Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W środę na łamach niezależnej redakcji Swoboda pojawiły się fragmenty listu działacza niezależnego Związku Polaków na Białorusi, dziennikarza Andrzeja Poczobuta. Nasz redakcyjny kolega pisze w nim, że nie planuje prosić Aleksandra Łukaszenki o ułaskawienie.

"Nie potrzebuję ułaskawień. Nie zamierzam służyć ani prosić, nawet jeśli próbują mnie do tego zmusić. W przypadkach takich jak mój takie zachowanie byłoby niemoralne, niegodne pamięci bohaterów AK, którzy zawsze mnie inspirowali" – zapewnia Andrzej Poczobut.

Poczobut: Więzienie mnie nie złamie

Podkreśla też, że nie upoważniał nikogo, by zwracał się do białoruskich władz w jego imieniu. To reakcja na listy, które Poczobut kilkakrotnie otrzymał od Jurija Waskriesienskiego. Były biznesmen, dzisiaj współpracownik reżimu namawia więźniów politycznych do "okazywania skruchy" i zwracania się z prośbą o ułaskawienie do Łukaszenki.

– Do Andrzeja przyszedł już trzeci list od Waskresienskiego ze słowami, że – mimo braku jego zgody na prośbę o ułaskawienie – nadal będzie reprezentował interesy Andrzeja. I w jego imieniu prosił o nie. Mąż zapewnia mnie, że nie upoważnił nikogo do reprezentowania go w kwestii ułaskawienia – mówiła "Wyborczej" w połowie września Oksana Poczobut, żona dziennikarza.

Swoje stanowisko potwierdza Poczobut w opublikowanych przez Swobodę fragmentach listu. Jak stwierdza, "[...] jasne jest, że będę musiał odwiedzać więzienia i kolonie karne przez długi czas, ale dla tych, których godności i honoru bronię, było to wszystko o wiele trudniejsze, a ich [żołnierzy AK] przykład zawsze mnie inspirował. To się nie zmieniło!".

Prawa ręka Łukaszenki

W liście Andrzej Poczobut opisuje też krótko swoją codzienność. W więzieniu dużo czyta. O warunkach panujących w Żodzino, jednym z najsurowszych białoruskich więzień, pisze zdawkowo: "więzienna stabilność". Z jego relacji wynika, że jedyną formą ruchu, na jaką mogą sobie pozwolić więźniowie z jego celi, by jakkolwiek "podtrzymać formę", jest "chodzenie w kółko po celi".

Rodziny białoruskich więźniów politycznych oraz obrońcy praw człowieka informują, że prosić o ułaskawienie nie zamierzają także ich bliscy. Jak opisuje Swoboda, powołując się na komentarz działacza ruchu "Europejska Białoruś" Andrieja Szarendo, którego żona od stycznia przebywa w więzieniu, kobieta każdy list od Waskriesienskiego "wyrzuca do śmieci".

Sam Waskriesienski był wśród osób zbierających podpisy pod kandydaturą Wiktara Babaryki, traktowanego wówczas za najpoważniejszego konkurenta Łukaszenki do prezydenckiego fotela. 12 sierpnia 2020 r., w pierwszych dniach protestów, które wybuchły po sfałszowaniu wyborów prezydenckich, został zatrzymany przez białoruskie służby. Spędził dwa miesiące w areszcie KGB. Tam uczestniczył w spotkaniu z Łukaszenką. Po uwolnieniu, które nastąpiło krótko potem, Waskriesienski stał się "prawą ręką prezydenta ds. więźniów", jak tłumaczył Łukaszenka podczas konferencji 9 sierpnia 2021 r.

Łukaszenka: Dajemy drugą szansę przestępcom

Zdaniem obrońców praw człowieka próżno oczekiwać masowych zwolnień z więzień, które jeszcze niedawno zapowiadał Waskriesienski i przedstawiciele władz. Jedną z przyczyn jest fakt, że zgodnie z oficjalną narracją, w białoruskich więzieniach "nie ma więźniów politycznych". Aleksander Łukaszenka ułaskawić może więc jedynie "przestępców, którzy wykorzystają szansę, by naprawić swoje błędy", jak mówiła w ubiegłym tygodniu w wywiadzie dla państwowych mediów zastępczyni szefa administracji prezydenta Olga Czupris na dzień przed całkowitym lub częściowym uwolnieniem trzynastu więźniów.

Według Centrum Ochrony Praw Człowieka "Wiasna" w aresztach, więzieniach i koloniach karnych przebywa obecnie prawie 700 więźniów politycznych. To skutek terroru wprowadzonego przez władze po wybuchu protestów w 2020 r., których przyczyną stały się m.in. sfałszowane – jak podkreślają opozycjoniści – wybory oraz bezprecedensowa przemoc służb wobec pokojowych demonstrantów.

W sobotę 25 września minie pół roku od aresztowania Andrzeja Poczobuta. Białoruskie władze oskarżyły go w tzw. sprawie Polaków. Wraz z osadzoną w Żodzino prezeską niezależnego Związku Polaków Andżeliką Borys, Andrzej oskarżony jest o "rehabilitację nazizmu i podżeganie do nienawiści narodowościowej". Grozi im do dwunastu lat pozbawienia wolności.

W sobotę od 20:30 w Warszawie, na fasadzie Pałacu Kultury i Nauki, od strony ul. Marszałkowskiej, przez całą noc będziemy wyświetlać animację poświęconą Andrzejowi Poczobutowi i żądać jego uwolnienia.

Zapraszamy wszystkich, którzy chcą oddać hołd jemu oraz represjonowanym Białorusinkom i Białorusinom, przed PKiN, od strony głównego wejścia do Pałacu. Przynieście biało-czerwono-białe flagi wolnej Białorusi i biało-czerwone flagi polskie.

Odczytamy list od Swiatłany Cichanouskiej, będą przemawiać Adam Michnik, redaktor naczelny 'Wyborczej', i Paweł Łatuszka, były ambasador Białorusi w Warszawie, dziś członek opozycyjnej Rady Koordynacyjnej. A białoruska pieśniarka Nasta Niakrasava wykona 'Mury' Jacka Kaczmarskiego przy akompaniamencie Jacka Kleyffa. Będziemy to wszystko transmitować na Wyborcza.pl.

Pokażmy, że Andrzej Poczobut - choć daleko stąd i za kratkami - nie jest sam.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.