Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

– Dzień dobry – mówię do milicjanta przed bramką obrotową, gdy wchodzę do gmachu sądu, i wręczam paszport. 

– Dobry, dokąd pani idzie? 

– Masowe zamieszki [na proces oskarżonych na podstawie art. 293 k.k. za „udział w masowych zamieszkach"]. 

– Jako kto? 

– Po prostu poprzeć – odpowiadam, wiedząc, że już od dawna nie mogę oficjalnie przedstawiać się jako niezależna dziennikarka. Reżim Aleksandra Łukaszenki nienawidzi tego zawodu i próbuje „zamknąć" wszystkich, którzy są jakoś z nim związani. Dlatego trzeba szukać wybiegów. 

– Tylko po to, żeby poprzeć... – powtarza milicjant, zapisując moje nazwisko w zeszycie. Pozwala mi wejść i oddaje paszport. 

Za każdym razem sytuacja wygląda podobnie. Sprawdzam na wyświetlaczu numery sal z udziałem „politycznych". Kolumna z nazwiskami oskarżonych jest najdłuższa – 13 w jednej sprawie karnej to już od dawna norma. 

Wchodząc na piętro, już z daleka zauważam kilkadziesiąt osób, które przyszły na proces. Są wśród nich krewni oskarżonych, przyjaciele, znajomi i ludzie, którym po prostu nie jest obojętne to, co się dzieje w kraju od czasu sfałszowania przez Łukaszenkę wyniku wyborów prezydenckich w sierpniu 2020 r.

Większość z nich nie wejdzie na salę rozpraw. Służby tłumaczą to koronawirusem: "Pomieszczenie jest małe, a wy będziecie się tłoczyć". Ale nie przeszkadza im to, że w jednej klatce często staje przed sądem nawet dziesięciu oskarżonych. 

Odsłonięcie 'Muralu dla Białorusi'. Wrocław, 5 czerwca 2021 r.Odsłonięcie 'Muralu dla Białorusi'. Wrocław, 5 czerwca 2021 r. Fot. Tomasz Pietrzyk / Agencja Gazeta

Na Białorusi „prawo" to od dawna fikcja

– Takie procesy jak nasz powinny odbywać się na stadionie. Żeby cały Brześć przyszedł zobaczyć – skomentował poeta Mikoła Papieka, członek Związku Pisarzy Białorusi.

Na jego rozprawie 14 maja liczba miejsc też była ograniczona. Tego dnia on i 11 innych osób – w tym ciężarna matka dwójki małych dzieci wraz z mężem – było sądzonych w tzw. sprawie korowodu. Podstawą oskarżeń były wydarzenia z 13 września 2020 r., kiedy to w centrum Brześcia setki ludzi tańczyły w korowodzie, śpiewając piosenki, dopóki nie rozgoniła ich milicja za pomocą armatek wodnych. 

Dziś są oskarżani o „wykrzykiwanie sloganów na jezdni, klaskanie w dłonie, rażące naruszenie porządku publicznego i utrudnianie pracy transportu". Skazano już 57 osób, czworo z nich trafiło do kolonii karnych. Reszta dostała wyroki od 1,5 do 3 lat więzienia. 

Przed rozpoczęciem procesu Papieka zbierał podpisy, by umożliwić niezależnej prasie i wszystkim chętnym wejście na salę. Nie on pierwszy wystąpił z taką inicjatywę. Bez skutku. O liczbie miejsc dla gości decyduje administracja sądu. 

Czy da się udowodnić, że to sprzeczne z prawem?

Oczywiście, nie. Na Białorusi „prawo" to od dawna fikcja.

Niewinną osobę można oskarżyć o terroryzm, zajęcie budynków administracyjnych, podpalenie posterunku milicji, uchylanie się od płacenia podatków, wręczanie łapówek, napad na milicjantów... Ta przyzna się do wszystkiego...

– Niezłomnych ludzi nie ma – powiedział mi wiosną ubiegłego roku Andrej Sannikau, były wiceminister spraw zagranicznych i kandydat na prezydenta w 2010 r., po wyborach skazany na pięć lat kolonii karnej (gdyby odmówił współpracy ze śledczymi, szef KGB groził, że ucierpią na tym jego żona i dziecko). – Zawsze znajdzie się sposób, żeby wyciągnąć potrzebne zeznania. 

Marsz kobiet dla Białorusi. Rynek Główny w Krakowie, 10 października 2020 r.Marsz kobiet dla Białorusi. Rynek Główny w Krakowie, 10 października 2020 r. Fot. Jakub Porzycki / Agencja Gazeta

Są paragrafy, po których nie trzeba wstydzić się odsiadki

Powiedzenie z czasów stalinowskich "Dajcie mi człowieka, a paragraf się znajdzie" jest dziś przywoływane coraz częściej.

Sądy nad dysydentami, nazywane przez większość obywateli procesami pokazowymi, to niemal codzienność. Odbywają się nieprzerwanie od jesieni 2020 r. 

Swego czasu niezależne media o każdym z nich pisały z osobna, teraz zaś szczegółowo przedstawiają tylko najgłośniejsze przypadki, a pozostałe kwitują zbiorowym artykułem pod hasłem „Dzisiejsze sądy i wyroki". Dwa, pięć czy siedem lat pozbawienia wolności nikogo już nie dziwi; bulwersują wyroki od 15 do 18 lat. Same procesy są zaś niczym spektakle ze znanym od dawna scenariuszem.

– Jedni aktorzy wrócą do więzień, a inni będą wydawać swoje srebrniki – mówił mi mieszkaniec Pińska Viktor Rubets w dniu, w którym skazano jego syna, 19-letniego Aleha.

Kiedyś myślał, że więzienie to coś strasznego i wstydliwego; dziś uważa, że są paragrafy, po których nie trzeba wstydzić się odsiadki.

– Mój syn będzie siedział, a ja jestem z niego dumny, bo w tak młodym wieku zrobił to, o czym wiele osób tylko mówi, ale boi się uczynić nawet krok – dodaje Viktar. 

Sprawa pińska

Aleha wraz z 13 innymi osobami oskarżono w tzw. sprawie pińskiej – o masowe zamieszki. Wszyscy dostali wyroki od 5,5 do 6,5 lat pozbawienia wolności. 

Liczący blisko 140 tys. mieszkańców Pińsk był jednym z niewielu miast, gdzie podczas wieczornych protestów po wyborach 9 sierpnia 2020 r. obywatele zmusili siły bezpieczeństwa do cofnięcia się. Nagranie, na którym wyrwanymi z ławek deskami atakują funkcjonariuszy (ci chwilę wcześniej sprowokowali ich, stosując przemoc), natychmiast zyskało popularność w internecie. Białorusini podziwiali odwagę rodaków, ale władze potraktowały te wydarzenia jako przykład radykalnych działań pod przykrywką pokojowej rewolucji, zagrażających bezpieczeństwu kraju. 

Z kilku tysięcy demonstrantów do więzień wsadzono 14 (pod koniec marca do oskarżonych dołączyło jeszcze 12 osób). Niemal wszystkich podczas zatrzymań dotkliwie pobito. Matka piątki dzieci Alena Maushuk po ogłoszeniu wyroku napisała wielkimi literami w zeszycie „POWIESZĘ SIĘ" i pokazała kartkę swojemu mężowi Siarhiejowi (również znalazł się wśród oskarżonych); pobity przez służby ojciec trojga dzieci Viachaslau Rahaschuk doznał wstrząsu mózgu i lekkiego udaru; Ramanowi Bahnavetsowi podczas aresztowania uszkodzono nerki... 

W roli poszkodowanych w pińskiej sprawie wystąpiło 109 policjantów. Zeznając na procesie przez Skype'a, w większości twierdzili, że podczas starć doświadczyli strachu, bólu i upokorzenia. Zażądali gigantycznego odszkodowania za straty moralne – 400 tys. białoruskich rubli (ok. 600 tys. zł), jednak sędzia obniżył tę kwotę o połowę.

Krewni więźniów nie są w stanie zebrać takiej sumy; jeśli nie zostanie zapłacona w ciągu 30 dni od uprawomocnienia się wyroku, mienie skazanych zostanie skonfiskowane. 

– Mamo, nie martw się o mnie. Wszystko będzie dobrze. Bardzo cię kocham – powiedział po ogłoszeniu wyroku 19-letni Dawid Mastsitski, który kilka miesięcy temu pisał w listach o nękających go myślach samobójczych. Na rozprawie usiłował pokazać matce, że bez względu na okoliczności będzie się trzymał. Ona zaś, opuściwszy głowę, ocierała łzy. 

Pewne okoliczności sprawy pińskiej długo pozostawały nieznane. Niektórych oskarżonych wożono do sądu w pozycji „jaskółki", z wyciągniętymi do góry rękoma zakutymi z tyłu w kajdanki, jako szczególnie groźnych przestępców. Podczas posiłku nie wydawano im sztućców i kazano jeść bez użycia rąk. Na znak protestu nieraz odmawiali jedzenia. 

Na każdej otwartej sesji sądu funkcjonariusze bezpieki uważnie obserwowali publiczność, szukając wymówek, by usunąć kogoś z sali...

Zamknięte rozprawy w więzieniach

Na rozprawach od dawna zabrania się robienia zdjęć, telefon należy przełączyć na tryb samolotowy bądź całkiem wyłączyć. Zdjęcia i filmy wideo, które zna dziś cały świat, wykonują niezależni dziennikarze, ryzykując utratę wolności. 

W przypadku zamkniętych rozpraw procesy mogą relacjonować wyłącznie media państwowe; wrzucają do internetu jedynie wybrane materiały o wydźwięku propagandowym.

Niektóre odbywają się w więziennych gmachach. Tak jest w przypadku blogera Siarhieja Cichanouskiego, męża przebywającej na emigracji przywódczyni opozycji Swiatłany Cichanouskiej, znanego polityka Mikałaja Statkiewicza, blogera i dziennikarza Igora Łosika i jeszcze trzech innych osób.

18.08.2020, Mińsk, manifestacja w dniu urodzin Siarhieja Cichanouskiego przed więzieniem, w którym jest przetrzymywany.18.08.2020, Mińsk, manifestacja w dniu urodzin Siarhieja Cichanouskiego przed więzieniem, w którym jest przetrzymywany. SERGEI GAPON/AFP/EAST NEWS

Scenariusz się powtarza

Niemal wszystkie procesy polityczne odbywają się w ten sam sposób. Wyrok, jakiego żądają prokuratorzy, w 99,9 proc. przypadków pokrywa się z ogłaszanym przez sędziego. Bez względu na to, jakie dowody niewinności oskarżonego przedstawi jego adwokat lub on sam, nie zmniejszy to wymiaru kary.  

Usiłując wpłynąć na sędziowski werdykt, oskarżeni przyznają się do czynów, których nie popełnili, lub przepraszają pracowników sił bezpieczeństwa za działania, w trakcie których sami zostali poszkodowani. 

Jednak wielu nie przyznaje się do winy wcale lub tylko częściowo. Należy do nich 41-letni Stiapan Latypau, ogrodnik i arborysta z Mińska, mieszkaniec słynnego opozycyjnego placu Przemian (Zmian), który odmówił współpracy ze śledczymi. Więziony w bardzo złych warunkach, torturowany, straszony groźbami pod adresem krewnych i przyjaciół w trakcie procesu wbił sobie długopis w gardło, podejmując próbę samobójczą. 

Ze względu na próżnię informacyjną, w jakiej znajdują się więźniowie polityczni, nie wszyscy z nich rozumieją, że wyrok nie jest sprawiedliwy, dlatego w ostatnim słowie po jego ogłoszeniu niektórzy proszą sędziego o uniewinnienie albo o wyjaśnienie zarzutów. 

"Brzeska Joanna D'Arc"

Proces aktywistki z Brześcia Paliny Sharendy-Panasiuk, matki dwójki małych dzieci, zyskał już miano "historycznego". Palina odmawiała odpowiedzi na wszystkie pytania sędziego (to Yauhen Brehan, który prowadził również sprawę mieszkańców Pińska), gdyż jej zdaniem sędzią nie był.

Nazywana "brzeską Joanną D'Arc" Palina należy do najbardziej niezłomnych osób prześladowanych przez władze. Ponieważ nie podporządkowała się administracji więzienia, wielokrotnie umieszczano ją w karcerze bądź szpitalu psychiatrycznego, pozbawiano leków. Władze zemściły się także na jej mężu Andrieju – niedawno wszczęto przeciw niemu dwie sprawy karne i umieszczono w areszcie domowym tuż przed rozprawą żony, pozbawiając tym samym możliwości komunikowania się z niezależną prasą, a to właśnie ona jest jedynym źródłem informacji o stanie Paliny.  

Palina Sharenda-PanasiukPalina Sharenda-Panasiuk Youtube

Aktywistkę oskarżono o „obrazę prezydenta", "znieważenie funkcjonariusza publicznego" oraz "groźbę użycia przemocy wobec funkcjonariusza milicji". Jej proces na początku czerwca śledził cały kraj.

Siedząca w specjalnej klatce wychudzona Palina wyglądała na zmęczoną, ale zachowywała się niezłomnie.

Gdy sędzie oznajmił: – Oskarżona, proszę wstać.

Odparła: – Przed bandytami nie wstaję. 

– Na rozprawie zeznaje się, stojąc, czy to jasne? Za naruszenie porządku może pani zostać usunięta z sali. Od kiedy jest pani w areszcie? 

– Trafiłam do niewoli 3 stycznia. 

– Czy otrzymała pani kopię postanowienia prokuratora o przekazaniu sprawy karnej do właściwości sądu?  

– Nie interesuję się bandyckimi papierami. Wszystkie te dokumenty zostaną przekazane międzynarodowemu trybunałowi ds. obalenia „łukaszenkizmu". 

– Czy jest pani świadoma swoich praw i obowiązków? 

– Nie uważam pana za sędziego. Na Białorusi możliwa jest tylko jedna rozprawa – w sprawie zachwytu nad władzą. Nie jesteście sądem, możecie nazwać się stalinowską trójką czy żandarmerią polową.

A potem dodała: – Kwestia sfałszowania wyników wyborów prezydenckich zostanie zamknięta wtedy, gdy Łukaszenka zostanie odsunięty od władzy i wszyscy, którzy uczestniczą w tych durnych procesach, drwią z ludzi, zasądzają wyroki, zostaną osądzeni naprawdę. (...) Ten proces jest znaczący choćby dlatego, że znamy wszystkie imiona i nazwiska [osób, które represjonują rodaków]; potem nikt już nie powie, że nie ma z tym nic wspólnego, że nie brał w tym udziału. 

Zwracając się do funkcjonariuszy sił bezpieczeństwa siedzących w pierwszym rzędzie, powiedziała: – Wymieniajcie swoje nazwiska i tytuły, wszyscy zostaniecie pociągnięci do odpowiedzialności. Sami na razie nie rozumiecie, w co się wpakowaliście. To piętno pozostanie z wami na całe życie. 

Gdy sędzia zapytał, czy Palina uznała wniesione przeciw niej pozwy (trzech siłowików zażądało odszkodowania za straty moralne w wysokości 4500 białoruskich rubli – ok. 6700 zł), odparła: – Oczywiście wyegzekwują ode mnie te 30 srebrników i otrzymacie je, lecz nie przyniosą wam szczęścia i przypomnicie sobie, jak skończył Judasz. 

Nazajutrz w ostatnim słowie stwierdziła m.in., że krzesło, na którym siedział sędzia, jest o wiele bardziej uczciwe niż on sam.

Została skazana na dwa lata więzienia (tyle żądał prokurator), musi też zapłacić "odszkodowanie" siłowikom. 

Na koniec zdążyła jeszcze wznieść w górę kartkę z napisem „Samozwańcze, odejdź" i głośno oznajmić: – Jesteśmy dzielnym i silnym narodem. Wszyscy nasi ludzie domagają się odejścia samozwańca.

Dziennikarze Biełsatu zdążyli uchwycić ten moment – zdjęcie Paliny przykładającej kartkę do szyby sądowej klatki obiegło portale społecznościowe i stało się kolejnym symbolem dążeń Białorusinów. 

PS Mąż Paliny nie pojawił się na swoim procesie, przebywa obecnie na Litwie. Poinformował, że dwaj ich synowie – 5-letni Stach i 12-letni Sławomir – są bezpieczni.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.