Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Pogarszająca się sytuacja humanitarna na granicy Polski z Białorusią miała być w piątek – wedle wcześniejszych zapowiedzi Brukseli – tematem rozmowy telefonicznej komisarz UE ds. wewnętrznych Ylvy Johansson z ministrem Mariuszem Kamińskim. Jednak polska strona na razie odmawia podniesienia słuchawki.

– Zorganizowanie tej rozmowy okazało się bardziej skomplikowane, niż się spodziewaliśmy – przyznała w piątek Komisja Europejska.

Johansson chce rozmawiać z Kamińskim o swojej wizycie na granicy z Białorusią oraz jak najszybszym dopuszczeniu tam ekspertów Komisji, by przyjrzeli się działaniom polskich służb granicznych i traktowaniu migrantów, w tym potencjalnych uchodźców. Dotychczas Polska nie dała zielonego światła dla tych wizyt, a także odrzuca namowy zaproszenia Frontexu.

Bruksela od sierpnia regularnie podkreśla, że to reżim Aleksandra Łukaszenki instrumentalnie wykorzystuje migrantów w swych rozgrywkach z Unią, oraz wzywa do skutecznej ochrony granicy zewnętrznej UE przez Litwę, Łotwę i Polskę. Jednak śmierć już kilkorga osób na polsko-białoruskiej granicy oraz ciągła - uzasadniana stanem wyjątkowym - blokada organizacji humanitarnych i pozarządowych, które chciałby pomagać migrantom, wywołuje coraz większy niepokój. Do niedawna mówiono o tym w instytucjach UE tylko pozakulisowo, publicznie czyniąc priorytet z uszczelniania granicy. Ale ryzyko kolejnych rychłych zgonów zaczęło wytrącać Brukselę z tej "neutralności".

- Sprawne zarządzenie granicą nie może odbywać się kosztem ludzkiego życia. Wzywamy władze Polski, by ludzie na granicy mieli zapewnioną niezbędną opiekę i pomoc – zadeklarował w piątek Adalbert Jahnz, jeden z rzeczników Komisji Europejskiej. A komisarz Johansson, jak wynika z nieoficjalnych informacji, nie zamierza odpuścić tego tematu, pomimo niechęci polskiego rządu do rozmów z Brukselą.

Litwa chce pieniędzy na płot

Z kolei Litwa, której poradziecka granica z Białorusią miała do niedawna bardzo mało umocnień, coraz mocniej naciska na Brukselę, by z funduszy unijnych finansować budowę swych barier granicznych. Wznoszenie jakichkolwiek płotów na granicach zewnętrznych Unii (jak np. węgierskiego ogrodzenia na granicy z Serbią) jeszcze parę lat temu wywoływało sporą krytykę w Europie, w tym ze strony ówczesnego szefa Komisji Europejskiej Jean-Claude’a Junckera. Teraz Komisja już nie zniechęca do umacniania "twierdzy Europy", jednak nadal bezpośrednie wspieranie nowych murów z unijnych pieniędzy pozostaje tabu dla Brukseli.

Litwini ostrzegają, że choć – generowana przez Łukaszenkę - presja migracyjna na ich granicę ostatnio osłabła, to dla nich kryzys się nie skończył. W tym tygodniu bili w Brukseli na alarm z powodu nowych lotów do Mińska z Damaszku, którymi – wedle litewskich danych – Białorusini mogli sprowadzić kolejnych kandydatów do "przepychania" przez swe granice do krajów Unii Europejskiej. Obecnie Irakijczycy dość sprawnie współpracują z Unią w kwestii niepomagania Łukaszence w lotniczym "korytarzu" dla migrantów. Unijna dyplomacja monitoruje też kontakty Mińska m.in. z Jordanią, Pakistanem, a nawet Afganistanem.

Bruksela zwleka z sankcjami

Natomiast ślimaczy się sprawa nowego pakietu sankcji UE wobec Białorusi za "hybrydowy" atak migracyjny, o co już pod koniec sierpnia apelowała Polska i Litwa. Ani Warszawa, ani Wilno nie wzięły na siebie roli lidera w promowaniu nowych restrykcji. Kluczowe kraje Europy Zachodniej – jak narzekają niektórzy środkowoeuropejscy dyplomaci – zbyt słabo albo wcale nie naciskają na instytucje UE, by pospieszyły się z przygotowaniami nowej "czarnej listy" Białorusinów z zakazem wjazdu oraz zamrożonym majątkiem na terenie Unii.

embed
Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.