Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Od dwóch tygodni na Białorusi trwa nasilający się z każdym dniem proces „czyszczenia pola" nie tylko ze wszystkich niepokornych wobec reżimu, ale także tych, którzy w jakimkolwiek celu się zrzeszają. W ciągu ostatnich kilkunastu dni siłowicy przeprowadzili setki rewizji w całym kraju.

Najpierw funkcjonariusze przyszli do niezależnych dziennikarzy, obrońców praw człowieka i aktywistów. Kilkudziesięciu z nich było przesłuchanych, zaś co najmniej szesnastu uwięziono w mińskich aresztach Okrestino i Wołodarka na podstawie sfabrykowanych zarzutów z kodeksu karnego.

"Mózgi wyprane przez Zachód"

Wszystko wskazuje na to, że dzisiaj przyszedł czas na rozgromienie wszelkich niezależnych organizacji, co zresztą Aleksander Łukaszenka zapowiedział podczas ostatniego spotkania z prezydentem Rosji Władimirem Putinem, twierdząc, że to one odpowiedzialne są za „terror w kraju".

Do tematu wrócił też w czwartek, podczas spotkania Rady Ministrów. W trakcie obrad Łukaszenka oświadczył, że trwająca w kraju czystka przebiega „niełatwo", bo za licznymi organizacjami pozarządowymi, utworzonymi „pod pozorem demokratyzacji", stoi „tysiące Białorusinów z wypranymi przez Zachód mózgami". Jego zdaniem to niezależne organizacje oraz media „finansowały protesty".

Po takich wypowiedziach prezydenta trudno się dziwić, że Miński Państwowy Komitet Wykonawczy poinformował w piątek o likwidacji kilkunastu niezależnych organizacji, wśród których nie brakuje także tych zupełnie apolitycznych. Jako powód komitet wykonawczy podał np. „realizację działalności nieodpowiadającej statutowi organizacji" albo „poważne naruszenie porządku publicznego".

Zakazać wszystkiego

Jak podkreśla Jana Gonczarowa, specjalistka ds. komunikacji z organizacji Human Constanta zajmującej się ochroną praw człowieka, przedstawiciele kilkudziesięciu niezależnych organizacji o ich zamknięciu na mocy decyzji białoruskiego sądu dowiedzieli się przypadkiem, już po fakcie, kiedy w piątek w Ujednoliconym Państwowym Rejestrze Organizacji naniesiono zmiany.

- Nikt nas nie ostrzegał ani w żaden sposób nie informował. Dowiedzieliśmy się przez przypadek - tłumaczy Gonczarowa.

Na wciąż aktualizowanej liście zlikwidowanych organizacji znalazły się więc dzisiaj m.in.: Biuro Europejskiej Wiedzy Fachowej i Komunikacji, organizacja, która zaangażowała się we wspieranie społeczeństwa obywatelskiego na Białorusi i w regionach rozwijających się, Youth Labor Rights zajmująca się udzielaniem pomocy młodym specjalistom, Centrum Rozwiązań Środowiskowych, Urząd Praw Osób Niepełnosprawnych czy Centrum Miłośników Zwierząt.

Jak twierdzi Jegor Skoworoda, dziennikarz niezależnej rosyjskiej redakcji Mediazona z siedzibą m.in. na Białorusi, w ten sam sposób potraktowano co najmniej 45 innych niezależnych organizacji.

- Oczywiste jest, że to nie koniec czystki. Ekolodzy, obrońcy praw człowieka, naukowcy, prawnicy, ludzie, którzy pomagali osobom niepełnosprawnym i emerytom – wszystko jest teraz zakazane - komentuje w rozmowie z „Wyborczą".

Rośnie liczba więźniów politycznych

W czwartek władze Białorusi wszczęły na żądanie ministerstwa sprawiedliwości procedurę likwidacji krajowego PEN Clubu, któremu przewodzi laureatka nagrody Nobla Swietłana Aleksijewicz. Białoruskiemu oddziałowi światowej organizacji promującej intelektualną współpracę pisarzy z całego świata zablokowano w tym tygodniu konta bankowe. Taką samą procedurę władze rozpoczęły w tym tygodniu wobec Białoruskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Na oficjalnej liście białoruskich więźniów politycznych aktualizowanej przez Centrum Ochrony Praw Człowieka „Wiasna" znajduje się obecnie 587 osób. To rekord w historii współczesnej Białorusi.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.