Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Jedyną zbrodnią, jaką popełnił nasz przyjaciel Andrzej Poczobut, jest to, że pragnął dla swojego kraju wolności. I tak jak przed nim Aleksander Sołżenicyn, Václav Havel, Nelson Mandela czy Jacek Kuroń płaci za to dążenie cenę. Nazwy totalitarnych reżimów się zmieniają, ich istota pozostaje jednak taka sama. Łukaszence wydaje się – tak jak przed nim innym dyktatorom – że wystarczy zapełnić więzienia niepokornymi obywatelami, takimi jak Andrzej, i poddać ich torturom, by zdusić wolnościowe dążenia całego społeczeństwa. Nic bardziej mylnego. Każda dyktatura nieuchronnie upada – reżim Łukaszenki też to czeka. Po każdej nocy, nawet najdłuższej, nadchodzi świt. To dotyczy też ciebie, Andrzeju.

Miałem w życiu okazję kilkukrotnie posmakować więziennego chleba. Mogę sobie wyobrazić, przez co przechodzi Andrzej Poczobut, choć z pewnością zbrodnicza wyobraźnia funkcjonariuszy białoruskiego reżimu przewyższa w swojej perwersji umiejętności klawiszy więzień PRL-u. Andrzej wobec brutalności reżimu zachowuje się prawdziwie niezłomnie. Mimo tortur i psychicznej presji, jakiej poddawana jest jego rodzina, odmawia ukorzenia się przed dyktatorem. Im mocniej go naciskają, tym bardziej stanowczo odmawia proszenia go o łaskę.

To heroizm najwyższej próby – w dzisiejszych czasach rzadkie zjawisko.

Ze swoich więziennych doświadczeń wiem, jak ważne dla więźniów politycznych są wszelkie sygnały solidarności. Naszym moralnym obowiązkiem jest wspierać Andrzeja i jego bliskich. Będziemy to robić ta długo, dopóki Andrzej nie odzyska wolności.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.