Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Dziennikarz i działacz niezależnego Związku Polaków na Białorusi Andrzej Poczobut od 111 dni przetrzymywany jest w więzieniu Żodzino, znanym z bardzo surowych warunków. Rodzina Andrzeja od miesiąca nie otrzymała od niego ani jednego listu.

Listy otwarte z wyrazami wsparcia piszą natomiast do niego dziennikarze z Polski i całej Europy.

***

Panie Andrzeju,

Właściwie nie znamy się, choć kiedyś spotkaliśmy się w redakcji – ale nie na tym polega moja trudność w pisaniu tego listu. No bo jak właściwie prowadzi się korespondencję z bohaterem?

Wiem – Pan się żachnie, czytając to słowo. Bywają czasy, które wyśrubowują ponad wszelki dopuszczalny poziom normę przyzwoitości. Gdy giną ludzie, wszystko inne wydaje się niegodne wzmianki. Tak się czuliśmy w Polsce w stanie wojennym. No ale jak inaczej nazwać kogoś, kto woli pozostać w więzieniu, wiedząc, że wyrok może ten pobyt rozciągnąć na lata, choć jedno ustępstwo mógłby otworzyć mu i wrota więzienia, i granice Białorusi? Tyle że wygląda na to, że dla kogoś ustępstwo, to dla Pana – jak wtedy dla Adama Michnika – zdrada.

Pan się żachnie, a polski czytelnik – list jest wszak otwarty – skrzywi się z niesmakiem i złapie za portfel.

Ludzie, którzy rządzą dziś Polską nauczyli nas, by nie ufać słowom, zwłaszcza wielkim, bo to jedynie alibi dla korupcji, bezprawia i zwykłych szwindli. Może dlatego ciepło mówią o Pańskich klawiszach, a policji każą spisywać tych, którzy się z Panem solidaryzują. Białoruś nam dziś przypomina, że ludziom może naprawdę chodzić o wartości, nie o korzyści – i że gotowi są ryzykować w ich obronie wolnością i życiem.

Kiedyś tę lekcję wolności Białoruś pobierała w Polsce. Dziś to my się jej od was uczymy.

Bo siedzi Pan za wolność, za Białoruś i za Polaków. Za wolność słowa, która zawsze jest gwarantem wszystkich innych wolności. Za wolność kraju, by mógł swobodnie wybierać swoje władze i kształtować swoją przyszłość. I za wolność żyjących w nim Polaków, by mogli, jak wszyscy inni Białorusini, być sobą i nie płacić za to ceny służalczości lub ucisku.

Strasznie dużo tych wolności do obrony dla jednego człowieka. Ale nie jest Pan z tym sam ani w więzieniu, ani w kraju. Wiem: w śmierdzącej, dusznej i zatłoczonej celi takie słowa to niewielka pociecha. Ale towarzystwo wolności otwiera w celi okno.

We wspomnieniach sowieckiego dysydenta Aleksandra Podrabinka jest taka scena, w której ląduje on w jakimś małym łagrze w dalekiej głubince. Przesłuchuje go komendant i jego zastępca, spragnieni wieści z wielkiego świata. Podrabinek opowiada im ostatnie antysowieckie dowcipy, a obaj dławią się i krztuszą, by się nie roześmiać. Nie mogą przestać słuchać, a zarazem są przerażeni, że parsknięcie skompromituje śmiejącego się, jako antysowietczyka, w oczach tego drugiego. Podrabinek przygląda się im z rozbawieniem i pyta: No i kto tu jest wolnym człowiekiem – wy czy ja? Niech Pan opowie klawiszom ten o baćce, objawieniu i cudzie. Albo jakiś nowszy, bo ten jednak ma brodę, choć pasuje jak ulał.

No właśnie: miało być o bohaterze, a zeszło na dowcipy. Nie wychodzi mi ta korespondencja.

Ale wiem, że do długiej listy wolności, za które Pan siedzi, trzeba dopisać jeszcze jedną: siedzi Pan też za nas. Te wszystkie wolności, których pan broni: słowa, wyborów, tożsamości, my jeszcze mamy. Mamy je także dla tego, że Pan i tysiące takich jak Pan pokazują na Białorusi cenę, jaką się płaci za ich odebranie.

Nie tylko tę, jaką płacicie w więzieniu, ale i tę, którą płacą wasi klawisze. Nie chciałbym być Poczobutem w celi i pewnie nie umiałbym temu sprostać. Ale chroni mnie przed tym to, że prezes pewnie też nie chciałby mimo wszystkim zostać baćką.

Niech się Pan spodziewa obfitej korespondencji z całego świata, od ludzi których – jak mnie, jak nas – Pan swoją odsiadką chroni. Pańska biografia zobowiązuje, by nie bronić wolności w więzieniu, trzeba wolność przed więzieniem obronić. Trzeba być jak Poczobut, żeby mieć szansę nie trafić tam, gdzie on teraz.

Dziękuję za lekcję, która Pan nam daje, którą nam daje Białoruś.

A ten o eksperymencie z gwoździem w krześle Pan zna?

Konstanty Gebert

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.