Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Ludzie, którzy zmarli z wyziębienia na granicy Polski i Białorusi to ofiary reżimu Aleksandra Łukaszenki. To Białorusini ściągnęli ich do kraju, by potem pałkami pognać w kierunku Polski. Wywołując kryzys migracyjny na wschodniej granicy Unii Europejskiej, Łukaszenka mści się za wsparcie dla białoruskiej opozycji i sankcje, jakie UE nałożyła na jego reżim za krwawe stłumienie białoruskiego marzenia o wolności. Łukaszenka torturuje i morduje własnych rodaków. Uchodźcy z Syrii, Iraku czy Afganistanu to pionki w jego brutalnej grze, ich los jest bez znaczenia.

Rząd wpadł w pułapkę

Śmierć uchodźców na granicy obciąża jednak również rząd PiS. By zbić na kryzysie polityczny kapitał, obecna polska władza zalegalizowała bezprawie. Wbrew zapisom konwencji, które Polska ratyfikowała, funkcjonariusze Straży Granicznej ignorują prośby uchodźców o azyl i siłą wypychają przybyszy na białoruską stronę. Dochodzi przy tym do aktów przemocy, uchodźcy są lżeni przez funkcjonariuszy państwa polskiego. Ludzie tygodniami błąkają się po pograniczu, bez żywności, lekarstw, pomocy medycznej. Gdy zaczęło robić się zimno, śmierć uchodźców z wychłodzenia była kwestią czasu.  

Wprowadzając stan wyjątkowy, rząd PiS wygnał z pogranicza wolontariuszy organizacji humanitarnych, którzy udzielali uchodźcom pomocy i eskortowali ich do placówek Straży Granicznej, pilnując, by potraktowano ich zgodnie z prawem, przyjęto wnioski o azyl, przewieziono do ośrodków dla cudzoziemców. Dziś pomagać nie ma komu. Łamiąc gwarantowaną przez konstytucję wolność mediów, wygnano też dziennikarzy, którzy relacjonowali sytuację, opisując brutalność strażników. Rząd PiS chciał mieć na pograniczu wolną rękę, by móc bezkarnie traktować nadchodzących ludzi jak pionki w rozgrywce z opozycją.

Rządzący wpadli jednak w pułapkę. Na granicy doszło do tragedii, ale polskie media nie mogą z bliska relacjonować tego, co się stało, bo zabroniono im wstępu na pogranicze. Reżim Łukaszenki przekazuje swoją wersję wydarzeń, stawia Polsce poważne oskarżenia. A ponieważ na miejscu nie ma polskich dziennikarzy, nie da się białoruskich informacji w żaden sposób zweryfikować, ani potwierdzić, ani im zaprzeczyć. Minister spraw wewnętrznych Mariusz Kamiński i jego zastępca Mariusz Wąsik uznali, że skoro wyrzucą dziennikarzy, to Polaków o sytuacji na granicy będą informować wyłącznie rzecznicy podległych im służb. Nic bardziej błędnego.

Łukaszenka się nie cofnie

Mimo stanu wyjątkowego na pograniczu, mimo zasieków z drutu kolczastego, mimo brutalności i bezprawia ze strony funkcjonariuszy państwa polskiego ludzie nadal przechodzą na polską stronę. Łukaszenka to zbrodniarz, by uratować władzę nie cofnie się przed niczym. A władze Rzeczypospolitej?

Jeżeli nic na pograniczu się nie zmieni, ofiar będzie coraz więcej. To jest ostatni moment, by Polska zeszła ze ścieżki bezprawia. Ochrona granicy nie wyklucza przecież obecności dziennikarzy na pograniczu. A tym bardziej traktowania w humanitarny, zapisany w konwencjach sposób ludzi, którzy proszą Polskę o azyl.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.