Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Podczas wtorkowego spotkania z Aleksandrem Gusiewem, gubernatorem obwodu woroneskiego, oraz wiceprzewodniczącym rosyjskiej Dumy państwowej Aleksiejem Gordiejewem, ambasador Białorusi w Moskwie Uładzimir Siemaszka oświadczył, że już wkrótce zakończą się prace nad procesem pogłębionej integracji obydwu krajów.

Finał trwających trzy lata negocjacji ma mieć miejsce w przyszłym tygodniu w Moskwie podczas zapowiedzianego niedawno spotkania Aleksandra Łukaszenki z Władimirem Putinem.

Uzgodnione „mapy drogowe"

Z wiadomości przekazywanych przez białoruską agencję prasową Biełta, która informowała na początku sierpnia o spotkaniu, podczas którego „prezydenci po raz kolejny omówią programy sojusznicze przygotowywane przez rządy obu krajów, a także inne aktualne kwestie wewnętrzne oraz sprawy międzynarodowe", nie wynikało jednak, że może ono doprowadzić do aż tak poważnych zmian.

– Dzięki Bogu, po trzech latach prac jesteśmy na mecie. Z 28 map [drogowych] pozostała tylko jedna, o gazie. Dociśniemy ją 7 września, a 9 września prezydenci Rosji i Białorusi spotkają się w Moskwie, gdzie omówią wszystkie aspekty pogłębiającej się integracji – poinformował ambasador Siemaszka.

Z relacji rosyjskiej agencji informacyjnej TASS wynika, że do oficjalnego podpisania dokumentów ma dojść dzień później w Mińsku.

Rzecznik prasowy Kremla Dmitrij Pieskow nie wchodził w szczegóły. Potwierdził jedynie, że prezydent Rosji spotka się 9 września z Aleksandrem Łukaszenką. Obaj wystąpią później na konferencji prasowej.

Ultimatum dla Aleksandra Łukaszenki

Podpisanie pakietu „kart drogowych" i doprowadzenie do pogłębienia integracji zakończyłoby proces, o którym władze Rosji i Białorusi mówiły od 22 lat. Ostatnio Moskwa przeszła od słów do czynów, wykorzystując ochłodzenie wzajemnych relacji, do którego doszło w 2018 r.

To wtedy Aleksander Łukaszenka zażądał od Rosji rekompensaty za manewr podatkowy, zniżki na gaz, którego cena dla Białorusi miałaby odpowiadać cenie dla rosyjskiego obwodu smoleńskiego, a także zniesienia wszelkich ograniczeń dla przedsiębiorstw w dostępie do rosyjskiego rynku.

Kreml odmówił pójścia na takie ustępstwa. W zamian zaproponował wygodny dla siebie kompromis, który oficjalnie sformułował ówczesny premier Dmitrij Miedwiediew. W grudniu 2018 r. ogłosił on tzw. ultimatum Miedwiediewa, które zakłada, że spełnienie żądań Łukaszenki będzie możliwe dopiero po zwiększeniu poziomu integracji w ramach realizacji umowy „O utworzeniu państwa związkowego".

W tym przypadku Kreml nie naciskał, a jedynie wykorzystał niewydolność gospodarki sąsiada. Białoruski politolog Aleksandr Kłaskowski w wywiadzie dla redakcji Meduza komentował wtedy:

„Białoruska gospodarka jest jak narkoman, który bez kolejnej dawki natychmiast zaczyna się rozpadać".

„Ultimatum" zapoczątkowało więc proces negocjacji koncentrujący się wokół 31 tzw. map drogowych, czyli planów dogłębnej integracji w różnych sektorach gospodarki. Ich treści nigdy nie opublikowano, do wiadomości opinii publicznej podano jedynie niektóre zapisy dokumentów.

Rosja i Białoruś – konfederacja na horyzoncie

Dwa lata temu rosyjska redakcja „Kommiersant", powołując się na źródło z bliskiego otoczenia władzy, informowała, jakoby przewidywano częściowe zjednoczenie dwóch systemów gospodarczych i de facto utworzenie konfederacji państw. Miałoby to nastąpić w 2022 r.

Wtedy w Rosji i na Białorusi miałby zacząć obowiązywać jednolity kodeks podatkowy i cywilny, wspólna polityka celna, gospodarka byłaby wspólnie regulowana i zarządzana, sektor energetyki kontrolowałby wspólny regulator itd.

Mińsk nie zawsze odnosił się do integracji z entuzjazmem. Początkowo rządzący krajem od 27 lat Łukaszenka podkreślał, że nie zamierza oddawać niezależności Białorusi. W grudniu 2018 r. ultimatum Miedwiediewa skomentował zaś słowami: „Rozumiem te sugestie: weźcie ropę, ale zniszczcie kraj i wchodźcie w skład Rosji".

Z kolei w 2019 r., jak przytacza niezależna redakcja Meduza, wypowiadając się na temat państwa związkowego, Łukaszenka oznajmił: „Każdego roku próbują narzucić nam nowe warunki. W rezultacie ciągle tracimy coś w gospodarce. Proszę o wybaczenie, ale na cholerę nam taki sojusz?".

Łukaszenka bez wyjścia

Białoruski kryzys polityczny, który rozpoczął się ze względu na – jak twierdzą przedstawiciele opozycji – sfałszowanie przez władze zeszłorocznych wyborów prezydenckich, sprawił, że Łukaszenka, nieakceptowany na stanowisku głowy państwa przez Europę i USA, nie ma możliwości, by dłużej stawiać opór Kremlowi, nie oddając przy tym władzy.

Moskwa to wykorzystała.

– Białoruskie kierownictwo jest dziś całkowicie zależne od Kremla. I trzeba je tylko dociskać, po trochu, powoli – komentował w maju dla Biełsatu Andriej Fiodorow, ekspert Centrum Studiów Europejskich.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.