Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Minęło 150 dni od uwięzienia Andrzeja Poczobuta. Polski dziennikarz i działacz niezależnego Związku Polaków na Białorusi wciąż przetrzymywany jest w znanym z nieludzkich warunków więzieniu Żodzino.

W tym czasie stan zdrowia chorującego na przewlekłą chorobę serca Andrzeja parokrotnie się pogarszał.

Gdy w czerwcu nasz redakcyjny kolega zakaził się koronawirusem, przez ponad miesiąc przebywał w piwnicznej celi, bez odpowiedniej opieki medycznej i w całkowitej samotności.

Jego żona Oksana w rozmowie z „Wyborczą" podkreśla, że nie ma nadziei na szybki proces. Bo co do jego nieuchronności, a w efekcie – wysokiego wyroku - rodzina nie ma wątpliwości.

Demonstracja pod ambasadą Białorusi w Warszawie w sprawie uwolnienia przetrzymywanych działaczy mniejszości polskiej, m.in. Andżeliki Borys i Andrzeja Poczobuta, 25 lipca 2021 r.Demonstracja pod ambasadą Białorusi w Warszawie w sprawie uwolnienia przetrzymywanych działaczy mniejszości polskiej, m.in. Andżeliki Borys i Andrzeja Poczobuta, 25 lipca 2021 r. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Rodzina czeka na listy z więzienia

- Na każdy list czekam, choć często czytać je jest mi bardzo trudno. Zwłaszcza kiedy Andrzej pisze np., że śni mu się, że siedzi w pokoju dziecka przy komputerze, ale w pewnym momencie zdaje sobie sprawę, że nie pamięta momentu uwolnienia z więzienia. I że już w tym śnie rozumie, że to tylko sen, że znowu obudzi się w celi – mówiła w ostatnim wywiadzie dla „Wyborczej" Oksana. – Albo że każdego wieczoru myśli sobie, że ma przed sobą o jeden dzień mniej odsiadki, że jest o jeden dzień bliżej domu. A my wciąż nie wiemy nawet, ile tych dni będzie, choć wszystko wskazuje na to, że bardzo wiele. Sądy są zamknięte, a prawo i tak nie działa. Boję się, że nie zobaczę Andrzeja nawet podczas rozpraw, bo nas nie wpuszczą.

Dzięki przekazanym przez Oksanę informacjom wiemy, że Andrzej przebywa obecnie  w kilkunastoosobowej celi. Kontakt z nim bliscy i znajomi mają nieregularny.

– Czasami listów nie ma w ogóle przez wiele dni, a czasami otrzymuję od razu pięć – opowiada Oksana.

W jednym z ostatnich listów Andrzej miał przekazać rodzinie, że po ustąpieniu upałów życie w celi stało się łatwiejsze.

– To cały on. Władze starają się również ułatwić życie więźniom w celi, urozmaicając je o wszy, koronawirusa, a teraz także osobę z HIV – ironizuje Oksana.

Oskarżeni w „sprawie Polaków"

Andrzej Poczobut, jako jedyny spośród pięciorga oskarżonych w tzw. "sprawie Polaków" działaczy, nie zgadza się na opuszczenie Białorusi i – mimo pogarszającego się stanu zdrowia oraz trudnych warunków sanitarnych – nie chce przystać na taką formę "uwolnienia".

Pięcioro działaczy niezależnego Związku Polaków na Białorusi zostało zatrzymanych pod koniec marca. Władze zarzucają im złamanie paragrafu 130 kodeksu karnego, czyli "umyślne działania mające na celu podżeganie do nienawiści narodowej i religijnej oraz sianie niezgody na podstawie przynależności narodowej, religijnej, językowej i innej, a także rehabilitację nazizmu popełnioną przez grupę osób".

Oficjalną przyczyną wszczęcia postępowania karnego stały się zaś obchody Dnia Żołnierzy Wyklętych, zorganizowane przez działaczy z Grodna.

Andżelice Borys i Andrzejowi Poczobutowi grozi od pięciu do dwunastu lat więzienia.

Maria Tiszkowska, Irena Biernacka oraz Anna Paniszyna pod koniec maja przystały na propozycję władz i skorzystały z możliwości wyjazdu do Polski. Żadna z nich nie ma obecnie prawa do powrotu do ojczyzny.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.