Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Sytuacja na Białorusi, w tym generowana przez reżim Aleksandra Łukaszenki presja migracyjna na granicę z Polską, Łotwą oraz Estonią, była we wtorek tematem debaty Parlamentu Europejskiego z udziałem Ylvy Johansson, komisarz UE ds. wewnętrznych. Johansson przed dwoma tygodniami zaczęła apelować do władz Polski, by na pogranicze z Białorusią zaprosiły Frontex - czyli Europejską Agencję Straży Granicznej i Przybrzeżnej - jeśli nie funkcjonariuszy granicznych, to przynajmniej „urzędników łącznikowych" Frontexu z wglądem w sposób postępowania wobec migrantów, w tym potencjalnych uchodźców. Ale Johansson nie wróciła we wtorek do tego tematu w Parlamencie Europejskim, bo po jej rozmowie z ministrem Mariuszem Kamińskim w zeszłym tygodniu w Warszawie stało się jasne, że Polska nie zamierza się zwrócić o pomoc Frontexu.

Natomiast Fabrice Leggeri, szef Frontexu, był w poniedziałek na polskim pograniczu z Białorusią w towarzystwie przedstawicieli polskich władz. "Dyrektor Leggeri dokonał przeglądu działań polskiej Straży Granicznej i był pod wrażeniem środków zastosowanych w celu zabezpieczenia granicy. Ponadto podziękował Polsce za współpracę z Frontexem od początku kryzysu poprzez bieżącą wymianę informacji oraz przekazywanie danych o sytuacji na polskim odcinku granicy zewnętrznej. Polska aktywnie udziela także pomocy innym krajom znajdującym się pod presją migracyjną" – ogłosił Frontex po tej wizycie. W oficjalnym komunikacie zaznaczono, że wizyta była „wynikiem codziennej współpracy Frontexu z polskim Ministerstwem Spraw Wewnętrznych i Administracji". Nie wspomniano o kontrowersjach wokół sytuacji humanitarnej na granicy.

Wspólne wartości na wspólnej granicy?

Na obecność Frontexu na polsko-białoruskiej granicy – wedle naszych informacji - nie naciskały też żadne kluczowe kraje ma forum unijnym. Sprawozdaniom polskiej dyplomacji o liczbie prób nielegalnego przekroczenia granicy z Białorusią na zebraniach w Brukseli ostatnio towarzyszą głosy przedstawicieli Niemiec, Austrii, Holandii o wzroście „nieregularnych" migrantów, który najpewniej należy przypisać ruchowi przez granice Polski, Litwy i Łotwy.

– Musimy pokazać, że nie jesteśmy Białorusią Łukaszenki. Jesteśmy demokracją, nie autokracją. Jesteśmy za przejrzystością, nie tajnością. Za humanitaryzmem, a nie za brutalnością – powtarzała się we wtorek jednak komisarz Johansson. Przedstawiciele Komisji przyjeżdżają w tę środę na rozmowy techniczne do Warszawy, a przesłaniem Johansson pozostaje „ochrona wspólnych granic przy respektowaniu" wspólnych wartości.

Dwóch polskich europosłów szermowało we wtorek w Parlamencie Europejskim hasłem „pożytecznych idiotów". Dla Roberta Biedronia (Nowa Lewica) są nimi polskie władze, bo dały się wmanewrować Łukaszence, a w efekcie na polskiej granicy umierają migranci. Dlatego wzywał Johansson, by na swą kolejną wizytę w Polsce zabrała prawników, organizacje pozarządowe, media, by zyskać jasność, co dzieje się na granicy, której „teraz nie mamy". Z kolei dla Joachima Brudzińskiego (PiS) „pożyteczni idioci" to reagujący „infantylnie i histerycznie" krytycy stanowczej odpowiedzi władz Polski na obecną „inwazję migracyjną" przygotowaną przez Łukaszenkę i Putina.

– Granica musi być szczelna niezależnie od tego, kto rządzi. I do tego potrzebna jest pełna europejska współpraca – powiedział Andrzej Halicki (PO).

Natomiast Hiszpan Pedro Marques, przemawiający w imieniu frakcji centrolewicy, podkreślał, że trudniej jest nawoływać Białoruś do szanowania praw człowieka wobec tego, co dzieje się po unijnej stronie granicy.

– Nie możemy zaakceptować otwartego znieważania prawa do azylu na granicy Polski, Łotwy, Łotwy. Migranci są teraz instrumentalizowani po obu stronach granicy – przekonywała holenderska zielona Tineke Strik.

Jak przemyca Łukaszenka

Komisarz Johansson, przemawiając we wtorek także w imieniu szefa unijnej dyplomacji Josepa Borrella, nazwała działania Łukaszenki „organizowanym przez państwo przemytem ludzi".

- Reżim wykorzystuje tych ludzi w bezprecedensowy sposób, by wywrzeć presję na UE, a także zarobić dużo pieniędzy. Ludzie przyjeżdżają na wycieczki organizowane przez państwową firmę turystyczną Centrkurort, zatrzymują się w zatwierdzonych przez państwo hotelach i płacą tam wielotysięczne kaucje, których nigdy nie odzyskają. Zwabiają tych ludzi do Mińska. Potem są przewożeni w kierunku granicy nieoznakowanymi minivanami przez ludzi w nieoznakowanych mundurach – tłumaczyła Johansson. Podała, że Unia w tym roku zarejestrowała już ponad 6 tys. nielegalnych przekroczeń granicy z Białorusią, w porównaniu do zaledwie 150 w 2020 r. - To ludzie pochodzący z Iraku, ale też z Konga, Kamerunu i Syrii – powiedziała Johansson.

Sporo europosłów wzywa teraz do oskarżenia Aleksandra Łukaszenki przed Międzynarodowym Trybunałem Karnym za prześladowania opozycji, ale też za przemyt ludzi, który naraża ich zdrowie i życie. Duża część europarlamentu, który w ten czwartek przyjmie swą kolejną rezolucję o Białorusi, domaga się poważnego zaostrzenia unijnych sankcji wobec Mińska w ramach już piątego pakietu restrykcji przygotowywanych na listopad. A szef unijnej dyplomacji Borrell po dość udanych naciskach na redukcję lotów z Bagdadu do Mińska ma kontynuować podobne rozmowy z krajami m.in. w Afryce.

tekst Deutsche Welle

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.