Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W poniedziałek Wital Szyszou, szef organizacji Białoruski Dom na Ukrainie wyszedł z mieszkania pobiegać i przepadł. Po czterech godzinach zaniepokojona partnerka Witala powiadomiła jego współpracowników i policję. Policja wraz z gwardią narodową rozpoczęła poszukiwania, pomagali im białoruscy aktywiści i znajomi zaginionego. Poszukiwania wstrzymano o godz. 22 i wszczęto ponownie we wtorek o świcie.

Niemal dobę po zniknięciu Białorusina odnaleziono powieszonego w parkowo-leśnym kompleksie znajdującym się niedaleko jego miejsca zamieszkania.

Znajomi twierdzą, że nic w zachowaniu Szyszoua nie wskazywało na to, by zamierzał się targnąć na życie.

Policja: samobójstwo albo jego imitacja

Służby biorą pod uwagę dwa scenariusze: samobójstwo i zabójstwo imitujące samobójstwo. Kijowska policja poinformowała o tym podczas konferencji prasowej we wtorek.

Szyszou miał zdartą skórę na nosie, zadrapania na lewym kolanie i klatce piersiowej. Według wstępnej analizy te obrażenia mogły być następstwem upadku, ale więcej będzie wiadomo po przeprowadzeniu szczegółowej ekspertyzy.

Szef policji Ihor Kłymenko zaznaczył również, że na miejscu znaleziono ślad buta – służby badają, czy należał on do Szyszoua. Dokładnej ekspertyzie poddana zostanie również sama pętla i sposób jej umocowania oraz znalezione na miejscu pieńki. Policja chce ustalić, czy Szyszou mógł przy ich użyciu zawiązać sznur na wysokości 3,8 metra.

Służby ostrzegały Szyszoua 

Według informacji opublikowanych przez Białoruski Dom na Ukrainie Szyszou brał udział w sierpniowych protestach w Homlu na Białorusi, na Ukrainę uciekł jesienią ubiegłego roku. W internecie nie ma praktycznie żadnej informacji o jego działalności do momentu, kiedy został jednym ze współzałożycieli Białoruskiego Domu na Ukrainie.

Według jego współpracowników pomagał rodakom, którzy przyjeżdżali na Ukrainę, oraz organizował protesty przeciwko białoruskim władzom w Kijowie.

Przyjaciel Szyszoua Jurij Szczuczko powiedział w telewizji Ukraina 24, że współpracownicy Służby Bezpieczeństwa Ukrainy mieli ich kilka razy ostrzegać przed agenturą białoruskich służb na Ukrainie. Białoruskie KGB ma rozszerzać swoją siatkę agenturalną na Ukrainie, wykorzystując uciekinierów z Białorusi.

– Wital zajmował się weryfikacją tych ludzi. On był naszym kontrwywiadem. W prywatnym znaczeniu. I tak, wiedzieliśmy, że na nas polują – powiedział Szczuczko.

Podczas konferencji prasowej rzecznik policji Artem Szewczenko zaznaczył, że tylko przez pierwsze sześć miesięcy tego roku granicę z Ukrainą przekroczyło 115 tys. Białorusinów, a w 2020 r. było ich 416 tys.

Kontrowersje wokół Białoruskiego Domu na Ukrainie

Dziennikarz śledczej grupy Bellingcat Christo Groziew w komentarzu dla radia Echo Moskwy stwierdził, że rosyjskie FSB ma swoich agentów wśród białoruskiej opozycji na Ukrainie. Zapowiedział też, że Bellingcat przeprowadzi własne śledztwo w sprawie śmierci Szyszoua.

Czy Groziew, mówiąc o agentach FSB, miał na myśli również ludzi związanych z samym Białoruskim Domem na Ukrainie? Oficjalnie jego współzałożycielem obok Szyszoua był również jego zastępca Rodion Batulin. W lipcu 2019 r. brał on udział w napadzie na samochód byłego prezydenta Petra Poroszenki. Wcześniej był jednym z białoruskich ochotników walczących w Donbasie w batalionie Azow.

W tym samym batalionie walczył również Siarhej Karotkich, który na początku lat 90. służył w zwiadzie białoruskiej armii, a potem uczył się przez dwa lata w akademii białoruskiego KGB. W późniejszych latach aktywnie udzielał się w ruchu neonazistowskim na Białorusi i w Rosji. Wiosną 2014 r. przeprowadził się na Ukrainę. Był pierwszym z walczących obcokrajowców w Donbasie, który otrzymał ukraińskie obywatelstwo (w grudniu 2014 r.).

Już w 2015 r. zamienił wojnę na posadę szefa wydziału ochrony strategicznych obiektów przy MSW Ukrainy. Batalion Azow powstawał pod skrzydłami ówczesnego ministra spraw wewnętrznych Arsena Awakowa. A sam Karotkich zaprzyjaźnił się z synem Awakowa. W odróżnieniu od wielu walczących na wojnie ochotników Karotkich potrafił też jednocześnie zadbać o swoją sytuację finansową. W 2015 r. miał dwa mieszkania w Kijowie i pół miliona dolarów. Teraz jest też właścicielem jednego ze stołecznych klubów nocnych.

Według białoruskiej redakcji radia Swoboda to właśnie Karotkich stoi za powołaniem organizacji Białoruski Dom na Ukrainie. A niektóre ukraińskie media od lat piszą o możliwych powiązaniach Karotkicha z białoruskimi i rosyjskimi służbami.

Zachód oburzony

Ambasada USA w Kijowie oraz ministrowie kilku krajów UE wezwały ukraińskie władze do przeprowadzenia rzetelnego śledztwa w sprawie śmierci białoruskiego aktywisty.

Posłanka do Parlamentu Europejskiego z niemieckiej partii zielonych Viola von Cramon-Taubadel oraz litewski europoseł Petras Auštrevicius obarczyli odpowiedzialnością za śmierć Szyszoua reżim Łukaszenki.

Litewski polityk przypomniał również zabójstwo białorusko-ukraińskiego dziennikarza Pawła Szeremeta, który zginął po eksplozji ładunku wybuchowego w jego samochodzie w lipcu 2016 r. W opinii wielu komentatorów zleceniodawcą tej wciąż niewyjaśnionej sprawy były białoruskie służby.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.