Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Brukseli długo wystarczały wyjaśnienia rządu Mateusza Morawieckiego, że polskie służby graniczne – znacznie mocniejsze od litewskich i łotewskich – dadzą sobie same radę z napływem migrantów (w tym ewentualnych uchodźców) przez granicę z Białorusią. Jednak to zmieniło się wraz ze śmiercią czterech migrantów na polskim pograniczu, po której w Komisji Europejskiej zaczęto - najpierw nieoficjalnie - podkreślać, że „ochrona wspólnej unijnej granicy wymaga respektowania wspólnych unijnych wartości".

Dziś Ylva Johansson, komisarz UE ds. wewnętrznych, już otwarcie wzywa polskie władze, by zaprosiły Frontex na granicę z Białorusią.

Ratowanie życia to priorytet

– W naszych rozmowach z Polską, podobnie jak z Litwą i Łotwą, w pełni zgadzamy się, że granica zewnętrzna jest naszą wspólną granicą UE. Ważne jest, by chronić ją przed agresją reżimu Łukaszenki. I aby to zrobić najlepiej, powinniśmy w pełni wykorzystać wspólne zasoby, takie jak pomoc Fronteksu, w przejrzysty sposób. Pomoże to w zapewnieniu, że przestrzegamy wspólnych wartości i obowiązków UE – przekazała nam w środę komisarz Johansson.

Dodała, że „jest bardzo zasmucona ofiarami śmiertelnymi na granicy polsko-białoruskiej".

- Ratowanie życia zawsze musi być priorytetem. Konieczne jest zbadanie tego, co się stało, i zapobieżenie większej liczbie zgonów - powiedziała Johansson.

Frontex, Europejska Agencja Straży Granicznej i PrzybrzeżnejFrontex, Europejska Agencja Straży Granicznej i Przybrzeżnej Fot. East News

UE brakuje rzetelnych informacji z Polski

Jak wynika z naszych nieoficjalnych rozmów w Brukseli, Komisja Europejska domaga się ponadto od władz Polski dopuszczenia na granicę z Białorusią wysłanników ze stałego przedstawicielstwa KE w Warszawie oraz swoich ekspertów od migracji i granic z odpowiedniego wydziału Komisji w Brukseli.

Jednak na razie nie nadeszła pozytywna odpowiedź od rządu Morawieckiego, a nasi rozmówcy w instytucjach UE narzekają na brak rzetelnych informacji w sprawie ostatnich wydarzeń. Przekonują, że Warszawa nawet nie przekazuje im swoich szacunków co do liczby migrantów koczujących na granicy bądź przekraczających ją w nielegalny sposób.

Unijne przepisy o Fronteksie, czyli Europejskiej Straży Granicznej i Przybrzeżnej, z główną siedzibą w Warszawie przewidują procedury „wproszenia się" na granicę zewnętrzną Unii poprzez oficjalną propozycję pomocy dla kraju UE albo nawet – w sytuacjach mocno kryzysowych dla szczelności granic strefy Schengen – na podstawie decyzji Rady UE, czyli unijnych ministrów spraw wewnętrznych. Jednak obecnie w działaniach Komisji nie chodzi o te formalne procedury, lecz o coraz mocniejszą polityczną presję.

Jej powodem jest nie tyle skala nielegalnej imigracji z Białorusi - nadal mała w porównaniu z obecnymi przeprawami przez Morze Śródziemne - ile brak informacji co do charakteru działań podejmowanych przez Polaków.

- Potrzebujemy tam swoich oczu, zwłaszcza że temperatury zaczynają spadać do zera – tłumaczy jeden z naszych rozmówców w instytucjach UE. Narzeka, że niewiedzę pogłębia odcięcie mediów oraz organizacji pozarządowych od granicy wskutek wprowadzenia stanu wyjątkowego.

Wyłom w oficjalnej linii Komisji Europejskiej wobec Polski

Otwarty apel komisarz Yohansson w sprawie Fronteksu w Polsce to pierwszy wyłom w dotychczasowej oficjalnej linii Komisji Europejskiej, która w swoich publicznych deklaracjach dotąd w zasadzie bez zastrzeżeń wspierała polskie władze.

Zaledwie przed tygodniem Ursula von der Leyen, szefowa Komisji, stawała po stronie trzech krajów w swym „orędziu o stanie Unii" wygłoszonym w Parlamencie Europejskim.

– Reżim w Mińsku użył ludzi do swoich celów. Załadował ich do samolotów i dosłownie wypchnął na granice z Unią. Nie możemy tego tolerować. Stąd szybka reakcja UE na tę sytuację. Będziemy nadal wspierać Litwę, Łotwę i Polskę. I nazwijmy to po imieniu: to hybrydowy atak mający na celu destabilizację Europy – powiedziała von der Leyen.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.