Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Dla Ilji Trachtenberga, Tatiany Jekielczyk, Marii Kalenik, Ksenii Syromołot, Kasi Budko, Jany Orobejko, Jegora Kanieckiego, Wiktorii Grankowskiej, Anastazji Bułybienko, Ałany Gebremariam oraz wykładowczyni Olgi Filatczenkowej oznacza to karę dwóch i pół roku bezwzględnego pozbawienia wolności.

Na taryfę ulgową w zamian za współpracę ze śledczymi mógł liczyć student Gleb Fincer, który jako jedyny przyznał się do zarzucanych mu czynów. Pozostali zgodnie podkreślali, że zarzuty są bezpodstawne, a sprawa przeciwko nim całkowicie sfabrykowana w celu zdławienia opozycyjnych nastrojów na uczelniach.

W ostatnim słowie Ilja Trachtenberg powiedział: – Wysoki sądzie, mam swoje poglądy. Pozostanę wolnym człowiekiem, bo jestem w stanie myśleć i samodzielnie podejmować decyzje. Ta sprawa karna jest sprawą polityczną. Otwarcie wyraziłem swoje poglądy, chciałem zmian w moim kraju. Jeśli wysoki sąd uważa to za przestępstwo, jestem gotów nazwać siebie przestępcą.

Zatrzymani w czarny czwartek

Przez osiem miesięcy studenci byli przetrzymywani w więzieniu KGB.

Niemal wszyscy zostali zatrzymani 12 listopada, w tzw. czarny czwartek. To wtedy do ich domów rodzinnych, wynajmowanych mieszkań i pokojów w akademikach wtargnęli zamaskowani funkcjonariusze służb specjalnych.

Jak informowali obrońcy praw człowieka, czarny czwartek poskutkował emigracją co najmniej kilkudziesięciu studentów. Wyjechali z kraju w obawie przed represjami i prześladowaniem ze strony reżimu Aleksandra Łukaszenki.

Studenci Białoruskiego Uniwersytetu Państwowego podczas ogólnokrajowego strajku. Mińsk, 26 października 2020 r.Studenci Białoruskiego Uniwersytetu Państwowego podczas ogólnokrajowego strajku. Mińsk, 26 października 2020 r. Fot. Stringer / AFP/East News

Najmłodsi więźniowie polityczni

Proces rozpoczął się w połowie maja i od samego początku budził wśród Białorusinów wiele emocji. Na ławie oskarżonych zasiedli bowiem studenci najlepszych uczelni państwowych (m.in. Mińskiego Państwowego Uniwersytetu Lingwistycznego, Białoruskiego Państwowego Uniwersytetu, Białoruskiego Państwowego Uniwersytetu Pedagogicznego, Białoruskiego Państwowego Uniwersytetu Medycznego) – stali się najmłodszymi więźniami politycznymi w kraju.

Postawiono im zarzuty „poważnego naruszenia porządku (w zmowie przez grupę osób)". Miało do tego dojść w porozumieniu z przebywającą na emigracji przywódczynią opozycji i nieoficjalną zwyciężczynią wyborów prezydenckich z sierpnia 2020 r. Swiatłaną Cichanouską.

Wymierzając karę dwóch i pół roku pozbawienia wolności sąd przychylił się do stanowiska prokuratury. Ta w akcie oskarżenia uzasadniała, że – na skutek działań koordynatorów protestu – demonstranci m.in. „blokowali korytarze i schody, uniemożliwiali studentom i wykładowcom swobodne przejście, hałasowali, namawiali do udziału w protestach, relacjonowali wydarzenia w nieobiektywny, wygodny dla swojej narracji sposób".

Według prokuratury w naradach koordynatorów studenckich protestów miała brać udział Swiatłana Cichanouska, również dążąca do „wypracowania negatywnych form zachowania u ludzi młodych".

To represje systemowe

Represje wobec studentów i wykładowców białoruskich uczelni miały charakter systemowy. W ten sposób władze ukarały tych, którzy od 1 września uczestniczyli w masowych protestach studenckich w całym kraju.

Za działalność opozycyjną, udział w demonstracjach i jawne występowanie przeciwko przemocy funkcjonariuszy struktur siłowych byli masowo skreślani z uczelnianych list, a następnie zatrzymywani i osadzani w aresztach.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.