Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Jaka jest geneza obecnej sytuacji na granicy Białorusi i Unii Europejskiej?

Na granicy Białorusi z państwami UE od początku czerwca obserwujemy gwałtowny wzrost liczby migrantów bez dokumentów. Migranci, wśród których przeważają obywatele Iraku i Afganistanu, nierzadko w zorganizowanych kilkunasto- i kilkudziesięcioosobowych grupach usiłują nielegalnie przekroczyć od strony białoruskiej granice z Unią Europejską.

Władze UE, obrońcy praw człowieka oraz białoruska opozycja wiąże to z wydarzeniami z 23 maja, kiedy to białoruskie władze w celu aresztowania opozycjonisty Romana Protasiewicza uprowadziły samolot linii lotniczych Ryanair. Na zapowiedź wprowadzenia kolejnych, tym razem bardziej radykalnych sankcji przeciwko Białorusi, Aleksander Łukaszenka zareagował nerwowo.

25 maja oświadczył, że Białoruś wycofuje się z obowiązujących ją umów, m.in. o readmisji (zawracaniu uchodźców do granic kraju, z którego przybyli). - Zatrzymywaliśmy narkotyki i migrantów, teraz sami będziecie ich wyłapywać - mówił Łukaszenka.

Wszystko wskazuje na to, że Aleksander Łukaszenka nie tylko dotrzymał słowa i rozkazał osłabienie kontroli zachodnich granic, ale wręcz ułatwił potencjalnym uchodźcom przyjazd do Europy, czerpiąc z tego jednocześnie korzyści finansowe.

Białoruś jako jedno z niewielu państw od kilku lat wydaje migrantom z Bliskiego Wschodu wizy turystyczne, zaś w maju znacznie ułatwiła procedurę ich przyznawania i wydaje je właściwie od ręki. Wykupują oni wycieczki u lokalnych pośredników, współpracujących z państwową, białoruską firmą turystyczną Centrkurort. Dziennikarze śledczy dowiedli, że pośrednicy obiecują migrantom przedostanie się na terytorium Unii Europejskiej. Potencjalni uchodźcy zobowiązani są do wpłacenia depozytu w wysokości ok. 3 tysięcy dolarów. Jeśli po wygaśnięciu wizy turystycznej nie powrócą do swoich ojczyzn, kwota ta zasila - jako "kara za niewywiązanie się z umowy" - budżet Białorusi.

Z dziennikarskich śledztw zagranicznych redakcji, m.in. "Der Spiegel", Mediazony, LTR, Scanner Project, a także badań niezależnego centrum Dossier powołanego przez Michaiła Chodorkowskiego wynika, że migranci z Bliskiego Wschodu słono płacą przemytnikom za próbę przedostania się przez Białoruś do Europy. Za obietnicę dostania się na terytorium Litwy - od 6 do 10 tys. euro, a do Niemiec lub państw skandynawskich - nawet 15 tys. Wspomniane śledztwa potwierdziły też, że władze Białorusi nie tylko zaprzestały kontroli granic, ale wręcz czynnie działały, by ściągnąć do Europy jak najwięcej uchodźców.

Czyli to Białoruś jest odpowiedzialna za powstałą sytuację?

Białoruś wykorzystała pogarszającą się sytuację obywateli państw Bliskiego Wschodu. Według Międzynarodowej Organizacji ds. Migracji (IOM) liczba Afgańczyków opuszczających kraj gwałtownie wzrosła w ciągu ostatniego miesiąca. Nicolas Bishop z IOM tłumaczy, że drastyczny wzrost liczby osób migrujących w poszukiwaniu schronienia wynika z "niedawnego wycofania wojsk międzynarodowych i późniejszego gwałtownego pogorszenia się sytuacji w Afganistanie".

Przed wycofaniem obcych wojsk każdego roku około 750 tys. do miliona afgańskich mężczyzn migrowało z kraju. Wyjeżdżali głównie do Iranu, Turcji, regionu Zatoki Perskiej i Europy. Pogarszająca się w ostatnich miesiącach sytuacja w Afganistanie sprawiła, że na dużą skalę z Afganistanu uciekają teraz całe rodziny. Z DTM, czyli macierzy śledzenia ruchu, koncepcji wypracowanej w 2004 r. w celu monitorowania przemieszczeń, wynika, że obecnie z Afganistanu w ciągu tygodnia ucieka ok. 20-30 tys. obywateli i 600-700 rodzin.

Wszystkie te osoby zamierzają przyjechać do Europy?

Nie. Dane zebrane w ankiecie IOM przeprowadzonej wśród ponad 33 tys. afgańskich migrantów tuż przed ich wyjazdem do Iranu pokazują, że około 81 procent zamierzało pozostać w Iranie, 12 procent planowało udać się do Turcji, około czterech procent chciało dostać się do Europy, a dwa procent do Pakistanu.

Co dzieje się obecnie na granicy z Polską?

Na granicy między Polską a Białorusią, w pobliżu Usnarza Górnego w województwie podlaskim powstało obozowisko, w którym znalazło się ok. 50 migrantów. Obywateli Iraku i Afganistanu, którzy próbowali przejść granicę białoruską, nie przepuściły polskie służby graniczne. Nie mieli również możliwości powrotu na Białoruś, bo białoruscy pogranicznicy oraz wojsko stosują wobec nich przemoc, strzelają ostrzegawczo w powietrze i odgradzają się tarczami, by uniemożliwić im odwrót.

Mińsk tłumaczy to koniecznością „ochrony Białorusi i białoruskiego narodu przed deportacją na Białoruś nielegalnych migrantów z UE". To bezpośredni rozkaz Aleksandra Łukaszenki, który 5 sierpnia rozkazał, by białoruska straż graniczna „chroniła każdego metra zachodniej granicy".

- Nie będziemy przetrzymywać tych, których sami męczyliście w Afganistanie, Iranie, Iraku. Z powodu waszych sankcji nie mamy ani pieniędzy, ani siły, aby to robić - mówił Łukaszenka jeszcze w lipcu. W efekcie białoruska straż graniczna nie tylko nie pozwala na powrót osób bez dokumentów na teren Białorusi, ale wręcz – jak informowała straż graniczna Litwy – siłą próbuje przepchnąć ich przez granicę z UE, stosując przy tym nacisk fizyczny i psychologiczny.

Aktualną sytuację na granicy polsko-białoruskiej monitoruje białostocki oddział "Gazety Wyborczej".

Czyli białoruska straż graniczna nie tylko uniemożliwia migrantom powrót na teren Białorusi, ale wręcz stara się przepchnąć ich siłą na teren UE?

Na początku sierpnia przedstawiciele unijnej agencji bezpieczeństwa granic zewnętrznych Frontex, która pomaga litewskiej straży granicznej, nagrali grupę migrantów eskortowanych na granicę przez samochód białoruskiej straży granicznej. Po doprowadzeniu obywateli państw Bliskiego Wschodu na granicę, samochód zawrócił.

Białoruscy pogranicznicy sami również naruszają granicę. Do takiego incydentu doszło m.in. 17 sierpnia. MSW Litwy poinformowało, że 12 białoruskich funkcjonariuszy straży granicznej samodzielnie przeprowadziło grupę 35 migrantów przez zieloną granicę. W trakcie tej czynności białoruscy pogranicznicy nielegalnie przekroczyli granicę Litwy.

Czy polska strona działa w tej sytuacji zgodnie z prawem?

Jak podkreśla dr Paweł Cywiński, współtwórca Fundacji Polska Gościnność, która zajmuje się pomocą bezpośrednią uchodźcom, zgodnie z prawem międzynarodowym, jeśli migranci bez dokumentów zwrócili się z prośbą o udzielenie ochrony międzynarodowej, to zgodnie z zasadą non-refoulement -  jedną z najważniejszych zasad prawa azylowego i migracyjnego wynikającą z konwencji genewskiej, zawartą także w ustawie o udzielaniu cudzoziemcom ochrony na terytorium RP i w ustawie o cudzoziemcach - strona polska ma obowiązek ich przyjąć. Migranci bez dokumentów powinni zostać umieszczeni w ośrodkach dla cudzoziemców na okres rozpatrzenia ich wniosku przez urząd ds. cudzoziemców.

Słowa Cywińskiego potwierdza Maciej Mandelt ze stowarzyszenia Nomada, który podkreśla, że zgodnie z obowiązującymi przepisami osoby, które złożyły wniosek o udzielenie ochrony międzynarodowej, powinny mieć dostęp do pobytu w ośrodkach dla cudzoziemców. Z kolei te, które przebywają w "pasie" między krajami, powinny mieć prawo do złożenia takiego wniosku.

Ilu uchodźców próbuje przedostać się przez granicę UE z Białorusią?

Każdego dnia liczba uchodźców wzrasta. Z informacji litewskiej i łotewskiej straży granicznej wynika, że osoby, które zostały zawrócone z jednej granicy, starają się później o przekroczenie jej w innym miejscu. Władze Litwy informują, że od początku roku zatrzymały ok. 4 tys. osób, które usiłowały przekroczyć nielegalnie granicę. To 40 razy więcej niż w całym roku ubiegłym. Rekord dobowy padł 1 sierpnia, kiedy litewska straż graniczna poinformowała, że w ciągu ostatnich dwudziestu czterech godzin granicę bezprawnie przekroczyło 289 osób.

Początkowo osoby bez dokumentów, którym – mimo powstającego ogrodzenia, drutów kolczastych oraz wzmocnionej ochrony granic – udało się przekroczyć granicę, były umieszczane w prowizorycznych ośrodkach dla uchodźców i strzeżonych obozach namiotowych.

3 sierpnia szefowa MSW Litwy zadecydowała o zmianie praktyk. Od tej pory straż graniczna uprawniona jest do stosowania nacisku fizycznego i psychicznego wobec osób, które, mimo braku uprawnień, próbują przekroczyć granicę. Po tym, jak zaczęto je zawracać na Białoruś, wielu migrantów zaczęło kierować się na granicę z Łotwą i Polską.

W oparciu o liczby z ostatnich dwóch tygodni, MSWiA poinformował we wtorek „Wyborczą", że w sierpniu polska straż graniczna uniemożliwiła 1342 osobom przekroczenie granicy zaś 758 innych osadziła w zamkniętych ośrodkach dla uchodźców.

Przed czym uciekają uchodźcy?

Wielu z nich ucieka przed prześladowaniami, na które narażeni są w swoich krajach ojczystych. Liczba Afgańczyków, decydujących się na ucieczkę z kraju, zwiększyła się w kwietniu, kiedy Stany Zjednoczone ogłosiły wycofanie wszystkich swoich sił z Afganistanu. Ucieczka z kraju to dla tysięcy z nich jedyne wyjście, by uratować się przed wojną, eskalacją przemocy, represji i rosnącym ubóstwem.

Z raportu przedstawionego 13 sierpnia przez ONZ wynika, że w Afganistanie rośnie liczba ofiar śmiertelnych wśród cywilów, którzy giną na skutek działalności talibów. W całym kraju brakuje także jedzenia, z danych ONZ wiadomo, że co trzeci Afgańczyk cierpi głód. W dramatycznej sytuacji są też kobiety. Na podbitych terytoriach talibowie ustanawiają surowe prawo szariatu, znacznie ograniczając ich prawa.

Przed prześladowaniami uciekają także m.in. Irakijczycy. Wail, jeden z mieszkańców obozu dla uchodźców na Litwie, opowiadał redakcji BBC, że do wyjazdu z Iraku jego i całą jego rodzinę zmusiło niebezpieczeństwo wynikające z konfliktów na tle religijnym. „Jesteśmy sunnitami i z tego powodu obawialiśmy się o swoje życie z powodu konfrontacji z szyitami" - tłumaczył.

Czy osoby te są świadome, że próbując dostać się do Unii Europejskiej, łamią przepisy?

Jak się okazuje, nie zawsze. Wielu migrantów, którzy przybyli na Białoruś przy pomocy pośredników współpracujących z biurami podróży, jest przekonanych, że droga do Europy przez Białoruś jest legalna. Dziennikarz śledczy Kariejem Botane, podający się za Irakijczyka zainteresowanego ucieczką do Europy, usłyszał od kontrabandzisty: „Zorganizujemy samolot na Białoruś, gdzie zostaniesz na trzy, cztery dni, potem przewieźmy was na Litwę. Białoruski organizator wycieczek spotka się z tobą na lotnisku. Zatrzymasz się w hotelu, a ja przyjdę i zawiozę cię na granicę. Nikt cię nie zatrzyma, przecież będziesz mieć wizę" - cytuje niezależna redakcja Mediazona. 

Czy wszystkie osoby, które usiłują dostać się na terytorium UE, to uchodźcy?

Uchodźcami nazywane są zarówno osoby, które już otrzymały status uchodźcy, jak i te, które dopiero złożyły wniosek o ochronę międzynarodową, albo które są dopiero podczas ucieczki przed prześladowaniami. Dopiero decyzja odmowna na wniosek o przyznanie ochrony międzynarodowej uprawnia do podważania powodów opuszczenia kraju ojczystego przez daną osobę.

Jak radzą sobie inne kraje i co na to UE?

Litwa wprowadziła w ubiegłym tygodniu stan wyjątkowy na terenach przygranicznych, a Łotwa – nadzwyczajny. straż graniczna obu państw ma w związku z tym prawo zawracać migrantów usiłujących nielegalnie przekroczyć granice, użyć wobec nich siły fizycznej i środków przymusu bezpośredniego.

Zdania na temat metod i sposobu traktowania osób bez dokumentów wdrażanych przez Litwę, a później także przez Łotwę, są podzielone. Szef Komitetu Praw Człowieka w Sejmie Litwy Tomas Vytautas Raskevicius wprowadzenie przepisu o prawie do zawracania cudzoziemców skomentował tak: „Ta decyzja może naruszać dwie normy prawa międzynarodowego - zakaz zbiorowego wydalania cudzoziemców i zakaz wydalania do krajów, w których mogą być zagrożeni. Chodzimy po cienkim lodzie".

Także przedstawiciele Czerwonego Krzyża oficjalnie skrytykowali działania władz Litwy i Łotwy, które zdecydowały się na zawracanie cudzoziemców na Białoruś. - Zawracanie osób ubiegających się o azyl nie jest zgodne z Konwencją dotyczącą statusu uchodźców, Kartą praw podstawowych Unii Europejskiej i innymi instrumentami w walce o prawa człowieka - skomentowała przedstawicielka litewskiego Czerwonego Krzyża Egle Samuchovait.

Głos zabrała także Komisarz Praw Człowieka Rady Europy Dunja Majatovic, która podkreśliła, że bardzo ważne jest, aby państwa członkowskie Rady Europy w obliczu nagłego przybycia uchodźców, osób ubiegających się o azyl i migrantów - niezależnie od ich pochodzenia - w pełni wywiązały się ze swoich zobowiązań wynikających z Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, a także Konwencji dotyczącej statusu uchodźców i innych instrumentów międzynarodowych, którymi są związane.

Politykę Litwy i Łotwy wsparła Ylva Johansson, komisarz europejska odpowiedzialna za sprawy wewnętrzne. Podczas konferencji prasowej w Wilnie oświadczyła, że cudzoziemcy usiłujący przez Białoruś przekroczyć granicę z Litwą i innymi państwami UE są wykorzystywani jako „prowokacja Aleksandra Łukaszenki". „UE powinna dowieść, że nie ma swobodnego dostępu do strefy Schengen" - podkreśliła Johansson.

Opinia części europejskich przywódców zmieniła się po niedzielnych wydarzeniach w Kabulu, kiedy talibowie przejęli władzę. Jeszcze 11 sierpnia agencja Reutersa informowała, że Austria, Holandia, Niemcy, Grecja, Belgia i Dania wystosowały do KE list, w którym opowiadały się za deportacją uchodźców z Afganistanu, którym kraje UE odmówiły azylu. Już dzień później rządy Niemiec i Holandii poinformowały o wycofaniu się z wcześniejszego apelu.

- Sytuacja ulega tak szybkim zmianom i jest w tej chwili na tyle niepewna, że postanowiłam wstrzymać wydawanie decyzji i deportacje - poinformowała wiceministra sprawiedliwości Holandii Ankie Broekers-Knol.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.