Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W czwartek do siedzib kilku niezależnych redakcji w całym kraju wdarli się funkcjonariusze służb specjalnych i KGB. Dziennikarze różnych mediów z Mińska, Brześcia, Orszy i Baranowicz zostali przesłuchani, niektórzy znaleźli się w aresztach.

Ministerstwo informacji zablokowało m.in. stronę redakcji „Nasza Niwa", jednego z najstarszych i najpopularniejszych krajowych tygodników. Podobnie jak pozostałe niezależne media rzetelnie relacjonował on protesty, które wybuchły po ubiegłorocznych wyborach prezydenckich sfałszowanych przez Aleksandra Łukaszenkę.

Oznacza to, że władze nie poprzestały na zniszczeniu najpopularniejszego portalu TUT.by, do którego zamknięcia – a właściwie rozgromienia przez zablokowanie strony, aresztowanie redaktorów i sfabrykowanie przeciwko nim sprawy karnej – doszło w maju.

Bo publikowali „zakazane informacje"

W czwartek 8 lipca o 6 rano do mieszkania Igora Kazmierczaka, redaktora portalu Orsha.eu, przyszli siłowicy. Po kilkugodzinnej rewizji zarekwirowali komputer i telefon dziennikarza, a jego samego zabrali na przesłuchanie.

Pracownicy redakcji do tej pory nie wiedzą, gdzie przebywa Kazmierczak. Nie ma z nim kontaktu.

Również dziś rano nałożono blokadę na stronę białoruskojęzycznego niezależnego portalu informacyjnego Nasza Niwa. Tym samym przestał się on otwierać zarówno na Białorusi, jak i poza jej granicami. Komunikat ministerstwa informacji głosi, że portal zablokowano na życzenie prokuratury generalnej, zarzucającej Naszej Niwie publikowanie „zakazanych informacji" i naruszenie przepisu o mediach. Ani resort, ani organ ścigania nie wyjaśniły jednak, które treści uznano za niedozwolone.

Przed południem siłowicy wdarli się do mieszkań kilku dziennikarzy oraz księgowych Naszej Niwy. Zastępca redaktora naczelnego Artiom Garbacewicz komentował: „Trwają rewizje u części pracowników redakcji, m.in. u redaktora Andrieja Skurki. Nie możemy się skontaktować z redaktorem naczelnym Jegorem Martinowiczem. Być może został zatrzymany, bo czytelnicy donoszą, że widzieli przed jego domem funkcjonariuszy Głównej Dyrekcji ds. Zwalczania Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji MSW. Nie mamy też kontaktu z szefem redakcji Andriejem Dyńką, dziennikarką Natalią Lubniewską i fotografką Szurą Filipowicz".

Chwilę później na oficjalnym kanale redakcji prowadzonym w komunikatorze Telegram pojawiła się informacja, w której potwierdziła ona, iż redaktor naczelny Jegor Martinowicz został aresztowany. Z mieszkania wyprowadzili go siłowicy. Z relacji niezależnej Mediazony wynika, że Martinowicz był prowadzony do milicyjnego samochodu w kajdankach.

Potwierdziły się także wcześniejsze obawy, że za zniknięciem kilku pracowników Naszej Niwy stali funkcjonariusze struktur siłowych.

Dziennikarka Natalia Lubniewska i fotografka Szura Filipowicz zostały wypuszczone z siedziby redakcji, w której przebywały podczas rewizji. Obie zmuszono do podpisania oświadczenia o poufności. Redaktora Skurko zabrano zaś na przesłuchanie do komitetu śledczego.

Zastępca redaktora naczelnego Naszej Niwy podkreśla, że trwa wyjaśnianie oficjalnych przyczyn zamknięcia portalu.

Blokada za blokadą

W tym samym czasie siłowicy i funkcjonariusze KGB pustoszyli także redakcje Intex-press w Baranowiczach oraz „Brzeskiej Gazety" w Brześciu. Jak dotąd nie ujawniono oficjalnych powodów rewizji. W momencie powstawania tego tekstu przeszukania wciąż trwały.

Nie próżnowali też urzędnicy. Ministerstwo informacji zablokowało w czwartek portal Zerkalo.io, który tego samego dnia założyli dziennikarze rozgromionej w maju redakcji TUT.by. Wcześniej zapewniali oni, że portal będzie pełnić funkcję zastępczą, dopóki redakcja TUT.by nie będzie mogła wrócić do pracy w pełnym składzie.

Blokadę założono także na „lustro", czyli stronę zastępczą redakcji Euroradia zarejestrowanej w Polsce.

Nie był to pierwszy atak na to popularne wśród Białorusinów medium. W sierpniu 2020 r. ministerstwo informacji ograniczyło im dostęp do oficjalnej strony portalu. Z kolei 5 lipca rada ministrów pozbawiła redakcję licencji „europejskiego radia dla Białorusi".

Deportacje, areszty i pokazowe procesy

Masowe represje wobec dziennikarzy władze zaczęły stosować od momentu rozpoczęcia prezydenckiej kampanii wyborczej wiosną 2020 r.

Początkowo utrudniano niezależnym mediom pracę. Podczas pierwszych dni protestów dziennikarze i reporterzy byli zatrzymywani i bici przez OMON, tak samo jak uczestnicy akcji. Strzelano do nich także gumowymi kulami.

Represje wobec mediów nie ustały i po wygaszeniu protestów siłą. Zagranicznych dziennikarzy pozbawiono akredytacji lub deportowano, białoruskich – aresztowano lub skazywano w pokazowych procesach. Dziesiątki niezależnych portali informacyjnych zablokowano, oskarżając je o „działanie na szkodę państwa".

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.