Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Mimo że wśród zatrzymanych są m.in. mieszkańcy Grodna, Witebska, Homla, Brześcia i innych miast, wszyscy zostali przewiezieni do mińskiego aresztu Okrestino. Władze stawiają im jednakowe zarzuty z kodeksu karnego: "znieważenie przedstawiciela władz i podżegania do nienawiści społecznej".

„Męża aresztowali nagle. Szliśmy do domu, podeszliśmy do drzwi, a tam czeka trójka i już go zabiera. Udało mu się szepnąć do mnie: »To KGB«" - przytacza wypowiedź żony jednego z zatrzymanych redakcja Deutsche Welle.

Strzelaniny w Mińsku lepiej nie komentować

Według obrońców praw człowieka ostatnia fala zatrzymań to najprawdopodobniej pokłosie strzelaniny, do której doszło 28 września w Mińsku podczas „operacji" białoruskich służb specjalnych. Jak informowały władze, siłowicy mieli w niej „sprawdzić adresy, pod którymi mogły znajdować się osoby zaangażowane w działalność terrorystyczną".

W jednym z mieszkań, które znalazło się na liście KGB, doszło do strzelaniny. Na skutek ran zginęły w niej dwie osoby: funkcjonariusz KGB Dmitrij Fiedosiuk oraz 31-letni pracownik branży IT Andriej Zelcer. Nagranie zdarzenia, podczas którego zarejestrowany był moment wyłamywania przez funkcjonariuszy KGB w cywilu drzwi do mieszkania Zelcera oraz strzelanina, zostało wyemitowane przez państwowe media oraz prorządowe kanały w komunikatorze Telegram z podpisem odnoszącym się do białoruskiej opozycji: „Terroryści przekroczyli granicę". Materiał wywołał burzliwą reakcję społeczeństwa.

Zdaniem obrońców praw człowieka siłowicy zatrzymują tych, którzy odnieśli się w internecie do zdarzenia w sposób niewpisujący się w oficjalną narrację. Potwierdził to zresztą w piątek Aleksander Łukaszenka - podczas spotkania z przedstawicielami władzy oświadczył, że wszyscy, którzy umieszczają w sieci negatywne komentarze na temat zmarłego siłowika i działań KGB, zostaną pociągnięci do odpowiedzialności.

„Areszt Okrestino świeci pustkami. (…) Nie wybaczymy im [opozycji] śmierci tego chłopaka" - mówił.

Wątpliwości się mnożą 

Redakcja radia Swoboda zaznacza, że wielu Białorusinów wątpi w autentyczność nagrania, a nawet całej sytuacji, traktując ją jako upozorowaną w celach politycznych.

Komentatorzy, zwracając uwagę na liczne niejasności, uznali materiał za spreparowany. Wskazywali m.in. na to, że został on zmontowany z kilku różnych nagrań, po zarejestrowanych hukach wystrzałów na nagraniu nie widać dymu, zaś fragmenty nagrane komórką przez żonę zmarłego Zelcera nie zostały w nim wykorzystane. Część komentatorów skłaniających się ku teorii, że całe zdarzenie zostało sfingowane przez władze zastanawia się, jak to możliwe, że Białorusini, których drzwi próbują wyłamać przedstawiciele struktur siłowych, zachowują pełen spokój i czekają na nich z bronią.

Z kolei dziennikarze niezależnej redakcji Tut.by funkcjonującej teraz pod nazwą Zierkało w opublikowanym tekście na temat strzelaniny podkreślają, że niewykorzystanie materiału nagranego przez żonę Zelcera świadczy o tym, że „jest ono celowo utajnione".

Tymczasem zarówno białoruskie władze, jak i przedstawiciele opozycji zdają się nie mieć co do oceny zdarzenia aż tylu wątpliwości.

Dla jednych przykład walki, dla drugich – terroryzm

Prokuratura generalna oświadczyła, że funkcjonariusze KGB, którzy otworzyli ogień, działali zgodnie z prawem, a zmarły "obywatel jest podejrzewany o popełnienie szczególnie niebezpiecznych przestępstw związanych z terroryzmem".

Aleksander Łukaszenka osobiście zabrał głos dopiero trzy dni później, podkreślając dobitnie, że traktuje komentarze jako przykład „destrukcyjnych działań" opozycji. Jego zdaniem Zelcer był nie tylko aktywnym działaczem opozycji, ale wręcz „zaangażowanym uczestnikiem rebelii". Jego zdaniem białoruska opozycja w ten sposób zamierza występować teraz przeciwko przedstawicielom władz, a sama „operacja przygotowywana była z wyprzedzeniem". Podczas piątkowego spotkania z przedstawicielami władz Łukaszenka powiedział: „Oczywiste jest, że się do tego przygotowywali. Najprawdopodobniej kiedy zorientowali się, że są kontrole, dzwonili do siebie, przekazali, że tutaj, patrzcie, zaraz będą...". 

Natomiast przebywający obecnie w Grecji niedoszły kandydat na urząd prezydenta Walerij Cepkała winą za incydent obarczył reżim Łukaszenki. Działania Zelcera określił zaś jako „przykład walki". Ta wypowiedź Cepkały poskutkowała wszczęciem przeciwko niemu kolejnej sprawy karnej. Tym razem komitet śledczy oskarża go o "nawoływanie do działań na szkodę bezpieczeństwa narodowego".

Bardziej zachowawczo sprawę skomentowała liderka opozycji Swiatłana Cichanouska, która na swoim oficjalnym profilu na Facebooku napisała we wtorek: „Śmierć każdego człowieka jest ogromną stratą. Białorusini nie powinni umierać z powodu niechęci jednej osoby do zaakceptowania rzeczywistości i oddania władzy. Dzieci nie powinny tracić ojców, a matki nie powinny tracić swoich dzieci. Aby temu zapobiec, konieczne jest powstrzymanie przemocy, przywrócenie uczciwych sądów, uwolnienie i rehabilitacja wszystkich więźniów politycznych oraz rozpoczęcie dialogu z narodem. W przeciwnym razie każdy dzień zwłoki oznacza zagrożenie kolejnym niewinnymi ofiarami". 

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.