Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Zaczynające się 10 września manewry Zapad 2021 nie stanowią dla nas bezpośredniego zagrożenia. Ale sytuacja militarna na wschodzie i bez nich zmienia się na naszą niekorzyść.

28 sierpnia białoruskie ministerstwo obrony poinformowało, że do Grodna (czyli tuż obok granicy z Polską) „przybyły pododdziały rakietowych wojsk przeciwlotniczych Rosji". Wspólnie z Białorusinami mają stworzyć „centrum szkoleniowo-bojowe". Tydzień później, czyli 3 września, w bazie lotniczej w Baranowiczach, jak zapowiedziano, miały się pojawić rosyjskie myśliwce wielozadaniowe SU-30 SM. One z kolei będą stanowić „lotniczą komponentę" nowego centrum obrony przeciwlotniczej.

Baza rosyjskiej armii na Białorusi już jest

Ilu Rosjan zainstalowało się już na stałe w Grodnie, ile rosyjskich maszyn bojowych ma stacjonować w Baranowiczach - nie podano.

Faktem jednak jest, że Moskwie udało się stworzyć na Białorusi coś, co na razie można nazwać „półbazą" wojskową w sąsiednim kraju. Aleksander Łukaszenka długo i zdecydowanie się temu opierał.

Dowództwo rosyjskich sił powietrznych jeszcze pięć lat temu planowało umieścić swój pułk myśliwski (24 maszyny SU-27 SM3) w Baranowiczach i Bobrujsku. Mińsk ostatecznie się na to nie zgodził i jednostka dziś stacjonuje w obwodzie kaliningradzkim.

Do tej pory Rosjanie nie mieli więc na terytorium Białorusi żadnych oddziałów bojowych. W kraju działa stacja radiolokacyjna w Hancewiczach w pobliżu Baranowicz i centrum łączności marynarki wojennej w Wilejce pod Mińskiem. Zatrudnieni tam są jednak w większości Białorusini, a ochronę tych obiektów także powierzono miejscowym.

Łukaszenka jedzie na Kreml, gdy jego armia przechodzi pod komendę Rosjan

W najbliższy czwartek Łukaszenka i Władimir Putin mają się piąty już raz w tym roku spotkać (tym razem już nie w Soczi, ale na Kremlu), by rzekomo „ostatecznie" ustalić zawartość 28 „map drogowych", czyli planów „integracji" swoich państw.

Wśród nich jest oczywiście zacieśnianie współpracy militarnej. Media litewskie alarmują, że może chodzić między innymi o pozostawienie na Białorusi sprzętu, jaki Rosjanie przywieźli tam już na manewry Zapad 2021. W ten sposób od razu zyskaliby w sąsiednim kraju także bazy materiałowe.

Same rozpoczynające się w piątek zakrojone na wielką skalę ćwiczenia (weźmie w nich udział ok. 200 tys. żołnierzy, 80 samolotów i śmigłowców, 760 pojazdów bojowych w tym 290 czołgów, 240 dział i  wyrzutni rakietowych, 15 okrętów) nie są - wbrew temu, co sugeruje się w Polsce - reakcją na bieżące wydarzenia, choćby na kryzys migracyjny na granicy Białorusi z Polską i Litwą.

Manewry były zapowiedziane już dawno, ich data i miejsce są wpisane w tradycyjny kalendarz ćwiczeń armii Rosji (odbywają się co cztery lata) i jej partnerów z Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym (ODKB).

W bezpośrednim sąsiedztwie naszych granic od 10 do 16 września ma działać 12,4 tys. żołnierzy białoruskich i 2,5 tys. przerzuconych już na Białoruś Rosjan oraz kilkudziesięciu Kazachów (poligony Obuz-Lesnowski pod Baranowiczami i Brzeski), a także korpus stacjonujący w obwodzie kaliningradzkim oraz jednostki Floty Bałtyckiej. Główne siły biorące udział w ćwiczeniach koncentrują się jednak na poligonach w głębi Rosji, w pobliżu Niżnego Nowgorodu, Petersburga, Pskowa i Woroneża.

Manewry jako element kampanii wyborczej partii Putina

Ogromny rozmach ćwiczeń wynika w dużej mierze z rosyjskiego cyklu wyborczego. Zaledwie dzień po zakończeniu manewrów Zapad 2021 w Rosji rozpoczynają się (tym razem trzydniowe) wybory do Dumy. Prezentacja potęgi bojowej armii ma w zamierzeniu podnieść niską dziś popularność putinowskiej „partii władzy", Jednej Rosji.

Kreml gorączkowo zabiega teraz o głosy „patriotycznie" nastawionej części elektoratu. Putin w minionym tygodniu przykazał wypłacić jednorazowe premie wszystkim funkcjonariuszom służb bezpieczeństwa. Oficerowie dostają po 15 tys. rubli (ok. 750 zł), mundurowi niższych stopni – po 10 tys. rubli.

W manewrach Zapad 2021 wezmą udział formacje ośmiu (poza Rosją i Białorusią) państw, m.in.  Kazachstanu, Kirgistanu i Tadżykistanu. Dowódcy rosyjscy ostatnio bardzo intensywnie przygotowują się do ewentualnych działań na froncie, z którego zarówno ich krajowi, jak i jego azjatyckim sojusznikom grozić może realne niebezpieczeństwo - czyli wzdłuż północnych granic opanowanego przez talibów Afganistanu. W tym rejonie armia Rosji stale prowadzi wspólne manewry z Tadżykami, Kirgizami i Uzbekami.

Jak długo Łukaszenka może targować się z Putinem

Zaplanowane od dawna manewry na Białorusi nagle stawiają Łukaszenkę w niekorzystnym położeniu. Dyktator z Mińska w przeddzień ich rozpoczęcia ma w Moskwie na rozmowach z Putinem ostatecznie doszlifować treść „map drogowych", od podpisania których uchyla się od lat, rozumiejąc, że program integracji z Rosją oznacza likwidację suwerenności Białorusi, ale przede wszystkim jego osobistej władzy.

Dzień później, kiedy trzon jego armii pod dowództwem generałów rosyjskich będzie już działać na poligonach, a na samej Białorusi operować będzie także 2,5 tys. żołnierzy rosyjskich, uzgodnione plany integracyjne miałaby zatwierdzić Rada Ministrów tak zwanego Państwa Związkowego Rosji i Białorusi. Taką kolejność wydarzeń zapowiedział już w minioną środę ambasador Białorusi w Moskwie Władimir Siemaszko.

Najwyraźniej w przełom w ciągnących się od lat targach z upartym dyktatorem z Mińska uwierzyli też na Kremlu.

Dmitrij Pieskow, rzecznik Putina, już we wtorek ogłosił, że jego szef i Łukaszenka po spotkaniu na Kremlu wystąpią na wspólnej konferencji prasowej. To nowość, bo po wcześniejszych rozmowach obu polityków w tym i ubiegłym roku żadnych wystąpień przed dziennikarzami nie było.

W Moskwie są więc pewni, że tym razem będzie można ogłosić sukces, który spodoba się wyborcom rosyjskim, a nieprzewidywalny gość z Mińska nie sprawi gospodarzom jakiejś przykrej niespodzianki.

Łukaszenka jednak zgodnie ze swym zwyczajem wciąż nie jest gotów skapitulować. W czwartek zapowiedział, że integracyjne „mapy drogowe" nie są jeszcze gotowe, o ich rychłym zatwierdzeniu przez związkową radę ministrów nie może więc jeszcze być mowy.

Można zakładać, że znów, tym razem na Kremlu, będzie twardo targować się z Putinem. Z tym że obecność mocnego korpusu wojsk rosyjskich w jego kraju i oddanie armii białoruskiej na czas manewrów Zapad 2021 pod komendę Rosjan mu nie pomogą.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.