Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

„Pierwsza ofiara bestialstwa Litwinów na granicy" – notatką o takim tytule we wtorek wieczorem powiadomił o rzekomej śmierci Irakijczyka, którego mieli zakatować litewscy pogranicznicy, jeden z podległych reżimowi kanałów w internecie. 

Do tragedii miało dojść w pobliżu przejścia granicznego Bieniakonie (obwód grodzieński). Jak poinformowała administracja Aleksandra Łukaszenki, pogranicznicy białoruscy mieli tam znaleźć skatowanego 29-letniego Irakijczyka, który „skonał im na rękach".  

Litwini obóz dla migrantów z Bliskiego Wschodu przerzucanych przez granicę przez władze białoruskie ulokowały we wsi Rudniki pod SolecznikamiLitwini obóz dla migrantów z Bliskiego Wschodu przerzucanych przez granicę przez władze białoruskie ulokowały we wsi Rudniki pod Solecznikami Fot. Mindaugas Kulbis / AP Photo

Winę za tę śmierć Mińsk od razu przypisał Litwinom. Już godzinę po ukazaniu się pierwszej wiadomości na ten temat pod ambasadą Litwy w Mińsku zebrali się demonstranci z transparentami: „Litewscy oprawcy – zabójcy demokracji", „Litwa - obóz koncentracyjny XXI wieku". Skandowali: „Nie zapomnimy, nie wybaczymy!". 

Reżim najwyraźniej chce rozkręcić skandal. Kontrolować śledztwo w sprawie śmierci Irakijczyka będzie osobiście sam Łukaszenka. Rozkazał już odnaleźć krewnych rzekomo zabitego, dać im wizy, a także sprowadzić ich na Białoruś, żeby mogli zabrać ciało. 

MSW Litwy: To bajki braci Grimm

Władze Litwy twierdzą, że doszło do prowokacji, a w rzeczywistości w pobliżu granicy żadnego ciała nie było. Zwracają uwagę, że zmasakrowanego Irakijczyka znaleziono rzekomo na terytorium Białorusi, a nie Litwy, a także – że Białorusini raz mówią, że na ciało natknęli się „miejscowi mieszkańcy", raz – że funkcjonariusze straży granicznej. Poza tym nie opublikowano żadnych zdjęć ciała ani żadnych innych materiałów dowodzących, że rzeczywiście doszło do tragedii. 

Agn? Bilotait?, litewska minister spraw wewnętrznych, opowieści o martwym Irakijczyku nazwała „głupotami" i „bajkami braci Grimm". – Przeciw Litwie prowadzona jest wojna hybrydowa. Dezinformacja jest jednym z jej przejawów – wyjaśniła szefowa resortu. 

Na „śmierć na granicy" zareagowało natychmiast rzekome „islamistyczne podziemie" na Litwie. Redakcja popularnego portalu Alfa.lt otrzymała list od niejakiego „Jusefa Arafata", ostrzegającego, że „wojownicy Allaha", których w kraju są już rzekomo „tysiące", podłożyli bomby w centrach handlowych, instytucjach w Wilnie, a także w stołecznym urzędzie stanu cywilnego. Terroryści, jak zapewnił autor listu, pragną zemsty i dla niej gotowi są złożyć nawet ofiarę z własnego życia. 

Łukaszenka zaprasza turystów z Bliskiego Wschodu

Mińsk od tygodni zalewa Litwę falą nielegalnych migrantów z Bliskiego Wschodu i Afryki. Mści się w ten sposób na sąsiadach i Unii Europejskiej za nałożone na Białoruś sankcje. 

Litwini obóz dla migrantów z Bliskiego Wschodu przerzucanych przez granicę przez władze białoruskie ulokowały we wsi Rudniki pod SolecznikamiLitwini obóz dla migrantów z Bliskiego Wschodu przerzucanych przez granicę przez władze białoruskie ulokowały we wsi Rudniki pod Solecznikami Fot. Mindaugas Kulbis / AP Photo

Od końca maja władze Litwy zatrzymały już ponad 4 tys. osób, które nielegalnie przekroczyły białoruską granicę. Litwini wyłapują ich i umieszczają w tymczasowych obozach, ale ich liczba stale rośnie. Baćka rzekomo chce, by liczba niechcianych przybyszy doszła do co najmniej 10 tys., czyli okazała się liczniejsza niż armia Litwy, bo w tej sytuacji dojdzie w tym kraju do bardzo poważnego kryzysu. 

Dlatego Łukaszenka zorganizował most powietrzny między Mińskiem a portami lotniczymi na Bliskim Wschodzie i stale zwiększa liczbę rejsów na tych trasach. Państwowa firma turystyczna Centrkurort prowadzi na Bliskim Wschodzie kampanię zachęcającą do „zwiedzania Białorusi". Jej klienci automatycznie otrzymują wizy. 

Władze białoruskie cynicznie zapewniają, że wzbierający potok turystów jest efektem rosnącej „atrakcyjności kraju". – Przyjeżdżają, żeby zapoznać się z naszą kulturą, z naszą cywilizacją. I to jest dobre – twierdzi Andrej Sawinych, szef komisji zagranicznej białoruskiego parlamentu. 

W rzeczywistości Białoruś przyciąga, bo uciekającym z Iraku, Syrii czy Afryki obiecuje się, że stąd przy pomocy miejscowych władz bez przeszkód przejdą granicę z Unią Europejską i dotrą do Niemiec, Holandii czy Skandynawii. I za to są gotowi płacić po 5 tys. dolarów – większość tych pieniędzy trafia do kasy państwa białoruskiego. 

Litwa prosi UE o pomoc w budowie płotu

Litwini planują postawić tamę kierowanej na ich kraj fali migrantów, odgradzając się od sąsiadów płotem wzdłuż całej granicy. Szef ich służby granicznej Vitas Macaitis oblicza, że wzniesienie wysokiego na cztery metry, długiego na co najmniej 508 km płotu z mocnej siatki musiałoby kosztować ponad 152 mln euro. Litwy na to jednak nie stać. Kraj nie ma nawet dosyć drutu na taką konstrukcję. Wilno liczy więc na wsparcie i pomoc Unii Europejskiej. Brukseli jednak budowanie nowych murów w Europie nie bardzo pasuje. 

Na razie Litwini zdecydowali się wypędzać z powrotem na Białoruś migrantów, którzy nielegalnie przeszli przez granicę. We wtorek udało im się, jak to określiła służba prasowa pograniczników, „wyprzeć" 180 przybyszy. 

Łukaszenka rozkazał jednak swoim służbom "zamknąć każdy metr granicy". – Od dziś żadna noga z południa czy zachodu na terytorium Białorusi stanąć nie może – zapowiedział. Dodał, że uprzedził sąsiadów, iż nie pozwoli na "taktykę wyrzucania ludzi, których oni sami do siebie zaprosili". Mińsk, rzecz jasna, "zamyka granicę" tylko w jedną stronę, by nie pozwolić Litwinom na zawracanie migrantów, których Białorusini sprowadzają z Bliskiego Wschodu i Afryki. 

Łukaszenka chce dalej grać migrantami, wywołać przy ich pomocy głęboki kryzys na Litwie i w konsekwencji w całej Unii Europejskiej. Eksperci tacy jak Waler Karbalewicz czy Piotr Kuzniecow uważają, że dyktator pragnie doprowadzić do takiego chaosu, który zmusi Zachód do negocjacji z nim i rezygnacji z nałożonych na Białoruś sankcji w zamian za zatrzymanie fali uchodźców, którą sam wywołał. 

Jeśli jednak Wilno okaże się konsekwentne i będzie zawracać migrantów wbrew groźbom Łukaszenki, to ich powracająca fala stanie się trudnym problemem dla samego Baćki. Teraz to on będzie musiał przyjąć u siebie „turystów" zafascynowanych „cywilizacją i kulturą" jego kraju, umieścić ich w obozach i utrzymywać. Część z nich będzie pewnie próbować poszukać szczęścia w Rosji, do której z Białorusi dostać się łatwo. A Kremlowi obawiającemu się islamistów to się nie spodoba. 

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.