- Rozumiem działania władz Polski i Litwy, które nie chcą napływu migrantów ekonomicznych, ale jednocześnie należy zrobić coś, co będzie dla zgromadzonych na granicy osób jakimś wyjściem z sytuacji. Nie wolno ich porzucić - mówi "Wyborczej" Tadeusz Giczan, białoruski opozycjonista, były dziennikarz redakcji Nexta.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Spodziewał się pan, że Aleksander Łukaszenka na taką skalę będzie gotów dręczyć nie tylko swój naród, ale też uchodźców z Bliskiego Wschodu? Bo do takich wniosków można dojść, czytając pana tekst o operacji "Śluza" czy wcześniejsze śledztwa niezależnych mediów, które o tym opowiadały.

- Mogę powiedzieć, że nie jestem zaskoczony, bo właściwie niewiele rzeczy jest mnie w stanie dzisiaj zaskoczyć. Najbardziej w tym wszystkim pokrzywdzeni są – moim zdaniem – właśnie uchodźcy, którzy nieświadomie stali się bronią w rękach dyktatora. To ludzie, którzy zostali oszukani, sprowadzeni na Białoruś w przekonaniu, że pośrednicy pomogą im legalnie dostać się do Europy, i którzy teraz cierpią. Zamiast życia, nowego startu w Unii Europejskiej doświadczają teraz okropnych rzeczy, co możemy obserwować choćby na granicy polsko-białoruskiej.

Członkowie białoruskiej straży granicznej na granicy polsko - białoruskiej w Usnarzu Górnym
Członkowie białoruskiej straży granicznej na granicy polsko - białoruskiej w Usnarzu Górnym  Fot. Grzegorz Dąbrowski / Agencja Wyborcza.pl

Litwa i Polska również są poszkodowane, ale w inny sposób. Łukaszenka uderza w te dwa państwa, bo to one okazały największe wsparcie Swiatłanie Cichanouskiej i całej białoruskiej opozycji. Dla Łukaszenki to był cios.

O tym, jak białoruskie władze ułatwiają sprowadzanie Irakijczyków do Europy, pisaliśmy też w „Wyborczej". To bardzo skrupulatnie zaplanowana operacja, co opisał pan zresztą w swoim tekście.

- Opierałem się na materiałach białoruskich dziennikarzy śledczych, z których wynika, że w akcję sprowadzania Irakijczyków od kwietnia zaangażowany był konsul honorowy Białorusi w Iraku. Łukaszenka wykorzystał to, że Białoruś od lat ma dobre kontakty z Irakiem.

Jak informowała niezależna organizacja BYPOL skupiająca byłych pracowników systemu, m.in. byłych śledczych i milicjantów, już w 2011 r. Łukaszenka celowo sprowadzał ludzi z Iraku, by wzmocnić przekaz o braku szczelności granic. Wtedy udało mu się uzyskać od UE fundusze na ich wzmocnienie. Skala zjawiska sprzed dziesięciu lat była jednak stosunkowo niewielka, do tego stopnia, że to nie był temat medialny. Teraz mamy do czynienia z o wiele większym problemem.

Co pana zdaniem może się stać z uchodźcami, którzy stali się ofiarami tej rozgrywki politycznej? Polska ich nie wpuszcza, Białoruś – również.

- Trudno mi powiedzieć. Litwa ustaliła podobno z władzami Iraku, że po Irakijczyków przylecą do Mińska samoloty i ci, którzy zostaną uznani nie za uchodźców, tylko za migrantów ekonomicznych, będą mogli wrócić do domu. Dwa tygodnie temu już przeprowadzono taką operację. Trudno mi jednak ocenić takie działania. Rozumiem działania władz, które nie chcą napływu migrantów ekonomicznych, ale jednocześnie należy zrobić coś, co będzie dla tych osób jakimś wyjściem z powstałej sytuacji. Nie wolno ich porzucić, zostawić w potrzasku.

Łukaszenka z jednej strony mści się na UE za wprowadzone sankcje i wspieranie opozycji, z drugiej udaje teraz osobę otwartą na dialog, zapraszającą na konferencje prasowe także niezależnych dziennikarzy,

- Niezależni dziennikarze są mu potrzebni jedynie jako platforma do przekazywania swojej narracji poza własną, reżimową bańkę. Wszyscy, którzy zadadzą mu niewygodne pytanie, muszą liczyć się z hejtem ze strony władzy oraz propagandowych mediów, a czasem także poważniejszymi konsekwencjami. Sarah Rainsford z BBC, która podczas ostatniej konferencji prasowej zadała Łukaszence pytania o tortury więźniów politycznych, została wydalona z Rosji.

Z problemami liczyć muszą się także ci, którzy próbują kontynuować na Białorusi działalność dziennikarską wykraczającą poza to, co władzy potrzebne. Niedawno władze zatrzymały dwóch austriackich dziennikarzy, którzy otrzymali akredytację na konferencję prasową Łukaszenki, ale później postanowili zrealizować też reportaż o życiu Białorusinów. Rozmowy zagranicznych mediów ze zwykłymi obywatelami to coś, na co Mińsk nie wyda teraz zgody.

W Nexcie zajął pan miejsce Romana Protasiewicza, blogera, którego Łukaszenka aresztował, uprowadzając wcześniej samolot Ryanaira. Czy boi się pan bardziej?

- Od dłuższego czasu mam oczy dookoła głowy. Nie słucham nigdy muzyki, kiedy idę ulicą. Ciągle nasłuchuję. Zauważam wokół siebie różnych dziwnych ludzi, którzy po chwili nagle znikają, żeby znów się pojawić. Jesienią odbierałem wiele telefonów. Głuchych albo nieprzyjemnych. Ale nie jestem w tym sam. Wiem, że nie jestem najważniejszą osobą na liście tych, których trzeba się pozbyć. Zacznę martwić się na poważnie, jeśli ci, którzy są bardziej wyraźni, zaczną znikać.

Spodziewał się pan, że Łukaszenka zdecyduje się na wprowadzenie takiej represji o takiej skali? Że będzie tak brutalny?

- Nikt się tego nie spodziewał. Myślę, że nawet on sam jeszcze rok temu nie brał tego pod uwagę. Poziom zaangażowania obywatelskiego, którą mogliśmy obserwować w ubiegłym roku, był bezprecedensowy dla współczesnej Białorusi. Nie przypuszczałem, że w efekcie Łukaszenka wypowie swojemu narodowi wojnę, która poskutkuje ofiarami śmiertelnymi, setkami więźniów politycznych, dziesiątkami tysięcy osób zatrzymanych i aresztowanych. Dzisiaj ci, którzy nawet zdecydują się na skorzystanie z amnestii, bo to zamierza zrobić jesienią Łukaszenka, by ugłaskać Europę, będą najprawdopodobniej zmuszeni do wyjazdu z kraju. Dyktator zrobi wszystko, by jak najdłużej utrzymać władzę, opozycjoniści są mu w kraju niepotrzebni. Łukaszenka już się nie cofnie.

Coś się może zmienić bez wycofania się Rosji z popierania Łukaszenki?

- O dziwo, Rosja wcale nie popiera Łukaszenki szczególnie mocno. Oczywiście, z propagandowych mediów i z wypowiedzi polityków wynika, że uznają Łukaszenkę i że stoją za nim murem, ale mimo licznych wizyt w Rosji Łukaszence wcale nie udało się tak wiele ugrać. Jedna z pożyczek, której Rosja udzieliła Łukaszence, paradoksalnie poszła niemal w całości na spłatę... długu Białorusi wobec Rosji. Putin nie lubi Łukaszenki, dyktator go drażni. Z moich obserwacji wynika, że o wiele bardziej wolałby, żeby Łukaszenka przeprowadził tę obiecywaną reformę konstytucji i odszedł w akceptowany przez Kreml sposób. Początkowo Moskwa bardzo nalegała, by właśnie w ten sposób rozwiązać problem, zaradzić kryzysowi. Tyle że Łukaszenka wcale tego nie chce i robi wszystko, by Rosję uspokoić, twierdząc, że zaprowadził porządek i że Putin nie musi już się obawiać żadnej „kolorowej rewolucji" w sąsiednim kraju.

Bo prezydentowi Rosji byłoby to nie na rękę.

- Mimo istniejących różnic to Białoruś jest najbardziej podobnym do Rosji państwem pod względem  systemu i modelu władzy. Putina przeraża pewnie perspektywa obalenia władzy przez ludzi.

Minął rok od najbardziej masowych protestów w historii Białorusi i nic się nie dzieje. Pan wierzy w to, że ludzie rzeczywiście obalą reżim?

- Nie składamy broni. Jestem pewien, że Białorusini wyjdą znowu na ulice, a bodźcem do tego będzie zapewne czynnik ekonomiczny. Chociaż wszystkie dane na temat kondycji gospodarki kraju zostały w zeszłym roku utajnione, to jestem przekonany, że Białoruś jest w trudnej sytuacji i że odbije się na to na zwykłych obywatelach.

Nie zdziwiłbym się, gdyby w przyszłości ludziom zabrakło jedzenia. A wtedy nikt nie pozostaje już obojętny na to, co się dzieje. Nikt nie będzie w stanie powiedzieć, że sytuacja polityczna go nie dotyczy.

Przyznaję, że wręcz dziwi mnie, że jeszcze do tego nie doszło. Z drugiej strony mam świadomość, że Łukaszenka wspomaga państwowe firmy i korporacje środkami z tzw. funduszu prezydenckiego, który założył jeszcze w latach 90. Nikt nie wie, jakie pieniądze tam zgromadził, nikt nie wie, na jakich zasadach dokładnie ten fundusz funkcjonuje, ale wiadomo za to, że BMZ, białoruska firma działająca w branży stalowej, otrzymała w ubiegłym roku 600 mln dol. na utrzymanie płynności finansowej. I nikt nie wie, skąd te pieniądze się wzięły.

Ten fundusz, choćby nie wiem, jak był duży, nie jest jednak niewyczerpany. Kiedyś to wszystko będzie musiało upaść.

Może nie tak szybko? Międzynarodowy Fundusz Walutowy przyznał w tym tygodniu Białorusi równowartość 923 mln euro.

- Trudno mi nawet skomentować tę decyzję, biorąc pod uwagę, że cały świat wie przecież, co dzieje się na Białorusi i czego dopuszcza się reżim Łukaszenki. Liderka białoruskiej opozycji Swiatłana Cichanouska apelowała, by MFW nie przyznawał Białorusi tych pieniędzy. Należy jednak pamiętać, że to nie jest „żywa gotówka". I że wypłata może zostać jeszcze zablokowana.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
Przylecieli jako turyści na Białoruś i jako turyści muszą stamtąd odlecieć. Nie ma tam żadnych uchodźców.
@asso12
Musisz jednak otworzyc oczy na fak, ze owi turysci zechceili pojsc "w Europe", a zablokwano ich pomiedzy dwiema granicami.. no i juz nie jest to wszystko takie czrno-biale, niestety i dla nich, i niestety dla nas..
już oceniałe(a)ś
0
0
"To ludzie, którzy zostali oszukani, sprowadzeni na Białoruś w przekonaniu, że pośrednicy pomogą im legalnie dostać się do Europy, i którzy teraz cierpią."

Nie róbcie z tych migrantów jakichś niedojdów. To ludzie wystarczająco inteligentni i zamożni, aby wykupić po wygórowanej cenie "wycieczkę" na Białoruś i nagle nie byli w stanie w minutę wyguglać zasad legalnego wjazdu do UE? W skrócie mówiąc, to wspólnicy Łukaszenki w wojnie hybrydowej przeciwko UE i tak właśnie powinni być traktowaniu, bez sentymentu.
już oceniałe(a)ś
22
8
Sporo w tym demagogii
Bo przyjąć 30 osób i kota to nie problem.
Ale zaraz pojawi się 30 tysięcy i co wtedy?
@zlyzly
Dużo większe grupy przekraczają granicę w innych miejscach i SG nie robi problemów, gdyż tam nie ma kamer tv.
już oceniałe(a)ś
5
4
@User2501
Trochę problemów robi, bo ich wyłapuje.
już oceniałe(a)ś
3
0
Jak widać, dwa fakultety Łukaszenki zrobiły swoje. Dobrze przewidział dobre serca i dobre rady. Teraz tylko skala eskalacji raz udanej operacji. Interes do rozkręcenia. Przykłady Libii, Tunisu, ale i Turcji robią swoje. Kasa i dodatkowe sprowadzanie problemów. A gdzie jest potępienie takich, jak Łukaszenki, praktyk oszukiwania nieszczęśników? I to w chwili, kiedy powinniśmy skupić się na przygotowaniu pracy dla przywiezionym przez polskich żołnierzy uchodźców. Ci wszyscy obłudnicy od lat krzyczący, nie przyjęli pod własny dach żadnego uchodźcy, ani żadnej rodziny. , Nawet nikt się nie pochwalił, że zatrudnił jakiegoś imigranta w swoim poselskim biurze, czy we własnej firmie. Obie strony prześcigają się w obietnicach bez pokrycia i oblewaniu wzajemnie pomyjami, Brak w Polsce, nie tylko, koncepcji adaptacji i integracji, ale nie asymilacji, nie tylko uchodźców, ale i chętnych do osiedlenia się w Polsce Chińczyków, Koreańczyków, Turków, Wietnamczyków. Wsparcia nauki języka ojczystego w szkołach do których chodzą. Finansowania zespołów pielęgnujących rodzima kulturę i jej prezentacji w swojej miejscowości, powiecie i województwie. Kogo to jednak obchodzi. Ważniejszy nieudacznik, który na oczach publiczności, nie potrafi przerzucić reklamówki na drugą stronę. Oto bohater!!! Kolejny Piszczyk z zezowatym szczęściem
@qamyq
"Chińczyków, Koreańczyków, Turków, Wietnamczyków" - akurat z tymi nie ma problemu ani w Polsce, ani nigdzie indziej w UE.
już oceniałe(a)ś
7
0
@Ruda_Jolka
Ale też może być. Jednak są inaczej motywowani i zorganizowani.
już oceniałe(a)ś
0
0
W sumie, trudno naszemu Rządowi robić zarzut z tego, stawia zdecydowanie tamę tej zorganizowanej przez Białoruś akcji. Litwa się na tym przejechała; w ich ośrodkach dla imigrantów wybuchają co jakiś czas bunty, imigranci uciekają podkopem itd., bo nie można ich wysłać tam dokąd zmierzają tj do Niemiec, ale trzeba więzić, pilnować i karmić wbrew ich woli. Diabelska alternatywa i lepiej, że nasi twardo temu się opierają. Żaden z tych ludzi na granicy do Polski się nie wybiera i padli ofiarą prowokacji Łukaszenki.
Zupełnie nie rozumiem tego, co propagandowo wyczyniaTVN i co wczoraj robiła pani Katarzyna Kolenda, zatykając gębę temu wiceministrowi.
@believer
Jeżeli czemuś trudno się dziwić, to temu, że rząd mobilizuje sprawą uchodźców swój elektorat.
już oceniałe(a)ś
11
2
@believer
A ja nie rozumiem twoich problemów. Jeżeli rzeczywiście tak jest jak piszesz, że trzeba uchodźców karmić wbrew ich woli to zawsze można ich odesłać np do Iraku, prawda? Skoro Irak się zgodził by takie samoloty lądowały w Mińsku (by zabierać z powrotem) to chyba tym bardziej by się zgodził, by zabierać z Wilna.

Mnie się widzi, że ty opisujesz sytuację na granicy Węgierskiej w 2015. Ale przynajmniej w Usnarzu każdy chce złożyć wniosek azylowy w Polsce a nie czmychnąć dalej.
już oceniałe(a)ś
4
8
@gandharwa-2
"przynajmniej w Usnarzu każdy chce złożyć wniosek azylowy w Polsce a nie czmychnąć dalej"

Skąd wiesz? Siedziałeś w ich głowie? Oczywistym jest, że póki co uprawiają jedną narrację, bo chodzi im o wdarcie się w granice UE a jak będzie okazja mogą ją zmienić.
już oceniałe(a)ś
8
4
@gandharwa-2
To nie mój problem, na szczęście.
W Usnarzu raczej idzie o to, aby stworzyć precedens i usankcjonować przejazd mas ludzi przez zieloną granicę tj nielegalnie. Ci komercyjni uchodźcy mogli przecież zjawić się na oficjalnym przejściu granicznym, złożyć wniosek o ochronę zgodnie z prawem i nic złego by im się nie stało. Zostaliby przymusowo zakwaterowani w ośrodku dla imigrantów (podobno przysługuje im aż 2 m.kw na osobę) i czekali na przyznanie prawa pobytu w UE. Po dwóch tygodniach od takiej decyzji już by ich w Polsce nie było tak, jak np. stało się ze sławnymi 100 protestanckimi rodzinami sprowadzonymi w 2015r. z Damaszku przez fundację Pani Miriam Shaded. Już na lotnisku w Warszawie zaczęli się awanturować, że oni do żadnej Polski się nie wybierali, ale do Niemiec. Dzisiaj, śladu po nich nie ma, mimo, że dostali mieszkania, pracę, a dzieci szkołę.
W sumie, cynicznie rzecz biorąc, polski rząd mógłby tu wpuścić nawet milion tych młodych byczków z Bliskiego Wschodu, bo w Niemczech brakuje siły roboczej i po chwili już by ich tu nie było, bo nie po taki nędzny socjal i 2 m.kw na osobę tu gnają. Do Europy nie idą nędzarze, ale ci, których, lub ich rodziny stać na wydanie kilku tysięcy USD na tę operację. Popatrzcie uważnie na te postacie pokazywane od lat w telewizji, a załzawione obecnie oczy Wam się otworzą.
Mieszkałem długo na Bliskim Wschodzie i nie mam najmniejszych złudzeń, kto i po co do Europy, głównie, idzie. Po łatwe życie na socjalu, bo do ciężkiej, emigranckiej pracy się nie garną i po kobiety, do których w swoich krajach dostępu nie mają.
już oceniałe(a)ś
11
6
@gandharwa-2
Wniosek o udzielenie azylu nieskłada się na dziko na granicy !
Czy jest to tak trudne do zrozumienia przez niewolników wiary i Boga !
już oceniałe(a)ś
13
1
@believer
"Protestanckimi"? Skąd ty piszesz, po jakiemu ty piszesz? Byłeś na bliskim wschodzie? Co za bulszit. I co tam robiłeś? Też kłamałeś za hajs?
Jesteś kłamcą i trolem. Precz do GPC te brednie wypisywać.
już oceniałe(a)ś
7
9
@User2501
Tak, to była protestancka parafia z Bagdadu. Tam też są chrześcijanie.
już oceniałe(a)ś
6
1
@believer
Protestanci z Damaszku czy z Bagdadu? Ustal sobie jedną narrację, bo ci się trochę rozjeżdża.
już oceniałe(a)ś
1
1
"Najbardziej w tym wszystkim pokrzywdzeni są ? moim zdaniem ? właśnie uchodźcy, którzy nieświadomie stali się bronią w rękach dyktatora. To ludzie, którzy zostali oszukani, sprowadzeni na Białoruś w przekonaniu, że pośrednicy pomogą im legalnie dostać się do Europy, i którzy teraz cierpią. Zamiast życia, nowego startu w Unii Europejskiej doświadczają teraz okropnych rzeczy, co możemy obserwować choćby na granicy polsko-białoruskiej."

No właśnie. A w pisowskich wrzaskach mamy Białoruś Schroedingera - z jednej strony satrapia, z której trzeba przyjmować uchodźców i która maltretuje i głodzi cudzoziemców na granicy (jak wiemy "jak tam ktoś umrze to będzie wina Łukaszenki"), z drugiej strony bezpieczny kraj, który na pewno z dobrego serca udzieli azylu uchodźcom.
@mazop
Wszystko się zgadza: satrapia dla swoich, biuro turystyczne do nielegalnej emigracji do UE dla obcokrajowców z innych kontynentów.
już oceniałe(a)ś
1
0
giczan odgrzał tekst sprzed 10 lat
już oceniałe(a)ś
1
0
Trzeba jakąś akcję informacyjną przeprowadzić w tamtych krajach, że wjazd na Białoruś to pułapka, żeby inni ludzie nie pakowali się w taką koszmarną sytuację, żeby się nie wyprzedawali na te wizy, samoloty, przemytników itd. Powinni wiedzieć, że przez Litwę i Polskę nie przejdą, a nawet jeśli by dotrarli do Niemiec, to Niemcy i tak ich do tych krajów cofną prędzej czy później. To by było naprawdę humanitarne i chyba nie wymaga dużego wysiłku, tylko przetłumaczyć kilka tekstów na kilka języków Bliskiego Wschodu i Azji i rozsyłać je w sieci po różnch forach. Dlaczego nikt tego nie robi, dlaczego nie myśli o takich rzeczach?
już oceniałe(a)ś
1
0