Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

We wtorek wieczorem KGB Białorusi poinformowało o śmierci jednego ze swoich funkcjonariuszy. Siłowik zmarł na skutek rany postrzałowej, której doznał w trakcie „próby zatrzymania niezwykle niebezpiecznego przestępcy".

Z oświadczenia opublikowanego przez KGB wynika, że funkcjonariusze białoruskich organów ścigania przeprowadzali operację, której celem było „sprawdzenie adresów, pod którymi mogły znajdować się osoby zaangażowane w działalność terrorystyczną".

Siłowicy wdarli się do mieszkania programisty

Jako pierwsi o strzelaninie poinformowali blogerzy opozycyjnego białoruskiego kanału Nexta, prowadzonego w komunikatorze Telegram. Blogerzy opisywali, że w jednym z mieszkań w Mińsku, do którego wdarli się siłowicy, doszło do strzelaniny, w której zginęły dwie osoby: 31-letni funkcjonariusz KGB Dmitrij, pseudonim „Nirwana", oraz Andriej Zelcer, białoruski programista pracujący w branży IT, zatrudniony w działającej globalnie firmie EPAM.

Kilkanaście minut później zdarzenie skomentował dziennikarz propagandowej białoruskiej telewizji STV, który napisał w swoich sieciach społecznościowych: „Radykałowie przekroczyli granicę. Pracownik KGB zmarł na skutek doznanych w strzelaninie obrażeń podczas wykonywania obowiązków służbowych".

Znacznie później zareagowały organy ścigania. Komitet śledczy Białorusi dopiero po kilku godzinach wystosował komunikat, w którym przedstawia oficjalną wersję wtorkowych wydarzeń: „Mimo uzasadnionych żądań funkcjonariuszy organów ścigania, mieszkaniec Mińska odmówił otwarcia drzwi mieszkania i zablokował je. Gdy pracownicy służb weszli do mieszkania, mężczyzna otworzył ogień z broni myśliwskiej, celując w funkcjonariuszy. W rezultacie jeden z nich doznał obrażeń, które doprowadziły do jego późniejszego zgonu. Ze względu na charakter użytej przemocy i stawiany przez mężczyznę opór, został on zlikwidowany".

Nagranie budzi wiele wątpliwości

Komitet śledczy w komunikacie powołał się też na nagranie, które rzekomo miała przygotować żona zabitego programisty. Widać na nim Zelcara strzelającego w kierunku wdzierających się do mieszkania siłowików. Nagranie opublikował najpierw prorządowy kanał w komunikatorze Telegram „Żołtyje sliwy". Następnie ukazało się ono we wszystkich wydaniach wiadomości państwowej telewizji z podpisem: „Terroryści przekroczyli granicę".

Materiał budzi jednak wiele wątpliwości m.in. dlatego, że jest zmontowany z kilku różnych nagrań. W filmie trwającym kilkadziesiąt sekund widzimy najpierw moment, w którym kilku mężczyzn w cywilu, z ukrytymi w montażu twarzami, próbuje wyłamać łomem drzwi do jednego z mieszkań. Mimo że z oficjalnej wersji wiadomo, że byli oni w trakcie przeprowadzania „operacji specjalnej", nie są ani umundurowani ani przesadnie uzbrojeni. Większość ma na sobie lekkie, cywilne kurtki i czapki z daszkiem.

Kolejne ujęcia, nagrane jeszcze przed wkroczeniem siłowików do środka, przedstawiają sytuację w mieszkaniu.

Na nagraniu, które sporządzono najprawdopodobniej za pomocą kamery lub telefonu ustawionego na statywie za plecami Andrieja Zelcara widać fragment mieszkania, samego Zelcara oraz jego żonę. Oboje są cisi i spokojni, ich jedynym komentarzem po wyłamaniu przez siłowików drzwi jest stwierdzenie, że „drzwi były niezłe".

Widać na nim też, że kobieta, trzymając telefon w ręce, również nagrywa zajście. To nagranie nie zostało jednak wykorzystane w materiale opublikowanym przez państwową telewizję. Zdaniem dziennikarzy niezależnej redakcji Tut.by, funkcjonującej teraz pod nazwą Zierkało, pozwala to uważać, że „przygotowane pod tym kątem wideo jest celowo utajnione".

W oświadczeniu komitetu śledczego czytamy, że Zelcar sam nagrywał strzelaninę, by „móc później pochwalić się w internecie". Analizujący nagranie dziennikarze Zierkała zastanawiają się, dlaczego słyszalnym odgłosom wystrzałów nie towarzyszy dym, który – zdaniem przepytanych przez dziennikarzy ekspertów – powinien się pojawić.

Niezależna redakcja Naviny.by, powołując się na relacje świadków, informuje, że we wtorek przed budynkiem, w którym doszło do strzelaniny, przez cały dzień dyżurowali siłowicy. „W pobliżu klatki do bloku przez cały dzień stały samochody funkcjonariuszy różnych struktur siłowych, więźniarka, dwa radiowozy. Prócz tego teren patrolowało dużo ludzi w cywilnych ubraniach, milicjanci w kominiarkach i rękawiczkach".

Łukaszenka: winni zostaną ukarani

Żona zmarłego Andrieja Zelcara została zatrzymana i przewieziona do mińskiego aresztu Okrestino. Komitet śledczy informuje, że kobiecie stawiane są zarzuty „współudziału w zabójstwie funkcjonariusza KGB". Strzelaninę skomentował także Aleksander Łukaszenka. Za pośrednictwem swojej rzeczniczki Natalii Ejsmont poinformował, że „bliscy i rodzina zmarłego siłowika otrzymają wszelką pomoc", a winni „zostaną ukarani".

Niezależnym białoruskim dziennikarzom udało się ustalić tożsamość programisty. Andriej Zelcar miał 31 lat, w białoruskiej stolicy mieszkał razem z żoną i ośmioletnim synem. Zdaniem znajomych, z którymi udało się skontaktować obecnym na miejscu niezależnym dziennikarzom, o Zelcarze i jego żonie trudno powiedzieć, że byli „szczególnie aktywnymi opozycjonistami".

Niezależnym redakcjom Mediazona i Zierkało udało się ustalić, że żona Zelcara w ubiegłym roku po wyborach prezydenckich brała udział w zbiórce podpisów pod kandydaturą Swiatłany Cichanouskiej, by udowodnić, że poparcie dla kandydatki opozycji było znacznie większe, niż twierdzą białoruskie władze. Z kolei Andriej Zelcar w sieciach społecznościowych zamieścił w sierpniu 2020 r. komentarz: „8. dzień walki o lepszą przyszłość dla naszego kraju. 81 osób zaginęło, ponad 7000 osób zostało zatrzymanych, kilka osób zginęło, siłowicy w cywilu porywają ludzi w biały dzień, nielegalny prezydent udaje, że nic się nie dzieje. Białorusini, jak wasi dziadkowie wygrali wojnę? Czy oni też bali się wychodzić z domu?".

Cichanouska: Prawo nie chroni już ludzi

Do wydarzenia na swoim kanale na Facebooku odniosła się także Swiatłana Cichanouska. "Wczoraj doszło do tragedii. A jej powodem jest to, że Białorusini są wtrącani do więzień bez procesu i śledztwa, torturowani, prześladowani za swoje poglądy polityczne. Prawo nie chroni już ludzi, ludzie są więc zmuszeni do samoobrony" – napisała.

"Śmierć każdego człowieka jest ogromną stratą. Białorusini nie powinni umierać z powodu niechęci jednej osoby do zaakceptowania rzeczywistości i oddania władzy. Dzieci nie powinny tracić ojców, a matki nie powinny tracić swoich dzieci. Aby temu zapobiec, konieczne jest powstrzymanie przemocy, przywrócenie uczciwych sądów, uwolnienie i rehabilitacja wszystkich więźniów politycznych oraz rozpoczęcie dialogu z narodem. W przeciwnym razie każdy dzień zwłoki oznacza zagrożenie kolejnymi niewinnymi ofiarami" – oceniła rywalka Łukaszenki w ostatnich wyborach prezydenckich.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.