Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Co do czego dokładnie dogadali się obaj politycy, pozostaje tajemnicą. Ma to być 28 „programów integracyjnych", w wyniku których Rosja i Białoruś stworzą wspólną „makroprzestrzeń ekonomiczną".

Na początek integracja gospodarcza

– Zgodziliśmy się na prowadzenie wspólnej polityki makroekonomicznej, harmonizację polityki pieniężno-kredytowej, integrację systemów płatniczych, pogłębienie współpracy w sferach bezpieczeństwa informacyjnego, celnej i podatkowej. Dogadaliśmy się w sprawie stworzenia wspólnej metodologii w celu harmonizacji wszelkich podatków pośrednich i stworzenia organu, który będzie kontrolować te procesy. To oznacza wspólną politykę przemysłową, wspólny dostęp do zamówień państwowych – omawiał na konferencji prasowej wyniki ponadtrzygodzinnych rozmów na Kremlu Putin.

9.09.2021, Moskwa, spotkanie Władimira Putina z Aleksandrem Łukaszenką.9.09.2021, Moskwa, spotkanie Władimira Putina z Aleksandrem Łukaszenką. Shamil Zhumatov / AP / AP

A jego gość dodał, że chodzi także o „wspólną politykę rolną". Mowa była też o „wspólnej polityce obronnej", która jest realizowana choćby na rozpoczynających się w piątek potężnych białorusko-rosyjskich manewrach „Zapad 2021".

Jak konkretnie Mińsk i Moskwa będą wprowadzać w życie to, co ustalono, politycy nie wyjaśnili. Treść „programów związkowych", które wcześniej nazywano „mapami drogowymi integracji", ma być dopiero opublikowana, przy tym nie wiadomo, kiedy to nastąpi.

W piątek „programy" ma jeszcze „doszlifować" obradująca w Mińsku tak zwana Rada Ministrów Państwa Związkowego Rosji i Białorusi. A potem, pewnie późną jesienią, jak już w miniony piątek zapowiedział Łukaszenka, ostatecznie zatwierdzi je Rada Najwyższa państwa związkowego.

To, co zapowiedzieli obaj przywódcy, oznacza, że w wyniku dopasowania bardzo różnych systemów finansowych, celnych, podatkowych itp. małej Białorusi i wielkiej Rosji przestrzeń gospodarcza Moskwy po prostu powiększy się o sąsiedni kraj. To, jak zapowiedział Putin, stworzy bazę do politycznej integracji obu państw. A jak podzielił się swymi bardziej jeszcze dalekosiężnymi planami Łukaszenka, integracja Rosji i Białorusi stanie się wzorem dla udanego jednoczenia przestrzeni poradzieckiej.

600 mln dol. dla Łukaszenki

Andriej Porotnikow, kierujący ośrodkiem analitycznym Belarus Security Blog, jeszcze na początku tygodnia ostrzegał przed forsowanym przez Moskwę „przyklejaniem" gospodarki białoruskiej do rosyjskiej.

– Ono grozi tym, że Białoruś straci swoją suwerenność finansową i gospodarczą – wlaniem się jej w przestrzeń ekonomiczną Federacji Rosyjskiej na warunkach dyktowanych przez Moskwę – przestrzegał. A zdaniem eksperta utrata suwerenności gospodarczej prowadzi do utraty suwerenności politycznej.

Putin w tej grze ma ogromne atuty. W czwartek obiecał, że w przyszłym roku cena gazu dla Białorusi utrzyma się na tegorocznym poziomie (128,5 dol. za 1 tys. m sześc. – 100 dol. mniej niż dla Niemiec), a potem może być jeszcze niższa. Mińsk może też liczyć na korzystne ceny ropy oraz na rosyjskie kredyty, bez których objęty sankcjami reżim zbankrutuje. W czwartek Łukaszenka otrzymał obietnicę, że Moskwa do końca roku przeleje mu kolejne 600 mln dol.

Dziś trudno powiedzieć, na ile triumfalny ton wypowiedzi Putina i jego gościa odpowiada temu, co rzeczywiście ustalili  i co mieliby teraz realizować. Gospodarz Kremla nieprzypadkowo wybrał moment na „ostateczne" uzgodnienie „programów integracyjnych". Putin bowiem specjalnie zaplanował obwieszczenie sukcesu potrzebnego mu przed rozpoczynającymi się za tydzień (trzydniowymi) wyborami do Dumy. To powtórka z sytuacji z grudnia 1999 r., kiedy to też kilka dni przed rosyjskimi wyborami parlamentarnymi na Kremlu uroczyście podpisano układ o powstaniu Państwa Związkowego Rosji i Białorusi, obiecując sobie szybką integrację obu krajów. Ten „sukces" miał pomóc wspierającej Putina partii Jedność. Za nim jednak nie poszły konkretne działania, a Państwo Związkowe wciąż pozostaje fikcją.

Putin do Europy: o granicy rozmawiajcie z Mińskiem

Obaj przywódcy mówili też w czwartek o kryzysie migracyjnym na granicy Białorusi z Unią Europejską. Putin przyznał, że politycy zachodni proszą go, by wpłynął na Łukaszenkę, by ten przestał sztucznie tworzyć napięcie na granicach z Litwą i Polską, wypychając za nie migrantów, których sprowadza z Bliskiego Wschodu, Azji i Afryki.

Prezydent Rosji ironicznie zapewniał, że granica nie jest jego (choć zgodnie z umową o Państwie Związkowym odpowiada za nią też Moskwa), a Rosja z całym tym zamieszaniem nie ma nic wspólnego. Jak mówił, radził swym partnerom europejskim, by rozmawiali z Łukaszenką. Wsparł więc rachuby dyktatora z Mińska, który rozpala kryzys graniczny właśnie po to, by zmusić Unię Europejską do rozmów i zniesienia sankcji nałożonych na jego kraj za sfałszowanie wyborów i brutalne rozprawy z Białorusinami.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.