Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Jeżeli chodzi o rząd PiS, to do dziś byłem przekonany, że nic mnie nie zaskoczy. Notorycznie mijający się z prawdą premier Morawiecki, jego niekompetentni ministrowie i doradcy, którzy rządzenie krajem sprowadzili do robienia propagandy – wałkujemy to codziennie. Przeczytałem jednak kolejną paczkę maili wykradzionych z prywatnego konta szefa KPRM Michała Dworczyka i mnie zamurowało. Nie doceniłem, jak wielką obsesję na punkcie „Gazety Wyborczej" ma nasza władza.

Wysyłanie na drzewo

– Nexta i Białoruski Dom chce przejąć „Gazeta Wyborcza" i Fundacja Batorego – alarm tej treści szef KPRM Michał Dworczyk wysłał do premiera Mateusza Morawieckiego 22 sierpnia zeszłego roku i posłusznie zameldował, że poprosił zarówno osoby prowadzące niezależny kanał na Telegramie, jak i przedstawicieli instytucji białoruskiej opozycji, by „Wyborczą" „wysłali na drzewo".

W sierpniu, po sfałszowaniu przez reżim Aleksandra Łukaszenki wyborów prezydenckich na Białorusi wybuchła rewolucja. O wielkich protestach w „Wyborczej" pisaliśmy na okrągło, kibicując walczącym z reżimem Białorusinom. Po co mielibyśmy jednak przejmować instytucje białoruskiej opozycji?  Zresztą byliśmy i jesteśmy w stałym kontakcie z Nextą i Domem Białoruskim, nikt nie „wysyłał nas na drzewo". Wręcz przeciwnie. Dworczykowi albo coś się przywidziało, albo po prostu bezczelnie kłamie. Po co to robi?

Minister nie odpowiada na pytania dotyczące treści wykradzionych maili, a dziennikarze, którzy mimo to drążą ten temat, są wyciszani na jego zdalnych konferencjach prasowych. Pozostają mi więc domysły. Może Dworczyk chciał Morawieckiego „Wyborczą" postraszyć? Zaleźliśmy premierowi wielokrotnie za skórę, ujawniając m.in., jak kupował po okazyjnej cenie należące do Kościoła działki we Wrocławiu i je odsprzedawał z zyskiem.

Liczył się tylko polityczny zysk?

Dworczyk wymyślił sobie intrygę złej „Wyborczej" i zaraz zameldował, że ją udaremnił, „wysyłając nas  na drzewo". Morawiecki odetchnął na pewno z ulgą, ciesząc się ze sprawności swojego współpracownika.

A może było tak, że Dworczyk bał się, że ostrzeżemy Białorusinów, że Morawiecki nie jest wiarygodny i że do jego obietnic trzeba podchodzić z dużym dystansem?

Już dwa dni po wybuchu rewolucji nasz naczelny Adam Michnik publicznie pochwalił rząd za zaangażowanie po stronie Białorusinów. "Chwalę polityków PiS – choć od pięciu lat nie dawali mi okazji do pochwał" – pisał, recenzując działanie rządu.

Z dzisiejszej perspektywy okazuje się jednak, że probiałoruskie wzmożenie Morawieckiego miało jedynie propagandowy charakter. Wynika to z innych ujawnionych maili Dworczyka, w których doradcy Morawieckiego kalkulują, ile na wsparciu Białorusinów można politycznie zyskać. Nic dziwnego, że ich wzmożenie szybciutko wygasło. Rolę adwokata wolnej Białorusi pełni obecnie w Europie Litwa.

Chciałbym zapytać Dworczyka, co robi, by uwolnić naszego korespondenta Andrzeja Poczobuta, który od 100 dni jest więźniem reżimu. Obawiam się jednak, że zamiast odpowiedzieć, minister wyśle mnie na drzewo. 

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.