Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

"Nie mogę rozmawiać z mediami, bo – mimo że jestem już teraz na wolności – nie jestem do końca wolnym człowiekiem" – tak na prośbę o wywiad odpowiadają „Wyborczej" byli więźniowie polityczni, którzy zostali ostatnio ułaskawieni przez Aleksandra Łukaszenkę i którzy nadal przebywają na terytorium Białorusi. Każdy prosi o nieujawnienie nazwiska.

Reżim Aleksandra od dłuższego czasu wykorzystuje zastraszonych opozycjonistów, którzy (zapewne dlatego, by uniknąć większych represji lub więzienia) zgodzili się się na współpracę, próbuje stworzyć wrażenie, że każdy, kto przyzna się do stawianych mu zarzutów lub uzna wydany przez sąd wyrok za sprawiedliwy, ma szansę wyjść na wolność.

Trzeba wyznać winy i ukorzyć się przed Aleksandrem Łukaszenką

Jak już kilkakrotnie pisaliśmy, warunkiem dostąpienia prawa łaski jest nie tylko przyznanie się do winy, ale i wystosowanie oficjalnego pisma do Aleksandra Łukaszenki – należy w nim ukorzyć się przed "opiekuńczym ojcem narodu", "gwarantem konstytucji" oraz "głęboko poważanym prezydentem".

Takich instrukcji udziela rodzinom więźniów politycznych były biznesmen Jurij Waskrasienski.

Jurij WaskrasienskiJurij Waskrasienski Jurij Woskriesienski / Telegram

W 2020 r. był wśród osób zbierających podpisy pod kandydaturą Wiktara Babaryki, traktowanego wówczas za najpoważniejszego konkurenta Łukaszenki do prezydenckiego fotela. 12 sierpnia 2020 r., w pierwszych dniach protestów, które wybuchły po sfałszowaniu wyborów prezydenckich, został zatrzymany przez białoruskie służby. Spędził dwa miesiące w areszcie KGB. Tam uczestniczył w spotkaniu z Łukaszenką.

Kiedy wyszedł na wolność, stał się "prawą ręką prezydenta ds. więźniów", jak wielokrotnie charakteryzował jego rolę sam Łukaszenka.

W wypowiedzi dla redakcji Deutsche Welle Waskrasienski tłumaczył niedawno, że osobiście wysyła listy do osadzonych w koloniach karnych więźniów politycznych. Tłumaczy w nich m.in., że to za sprawą ich działalności na Białoruś są nakładane sankcje, a ich bliscy cierpią, gdyż nie mogą być razem.

Kilka tygodni temu podczas konferencji prasowej Łukaszenki (trwała ponad 7 godzin) Waskrasienski przekazał mu listę ok. 100 więźniów politycznych, którzy zgodzili się przystać na stawiane przez władze warunki. Znaleźli się wśród nich m.in. oskarżeni w tzw. sprawie Biełgazmprombanku byli współpracownicy Babaryki (on sam w lipcu został skazany na 14 lat więzienia za rzekome "pranie brudnych pieniędzy na szeroką skalę oraz przestępstwa podatkowe"), którzy zdecydowali się współpracować ze śledztwem.

W komentarzu dla Deutsche Welle Waskrasienski zapewniał, że władze "są gotowe do podjęcia dialogu".

– Średnio 5-7 osób dziennie pisze do mnie, by wyrazić pragnienie pokuty i prośby o ułaskawienie. Myślę, że wkrótce będziemy mówić o ok. 200 skazanych, którzy wcześniej nie przyznali się do winy, a teraz chcą wrócić do życia rodzinnego – tłumaczył (bez ujawniania nazwisk).

"Przez was cierpi gospodarka Białorusi"

Niezależnej rosyjsko-białoruskiej redakcji Mediazona udało się dotrzeć do listu, który Waskrasienski wysyła więźniom politycznym. Można w nim przeczytać: "Rozumiemy emocje, których doświadczasz. W domu czekają na ciebie krewni i przyjaciele. Możecie wrócić do wolnego życia, z korzyścią dla rodziny, której jesteś tak potrzebny w obliczu bezprecedensowej presji ekonomicznej na nasz kraj".

Waskrasienski otwarcie mówi też, że zamierza zobligować osoby, które zdecydowałyby się poprosić o ułaskawienie, do porzucenia "nieodpowiedzialnej polityki".

"Zło na pewno przegra, dobro niewątpliwie wygra" – miała oznajmić jedna z najbardziej znanych opozycjonistek Maryja Kalesnikawa (skazana w ubiegłym tygodniu na 11 lat więzienia) w odpowiedzi na list Waskrasienskiego, w którym namawiał ją do ustąpienia władzom i przyznania się do „działań, godzących w bezpieczeństwo narodowe, spisku, którego celem było niekonstytucyjne przejęcie władzy, oraz stworzenia organizacji ekstremistycznej". Takie informacje przekazał w wywiadzie dla rosyjskiej niezależnej telewizji Dożd Aleksandr Kalesnikow, ojciec Maryi.

Andrzej Poczobut nie poprosi o ułaskawienie

Listy od Waskrasienskiego regularnie otrzymuje także nasz redakcyjny kolega Andrzej Poczobut, od niemal pół roku przetrzymywany w więzieniu na podstawie sfabrykowanej sprawy karnej.

Jak mówi „Wyborczej" żona Andrzeja, Oksana, więzienni strażnicy przekazują mu jedynie korespondencję od najbliższej rodziny i... właśnie od niego.

– Do Andrzeja przyszedł już trzeci list od Wakrasienskiego ze słowami, że – mimo braku jego zgody na prośbę o ułaskawienie – nadal będzie reprezentował interesy Andrzeja. I w jego imieniu prosił o nie. Mąż zapewnia mnie, że nie upoważnił nikogo do reprezentowania go w kwestii ułaskawienia – dodaje Oksana Poczobut.

Wkrótce święto jedności narodowej, będą ułaskawienia?

Zdaniem dziennikarza redakcji Biełsat Igora Iljasza białoruskim władzom może zależeć na poprawie relacji z Zachodem. W wywiadzie dla redakcji Current Times mówił: „Myślę, że są siły w otoczeniu Łukaszenki, ludzie, którzy rozumieją, że nie da się zwiększać natężenia terroru w nieskończoność, że w relacjach z Zachodem i w relacjach wewnątrz kraju potrzebne jest poluzowanie. A takim poluzowaniem może być częściowe uwolnienie więźniów politycznych".

Iljasz dodaje, że do uwolnienia części więźniów politycznych może dojść jeszcze w tym tygodniu, 17 września, w związku z nowo uchwalonym świętem jedności narodowej.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.