Centrum praw człowieka "Wiasna" jako pierwsze poinformowało, że zatrzymanym stawiane są zarzuty z kodeksu karnego. Osoby, które napisały „niewłaściwy" komentarz w internecie, są oskarżane „o podżeganie do nienawiści społecznej" oraz o „znieważenie przedstawiciela władz". Już sam pierwszy zarzut zakłada możliwość pozbawienia wolności na okres do 12 lat.

Protest białoruskiej diaspory w Polsce przeciwko przeciwko przetrzymywaniu więźniów politycznych w więzieniach przez prezydenta Łukaszenkę, 6 października 2021 r.Protest białoruskiej diaspory w Polsce przeciwko przeciwko przetrzymywaniu więźniów politycznych w więzieniach przez prezydenta Łukaszenkę, 6 października 2021 r. Fot. Dawid Żuchowicz / Agencja Gazeta

Szybko okazało się, że obrońcy praw człowieka nie są w błędzie. Wiele osób, które skomentowały zdarzenie w internecie, zaczęły otrzymywać groźby.

- Otrzymałam wiadomość od pracownika MSW. Nie ukrywał swojej tożsamości, wszystko jest napisane na jego profilu w sieci społecznościowej. Napisał, że już właściwie jestem za kratkami i że mam czekać na wizytę. Natychmiast zdecydowałam się opuścić Białoruś. Nie żałuję - opowiadała jedna z prześladowanych Białorusinek niezależnej redakcji The Current Time.

W ubiegłym tygodniu na oficjalnym kanale komitetu śledczego Białorusi opublikowano oświadczenie. Napisano w nim: "Mimo wielokrotnych ostrzeżeń ze strony funkcjonariuszy organów ścigania, aby jednoznacznie i twardo oceniać zaistniałą sytuację, niektórzy "komentatorzy" nie mogli się powstrzymać. Mając nadzieję na anonimowość i bezkarność, kontynuowali publikowanie obelg w Internecie. Uprzedzaliśmy was! Ci, którzy chcieli popisać się, wykorzystując rozpacz rodziny oficera, będą odnalezieni!".

Publiczne „przeprosiny"

Białoruskie władze powróciły też do taktyki upokarzania oskarżonych w sfabrykowanych sprawach karnych. Polega ona na zmuszaniu ich do przyznania się do winy i przeprosin przed kamerą w zamian za zwolnienie z aresztu lub lżejszy wymiar kary. Powiązany z białoruskim reżimem kanał w komunikatorze Telegram „Żołtyje sliwy" [Żółte ścieki – pol.] publikuje część tych nagrań, na których wyraźnie zastraszeni Białorusini deklamują wyuczone na pamięć formułki.

- Po obejrzeniu w internecie nagrania, na którym zarejestrowano zabójstwo funkcjonariusza KGB, ja, Jadiewicz Denis Aleksandrowicz, urodzony w roku 1979, napisałem komentarz w kanale Nexta Live: „Szkoda chłopaka, KGB niech płonie w piekle". Szczerze żałuję swojego postępowania. Napisałem go, bo negatywnie wpłynęli na mnie inni użytkownicy. Zachowałem się bezprawnie i amoralnie. Obiecuję, że nigdy więcej tak się nie zachowam - mówi jeden z nagranych mężczyzn, wyraźnie powstrzymując płacz.

O milicji tylko dobrze

Problemy z władzami mogą wywołać jednak nie tylko komentarze dotyczące strzelaniny w Mińsku. Każdego dnia białoruskie sądy wymierzają kary więzienia lub częściowego pozbawienia wolności osobom, które na przestrzeni ostatniego roku opublikowały w sieci treści krytyczne wobec reżimu Aleksandra Łukaszenki.

Tydzień temu sąd w Baranowiczach skazał Walentynę Pisaruk na dwa lata częściowego pozbawienia wolności za „znieważenie przedstawiciela władzy", czyli komentarz, który zamieściła 27 sierpnia 2020 r. w sieci społecznościowej Odnokłassniki. Kobieta napisała wtedy pod zdjęciem pracownika milicji, że ten „bił ludzi podczas akcji protestu".

Taki sam wyrok dostał 7 października mieszkaniec Mińska, który – zdaniem ekspertyzy lingwistycznej – obraził milicjantów, pisząc pod przedstawiającym ich zdjęciem: „jacy bohaterowie!".

Karę trzech lat częściowego pozbawienia wolności sąd w Mińsku wymierzył w zeszłym tygodniu mińszczance za komentarz, w którym o funkcjonariuszach OMON-u napisała: „szumowiny".

Każda z tych osób zobowiązana jest także do wypłaty „poszkodowanym" odszkodowania wysokości ok. 1-2 tys. białoruskich rubli za straty moralne.

Łukaszence zależy na lojalności służb

Obrońca praw człowieka Pawieł Sapiełka tłumaczy, że fala represji za komentarze w internecie służy władzom do pogłębiania atmosfery strachu i terroru na Białorusi, ale jest też sposobem na okazanie szacunku wobec służb.

- To kolejne przypomnienie, że władze są im dozgonnie wdzięczne za wsparcie w ostatnim roku - twierdzi Sapiełka.

Represje po raz kolejny dotknęły też dziennikarzy. W poniedziałek zarzuty dostał Giennadij Możejko, dziennikarz białoruskiej "Komsomolskiej Prawdy", którego aresztowano z powodu materiału na temat Zelcera. Powołując się na opowieści bliskich zabitego, Możejko przedstawił go jako „dobrego, spokojnego człowieka", co nie spodobało się białoruskim władzom. Jak informuje redakcja, w której pracował, władze oskarżają dziennikarza „o podżeganie do wrogości społecznej i znieważenie przedstawiciela władz". Za tylko ten pierwszy zarzut Możejce grozi do 12 lat więzienia.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.