Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

"Od kilku dni patrzę, jak wygląda polska debata publiczna nt. 'afgańskich uchodźców szturmujących granicę' i aż musiałem napisać krótkie sprostowanie, bo coś czuję, że za chwilę pewna partia znów będzie miała 45 proc. w sondażach" – napisał na Twitterze Giczan.

Sprawdzona metoda szantażu Łukaszenki

Białoruski dziennikarz zanalizował dostępne w internecie informacje, związane z kryzysem na granicy białoruskiej. Wynika z nich, że operacja wysyłania nielegalnych imigrantów, jaką prowadzi obecnie Białoruś, nosi kryptonim "Śluza". Została opracowana przez tamtejszy MSW już w latach 2010-11. Wtedy reżimowi Łukaszenki zależało na wywołaniu kryzysu, by uzyskać od Unii Europejskiej pomoc finansową na uszczelnienie granic. Cel został wówczas osiągnięty – Mińsk otrzymał kilkadziesiąt milionów euro pomocy.

Przemytem i kierowaniem migrantów na granicę z Litwą i Polską zajmuje się zaś OSAM, elitarna białoruska jednostka, którą można porównać do rosyjskiego specnazu.

Funkcjonariusze OSAM mieli na polecenie Mińska zajmować się przemytem imigrantów już w 2010 r. Tak utrzymuje współpracująca z białoruską opozycją organizacja BYPOL. Tworzą ją byli białoruscy oficerowie resortów siłowych, którzy uciekli do Polski po zeszłorocznych sfałszowanych wyborach prezydenckich. Według nich autorami operacji "Śluza" byli bracia Iwan i Juri Tertel – pierwszy był szefem białoruskiego KGB, drugi stał na czele OSAM.

Państwowe biuro sprowadza ludzi z Iraku

Z przedstawionych przez Giczana informacji wynika, że sprowadzaniem Irakijczyków na Białoruś zajmuje się państwowe biuro turystyczne Centrkurort. Imigranci oficjalnie przyjeżdżają do kraju jako turyści, płacąc za to od 600 do tysiąca dolarów. Później są kierowani przez przemytników pod granicę z Unią Europejską. Za opłatę wahającą się od tysiąca do 1,5 tys. dolarów przemytnicy obiecują ich przerzucić do Wilna lub Suwałk.

Zarówno litewskie służby graniczne, jak i Frontex – unijna agenda ds. ochrony granic – mają udokumentowane interwencje białoruskiej służby granicznej, która kieruje imigrantów na granicę z Unią Europejską i nie pozwala im wrócić na terytorium Białorusi. Co najmniej w jednym przypadku Białorusini zapędzili się tak bardzo w wypychaniu imigrantów, że weszli na terytorium Litwy.

Z opisów, jakie krążą na irackich forach wynika, że dostanie się do Unii Europejskiej przez Białoruś i Polskę jest bardzo proste. Zainteresowanie podróżami z Iraku na Białoruś na początku sierpnia wzrosło tak gwałtownie, że linie lotnicze Iraqi Airways zwiększyły częstotliwość lotów z Bagdadu i dołożyły większe samoloty.

Linie te 3 sierpnia otworzyły trzy dodatkowe połączenia do Mińska z kilku największych irackich miast – w tym z Irbilu, Basry. Bilety wyprzedały się w ciągu jednego dnia, na loty do końca października.

Obecnie jednak zostały zawieszone ze względu na interwencję Unii Europejskiej. Tadeusz Giczan pisze jednak, że Irakijczycy docierają teraz do Mińska, przesiadając się w na lotnisku w Stambule.

Władze białoruskie otwarcie zapowiadają zaostrzenie kryzysu. W poniedziałek Aleksander Łukaszenka zapowiedział, że w kierunku granicy z Polską zmierzają setki Afgańczyków, "których zaprosił do siebie Zachód". Białoruski dyktator obarczył odpowiedzialnością Polaków za wywołanie kryzysu, stwierdzając, że nie chcą ich przepuścić dalej do Niemiec.
Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.