Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Władze Litwy zmagające się z tego powodu z kryzysem migracyjnym oskarżają Aleksandra Łukaszenkę o wykorzystywanie migrantów bez dokumentów jako "zemsty" za europejskie sankcje i broń w wojnie hybrydowej.

Ten w wywiadzie udzielonym w poniedziałek redakcji Sky News Arabia obwinił o wszystko "przestępcze grupy" z Litwy, które "przywożą tam migrantów". – Jeśli chcecie, byśmy wam pomogli, nie zakładajcie nam pętli na szyję – oznajmił (odnosząc się do europejskich sankcji).

14.07.2021, Druskienniki, Litwa. Kameruńczycy w ośrodku dla uchodźców.14.07.2021, Druskienniki, Litwa. Kameruńczycy w ośrodku dla uchodźców. Fot. Mindaugas Kulbis / AP Photo

Coraz tłoczniej na litewskiej granicy

Każdego dnia litewskie służby graniczne zatrzymują na granicy dziesiątki ludzi bez dokumentów.

W poniedziałek, mimo znacznego wzmocnienia granic i patrolowania ich także przez wojsko oraz służby Frontex, zatrzymali 32 osoby bez prawa do wjazdu na teren UE, w niedzielę – 41.

W sumie w tym roku – ponad 2100, podczas gdy w 2020 zaledwie 81.

Dla Litwinów to problem. Złe stosunki z Białorusią uniemożliwiają przeprowadzenie, jak dawniej, wspólnego śledztwa i ewentualną deportację osób, które nielegalnie przekroczyły granicę przez Białoruś.

W obecnej sytuacji Wilno musi więc sobie radzić samo, czyli wszcząć długą procedurę przyznania statusu uchodźcy, a tych, którym on nie przysługuje – deportować do państwa, z którego migrant pochodzi.

Z kolei na czas procedury uchodźczej, trwającej nierzadko wiele miesięcy, osoby bez dokumentów muszą znaleźć miejsce w ośrodkach dla migrantów. A tych Litwini nie mają dostatecznie dużo.

Oliwy do ognia dolewa Aleksander Łukaszenka, który kilkakrotnie podkreślił ostatnio, że z powodu nakładanych na Białoruś przez Unię Europejską (po raz kolejny) sankcji nie zamierza dłużej wywiązywać się dotychczasowych umów.

– Zatrzymywaliśmy narkotyki i migrantów, teraz sami będziecie je jeść, a ich – wyłapywać – mówił pod koniec maja.

W czerwcu zaś dodał: – Dziś oni [kraje Zachodu] zawyli. Ach, Białorusini ich nie chronią. Tysiące nielegalnych migrantów rzuciło się na Litwę, Łotwę i Polskę. Domagają się, byśmy chronili ich przed przemytem, przed narkotykami. Nawet zza Atlantyku słychać wołanie o pomoc, żeby, jak to było wcześniej, nie dopuszczać, by materiały jądrowe docierały do Europy. Więc chcę zapytać: oszaleliście tam wszyscy? Rozpętaliście przeciwko nam wojnę hybrydową, a teraz domagacie się, abyśmy was chronili jak dawniej?

14.07.2021, Druskienniki, Litwa. Irakijczycy w ośrodku dla uchodźców.14.07.2021, Druskienniki, Litwa. Irakijczycy w ośrodku dla uchodźców. Fot. Mindaugas Kulbis / AP Photo

15 tysięcy euro za wyjazd do Europy

Litewska redakcja LTR, rosyjsko-białoruska niezależna Mediazona oraz Scanner Project przeprowadziły śledztwo z którego wynika, że migranci z Bliskiego Wschodu słono płacą przemytnikom za próbę przedostania się przez Białoruś do Europy.

Za obietnicę dostania się na terytorium Litwy – od 6 do 10 tys. euro, a do Niemiec lub państw skandynawskich – nawet 15 tys.

Dziennikarzom śledczym udało się dotrzeć do jednego z organizatorów takich „wycieczek" w Iraku. W rozmowie z lokalnym dziennikarzem, podającym się za osobę chcącą przedostać się do Unii Europejskiej, zapewniał on, że droga do Europy przez Białoruś jest w pełni legalna, bo to jedno z niewielu państw, które od kilku lat wydaje mieszkańcom Bliskiego Wschodu dwutygodniowe wizy turystyczne [trzy miesiące temu warunki ich otrzymania stały się znacznie prostsze i obecnie wydawane są właściwie od ręki].

Litewski minister spraw zagranicznych Gabrielius Landsbergis w wywiadzie dla "Financial Times" mówił w czerwcu, że ci, którzy nielegalnie przekroczyli granicę jego kraju, wykupili wycieczki w białoruskim biurze podróży Centrkutort, a wizy turystyczne otrzymali od Białorusinów automatycznie. Nie za darmo.

Właściciel irackiego biura podróży Meer Sahebran wyjaśnił dziennikarzom śledczym, że ci, którzy chcą pojechać na Białoruś – bez względu na swoje dalsze plany – zobowiązani są do wpłaty depozytu wysokości 3 tys. dolarów. Jeśli nie wrócą z wycieczki, jego biuro musi przekazać depozyt białoruskiemu biuru, z którym współpracuje. To grzywna za niewywiązanie się „turystów" z umowy.

14.07.2021, Druskienniki, Litwa. Migranci z Kamerunu, Nigerii i Sierra Leone w ośrodku dla uchodźców.14.07.2021, Druskienniki, Litwa. Migranci z Kamerunu, Nigerii i Sierra Leone w ośrodku dla uchodźców. Fot. Mindaugas Kulbis / AP Photo

Wycieczka po Mińsku, a potem na granicę

Z opowieści osób bez dokumentów przebywających obecnie w litewskim ośrodku dla migrantów wiadomo, że po wylądowaniu na lotnisku w Mińsku do jednego ze stołecznych hoteli odwoził ich białoruski kierowca. W wielu przypadkach Irakijczycy i obywatele innych państw Bliskiego Wschodu nie znali nazwy białoruskiego biura podróży, z którego usług korzystali.

Część z nich podczas kilkudniowego pobytu rzeczywiście miała organizowane wycieczki. Zwiedzali muzea, biblioteki i miasto. Wyjazdy na litewsko-białoruską granicę odbywały się w nocy.

– To był trzeci lub czwarty dzień pobytu. Kiedy wróciliśmy do hotelu, ok. 22 ktoś po prostu zapukał do drzwi i powiedział: Przygotujcie się, wyjeżdżamy dziś wieczorem. Zebraliśmy się w godzinę, a on czekał na nas na dole – opowiadał dziennikarzom litewskiej redakcji LTR jeden z migrantów w ośrodku.

Mężczyzna tłumaczył, że po dotarciu na granicę z Litwą kierowca busa miał wskazywać migrantom ręką kierunek i powiedział: „Pójdziecie tam i będzie Europa. Prosto, zobaczycie ogrodzenie, łatwo je przejść. I już będzie Litwa. Po drugiej stronie będzie czekał samochód. Zabierze was dalej".

Po stronie litewskiej nikt jednak nie czekał. Wkrótce zatrzymały ich służby graniczne.

„Tam jest Europa, idź"

Migranci bez dokumentów docierają na granicę litewsko-białoruską także ze Stambułu. Taka podróż jest znacznie tańsza, kosztuje ok. 5 tys. dol. od osoby, ale też bardziej męcząca – ludzie są przewożeni samochodami ciężarowymi, trwa to nawet tydzień. Często nie znają nawet imion przemytników, którym płacą. Dojechawszy w pobliże Litwy, ci wskazują im las, do którego mają iść, by przekroczyć granicę.

Jeden z rozmówców redakcji Mediazona opowiadał, że przewoźnik zawiózł go oraz kilkadziesiąt innych osób, w tym rodziny z dziećmi, w pobliże granicy i kazał przejść przez las. Spędzili w nim kilka godzin. Znaleźli ich litewscy strażnicy graniczni.

Taka podróż kosztowała każdego z nich 5 tys. dol.

Uciekłem z więzienia do więzienia

By zniechęcić osoby, które planują nielegalne przekroczenie granicy, litewskie władze zaostrzają rygory w namiotowych obozach dla uchodźców i migrantów. M.in. nie wolno im się swobodnie przemieszczać. Za próbę ucieczki z ośrodka grozi osadzenie w centrum pod specjalną ochroną.

Redakcja Mediazona cytuje opowieści Riana z Iraku i Eliasa, którego rodzina zginęła z rąk terrorystycznego Państwa Islamskiego: „Wszystkie osoby przetrzymywane w tym budynku cierpią psychicznie. W centrum miały już miejsce próby samobójcze. Uciekłem z Iraku, który jest jak więzienie, a tutaj jest to samo".

– Rozumiemy, że nie wszyscy są uchodźcami politycznymi, wielu z nich to migranci ekonomiczni – mówiła w wywiadzie dla Radia Swoboda premier Litwy Ingrida Simonite. – Ci ludzie są traktowani jak "żywe mięso" wojny hybrydowej. Działacze na rzecz praw człowieka podkreślają, że są wśród nich  rzeczywiście i tacy, którzy uciekają przed reżimami we własnych krajach. To bardzo trudne. Należy przyspieszyć wszelkie procedury. Jeśli ci ludzie będą mieszkać przez półtora roku za płotami, w obozach, mogą nastąpić samobójstwa, depresja, przemoc.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.