Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Litewska straż graniczna za wszelką cenę stara się nie dopuścić, by nieuprawnieni do przekroczenia granicy obywatele m.in. Iraku, Syrii, Iranu czy Turcji znaleźli się na terenie Litwy. Każdego dnia dziesiątki osób bez dokumentów zawracanych jest na granicy, którą próbują nielegalnie przekroczyć. W poniedziałek z litewskiej granicy zawrócono na Białoruś co najmniej pięćdziesięciu migrantów o nieudokumentowanym statusie. W ubiegłym tygodniu w ciągu każdej doby odsyłano jednak nawet do 300 osób bez prawa do przekroczenia granicy UE.

Migranci przepędzani siłą

Obrońcy praw człowieka alarmują, że 3 sierpnia szefowa litewskiego MSW zmieniła przepisy dotyczące traktowania imigrantów na granicy. Od tamtej pory straż graniczna Litwy stosuje nierzadko wobec nieuprawnionych przybyszy nacisk – fizyczny i psychiczny. Działania te zostały skrytykowane m.in. przez przedstawicieli Rady Europy, ONZ oraz Czerwonego Krzyża, którzy wskazywali, że nie są one zgodne choćby z konwencją genewską, dotyczącą statusu uchodźców, czy Kartą Praw Podstawowych UE.

O tym, czego doświadczają migranci bez dokumentów, opowiada m.in. litewski obrońca praw człowieka Vytautas Valentinavicius, który obserwował sytuację na granicy osobiście: „Migranci stali po stronie białoruskiej i błagali, by wpuścić ich do bezpiecznego kraju, na Litwę. Strażnicy byli nieugięci, przepędzali ludzi. Mówili, że mają wracać na bezpieczną Białoruś" – relacjonuje na Facebooku.

Białoruś jednak migrantów z Iraku też nie chce, co zdążył już oświadczyć Aleksander Łukaszenka. 5 sierpnia na jego osobisty rozkaz białoruska straż graniczna wzmocniła kontrolę, tak by „żadna stopa z określonej strony nie była w stanie przekroczyć granicy i zagrażać białoruskiemu narodowi".

Powrót migrantom bez dokumentów, usiłującym przekroczyć granice Białorusi z UE, uniemożliwiają więc strażnicy w hełmach, z tarczami i teleskopowymi pałkami. Z opowieści Valentinaviciusa wynika, że granicy strzegą siłowicy, którzy, by zniechęcić osoby bez dokumentów do powrotu, co chwila oddają w powietrze strzały ostrzegawcze.

Uwięzieni w pasie "ziemi niczyjej"

Potrzask, w jakim znaleźli się migranci bez dokumentów, udało się zaobserwować litewskiej redakcji 15min.lt. Na opublikowanym przez nią nagraniu widać, jak grupa migrantów utknęła na pasie neutralnego terytorium. Strona litewska, strzegąc swoich granic, przepędza ich na wschód, zaś białoruscy strażnicy odgradzali się od nich tarczami, by uniemożliwić im powrót. Do takich samych sytuacji dochodzi regularnie na granicy białorusko-łotewskiej. Na nagraniu, opublikowanym 12 sierpnia przez Ministerstwo Obrony Łotwy, widać, że za grupą siedzących na torach kolejowych migrantów stoją m.in. białoruscy wojskowi z karabinami i funkcjonariusze przypominający OMON.

Białoruskie władze tłumaczą swoje działania koniecznością walki o „bezpieczeństwo narodu" oraz przeciwdziałania „atakowi ze strony Litwy". Zdaniem Łukaszenki „Litwa zmusza migrantów do naruszania granicy białoruskiej". Aleksander Łukaszenka ostrzegł także, że jeśli działania Litwy będą się w tej kwestii nasilać, dojdzie do „niebezpiecznej sytuacji i konfliktu".

Łukaszenka sprowadzał migrantów „na wycieczki"

Mimo że Aleksander Łukaszenka próbuje stworzyć pozory, jakoby to Unia Europejska próbowała zaatakować Białoruś i „podrzucić jej migrantów sprowadzonych wcześniej na swoje punkty graniczne", śledztwa przeprowadzone przez dziennikarzy i obrońców praw człowieka dowodzą, że jest inaczej.

Założone przez Michaiła Chodorkowskiego niezależne Centrum Badawcze Dossier oraz redakcja "Der Spiegel" przygotowały raport, z którego wynika, że za masowe sprowadzanie Irakijczyków na Białoruś odpowiada białoruska firma turystyczna Centrkurort podlegająca administracji prezydenta. Dzięki powiązaniom z administracją prezydenta przyznała ona od maja setki wiz obywatelom Iraku, którzy Białoruś mieli odwiedzić rzekomo turystycznie w ramach zorganizowanych „wczasów myśliwsko-łowieckich". Centrkurort otrzymał specjalne uprawnienia, bo o wydaniu wiz decydować powinno MSZ.

Autorzy raportu podkreślają, że Mińsk postanowił wykorzystać migrantów do szantażowania krajów europejskich w odpowiedzi na sankcje UE wobec władz Białorusi.

„Niech proszą o azyl na Białorusi"

Oszukanych migrantów bez dokumentów, którym – jak sami mówią w materiale redakcji Euronews – obiecywano możliwość dotarcia i osiedlenia się na terenie UE, nikt nie chce przyjąć. Władze Białorusi zapowiedziały, że nie ma dla nich w kraju miejsca. Nieprzygotowane na przyjęcie bezprecedensowej liczby migrantów bez dokumentów Litwa i Łotwa, która po rozpoczęciu zawracania przez litewską straż graniczną migrantów stała się kolejnym celem, mówią z kolei wprost, że priorytetem jest dla nich dobrobyt i bezpieczeństwo własnych obywateli.

Premier Łotwy Arturs Krišj?nis Kari?š oświadczył we wtorek: „Jako państwo członkowskie UE, jako społeczeństwo demokratyczne mamy obowiązek chronić naszych mieszkańców przed zagrożeniem wojny hybrydowej. Zgadzam się co do praw człowieka na świecie, ale demokratyczne państwo musi być w stanie bronić się w przypadku ataku. Jeśli ci obywatele skarżą się na życie w swoim kraju, jeśli nie mogą tam mieszkać, to mają wszelkie prawa do ubiegania się o azyl w kraju, do którego przybyli – to znaczy na Białorusi".

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.