Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Ze względu na działania reżimu Łukaszenki, który w ramach odwetu za sankcje pomaga osobom bez dokumentów nielegalnie przekraczać granicę z UE, Litwa odgrodzi się od Białorusi murem.

– Będzie to wyraźny znak i środek odstraszający dla tych, którzy organizują napływ nielegalnych migrantów – zapowiedziała w zeszłym tygodniu premierka Litwy Ingrida Šimonyte na konferencji prasowej. Jak podkreśliła, władze litewskie zamierzają zaangażować też wojsko, które ma wzmocnić patrole graniczne.

Litewski mur za krocie

Po raz pierwszy o planie budowy muru na granicy z Białorusią władze Litwy poinformowały 17 czerwca. Ministra spraw wewnętrznych Agne Bilotaite przekazała wtedy, że władze "zastanawiają się" nad budową ogrodzenia. Ministerstwo spraw wewnętrznych wyjaśniało, że rozważane są różne opcje i że pod uwagę brana jest jedna lub dwie ściany, obwarowane drutem kolczastym lub wyposażone w systemy alarmowe.

Nie jest to tania inwestycja. Długość granicy między Litwą a Białorusią wynosi 678,8 km. Jak na razie ścianę udało się wznieść na 78-kilometrowym odcinku granicy. Wiadomo także, że odległość ok. 100 km nie będzie mogła zostać w ten sposób zabezpieczona ze względu na zbiorniki wodne. Długość muru ma w sumie wynieść ponad 500 km. Według ministerstwa spraw wewnętrznych Litwy koszt jednego kilometra muru może wynieść 30 tysięcy euro. "Dochodzi też konieczność zainstalowania kamer wideo, czujników i ich integracji. Instalacja na jednym kilometrze granicy będzie kosztować ok. 130 tysięcy euro" – czytamy w oświadczeniu resortu.

Wojna hybrydowa Łukaszenki

Zdaniem premierki Litwy napływ osób bez uregulowanej sytuacji prawnej z Białorusi jest przejawem "hybrydowej agresji" Mińska wobec całej Unii Europejskiej. Według litewskich służb większość migrantów nie zamierza pozostać na Litwie, a jedynie chce dostać się przez nią do Niemiec czy Szwecji.

W ciągu ostatniego półrocza liczba osób o nieuregulowanym statusie usiłujących przekroczyć granicę między Białorusią a Litwą wzrosła dwudziestokrotnie. Od początku roku litewska straż graniczna zatrzymała ok. 1,7 tys. osób bez dokumentów, które usiłowały przedostać się od strony białoruskiej. Większość z nich pochodzi z Iraku, Iranu i Syrii. Dla porównania w ubiegłym roku litewska straż graniczna zatrzymała 81 osób.

Aleksander Łukaszenka zapowiedział pod koniec maja, że w związku z kolejnym pakietem unijnych sankcji Białoruś zaprzestanie ochraniania granic z UE.

– Wiemy, kto czerpie korzyści z demonizowania Białorusi. Jesteśmy na pierwszej linii frontu nie zimnej, ale lodowatej wojny. Zatrzymywaliśmy narkotyki i migrantów, ale teraz sami będziecie je jeść, a ich – wyłapywać. Do tej pory zatrzymywaliśmy migrantów tuzinami. Teraz o naszej pomocy zapomnijcie – groził Aleksander Łukaszenka.

Odpowiedzialność za kryzys migracyjny Łukaszenka częściowo wziął na siebie także 6 lipca. Wtedy samozwańczy prezydent Białorusi oświadczył, że "będzie kontrolował granicę na tyle, na ile się to opłaca".

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.