Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Aleksander Łukaszenka ułaskawił kilkunastu więźniów politycznych. Informację o tym przekazała w środę wieczorem białoruska telewizja państwowa. Ale nie w taki sposób. Dziennikarze reżimowych mediów, tak jak i przedstawiciele władz, trzymają się bowiem oficjalnej narracji, z której wynika, że w kraju nie ma osób przetrzymywanych z uwagi na działalność polityczną czy poglądy, tylko są to zwykli przestępcy.

W materiale programu Białoruś 1 wybrzmiało więc oświadczenie zastępczyni szefa administracji prezydenta Olgi Czupris: „Prezydent podpisał dekret o ułaskawieniu tuż przed Dniem Jedności Narodowej. Trzynaście osób otrzymało szansę, by naprawić swoje błędy".

Na wolność nie 100 tylko 13

Jeszcze niedawno zapowiadano, że taką „szansę" otrzyma znacznie więcej osób. Podczas sierpniowej konferencji prasowej Aleksandra Łukaszenki mowa była o stu „występujących do prezydenta z prośbą o ułaskawienie".

Z wywiadu, jakiego Czupris udzieliła reżimowym mediom, wiadomo jednak, że próżno na to liczyć.

Mimo deklaracji byłego opozycjonisty represjonowanego przez KGB, a dziś współpracownika reżimu Jurija Waskrasienskiego, który zapewniał, że - na skutek jego zabiegów - przed 17 września na wolność może wyjść nawet 100 spośród niemal 700 więźniów politycznych, tak się nie stało.

Czupris pytana o przyczynę odpowiedziała, że pozostałe osoby z listy Waskrasienskiego „nie spełniały kryteriów, które mogłyby posłużyć jako podstawa do ułaskawienia". Dodała, że część nie została jeszcze skazana, więc nie ma prawa do apelowania o ułaskawienie. Z kolei siedemnaście osób „złośliwie narusza zasady odbywania kary", co świadczy o tym, że „nie obrały ścieżki poprawy". A pozostałe, teoretycznie spełniające kryteria, były skazane „za posiadanie lub handel bronią, narkotykami lub przestępstwa korupcyjne".

Dwa lata za komentarz w sieci

Wśród trzynastu ułaskawionych znalazły się osoby, które „popełniły przestępstwo za pośrednictwem internetu" i które „okazały szczerą skruchę".

Na wolność wyszli więc m.in.Walerij Łozu, skazany na 2,5 roku ograniczenia wolności za „znieważenie władzy w sieci społecznościowej"; Maksim Szawlinski - dwa lata za komentarz w komunikatorze Telegram; Jewgienij Poszeliuk - dwa lata za „obraźliwy komentarz w internecie na temat sędzi sądu w Brześciu"; Siergiej Rudinski - 1,5 roku za „obrazę urzędników państwowych".

Część ułaskawionych odbywała wyroki w ośrodkach karnych otwartego typu, przypominających zakłady poprawcze, w których codziennie chodzi się do pracy.

Obrońcy praw człowieka informowali, że kolonie karne opuszczą m.in. pracownik państwowego zakładu metalurgicznego BMZ Aleksandr Bobrow, skazany na 2,5 roku za blokadę jezdni podczas protestu; Aleksiej Korszun - 2,5 roku kolonii karnej za „podżeganie do niezgody społecznej" poprzez zamieszczenia komentarza w internecie; a także Julia Kaszewierowa, pielęgniarka z Witebska. Ta przyznała w sądzie, że gdy w październiku 2020 r. funkcjonariusze uniemożliwili jej udzielenie pierwszej pomocy poszkodowanym, trzykrotnie uderzyła ze złości dłonią w milicyjny samochód. Skazano ją na półtora roku więzienia.

Aleksander Łukaszenka wysyła sygnały w stronę narodu i Europy

Nie wszyscy „ułaskawieni" mogą liczyć na pełną wolność.

20-letni Wiktor Kalinowski, odbywający dotąd karę 2,5 roku ograniczenia wolności w ośrodku karnym otwartego typu za „polityczne napisy na przystankach autobusowych", ma teraz przebywać w tzw. częściowym areszcie domowym. Władze nałożyły nań szereg ograniczeń, m.in. jest zobowiązany do przebywania w domu od godz. 19 do 6 oraz do regularnego stawiania się na komendzie milicji.

Zdaniem białoruskich opozycjonistów i politologów ułaskawienie nawet kilkunastu osób jest sygnałem, który władze wysyłają zarówno narodowi, jak i Europie. Uwalniając – w pełni lub częściowo – więźniów na dzień przed Świętem Jedności Narodowej, Łukaszenka komunikuje, że chce tę „jedność" uzyskać, ale na swoich warunkach: by wyjść na wolność, każdy więzień musi nie tylko przyznać się do winy, ale i wyrazić skruchę.

Analityk Aleksandr Kłaskowski w komentarzu dla niezależnej redakcji Tut.by (z powodu prześladowań działa obecnie pod nazwą Zierkało) tłumaczy: „W rozumieniu białoruskich władz jedność ludu [osiąga się] w warunkach, gdy przeciwnicy muszą odpokutować, posypać głowy popiołem i uznać słuszność przywódcy".

Z kolei Europa ma potraktować ułaskawienie kilkunastu osób jako sygnał do negocjacji, ocieplania wzajemnych relacji i – co dla Mińska najważniejsze – do niewprowadzania piątego pakietu sankcji, ale też manifestację siły.

Jak dowodzi analityk ECFR Paweł Sliunkin, uwalniając zaledwie niewielką grupę więźniów politycznych, Łukaszenka daje znak, że represje nie ustaną i że nie zamierza się uginać pod sankcjami UE.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.