Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Stan zdrowia uwięzionych dziennikarza Andrzeja Poczobuta i Andżeliki Borys, prezeski niezależnego Związku Polaków na Białorusi, każdego dnia się pogarsza. Oboje są zakażeni koronawirusem. Oboje przebywają w więzieniu Żodzino, znanym z niezwykle surowych warunków. Wcześniej byli w areszcie tymczasowym Okrestino oraz areszcie śledczym Wołodarka w Mińsku.

Andrzej został zatrzymany 25 marca, co oznacza, że w najbliższy piątek minie 100 dni jego aresztu. Borys jest za kratami od 23 marca.

Przewodnicząca Związku Polaków na Białorusi Andżelika Borys podczas spokkania w klubie Fama w Bialymstoku, 2015.Przewodnicząca Związku Polaków na Białorusi Andżelika Borys podczas spokkania w klubie Fama w Bialymstoku, 2015. Fot. Marcin Onufryjuk / Agencja Wyborcza.pl

Ultimatum i szantaż reżimu

W czasie pobytu w oddalonym 50 km od Mińska więzieniu stan zdrowia obojga znacznie się pogorszył. Chorujący na serce Poczobut zakaził się koronawirusem i obecnie przebywa w czteroosobowej celi na kwarantannie, zaś Borys dodatkowo – jak poinformowała w środę na Facebooku Agnieszka Romaszewska-Guzy, dyrektorka telewizji Biełsat – „zaobserwowała zaostrzenie objawów związanych z wcześniej leczoną chorobą".

Romaszewska dodała, że według jej informacji Borys, odmawiająca wcześniej uwolnienia, wiążącego się z koniecznością natychmiastowego opuszczenia kraju bez prawa do powrotu, jest gotowa przystać teraz na tę propozycję. Andżelika Borys miała oświadczyć, że podobnie jak wcześniej jej współpracowniczki, czyli Maria Tiszkowska, Irena Biernacka i Anna Paniszyna, zgadza się na deportację do Polski.

„Według moich informacji, w związku z tym co opisałam, Andżelika ostatecznie zgodziła się na wyjazd do Polski, jednak białoruskie władze wstrzymały go, starając się w ten sposób szantażować Andrzeja Poczobuta", wyjaśnia we wpisie Agnieszka Romaszewska, dodając, że najwłaściwszym byłoby domaganie się bezwarunkowego uwolnienia obojga polskich działaczy.

Dziennikarz Andrzej Poczobut, jako jedyny spośród pięciorga oskarżonych w tzw. „sprawie Polaków" działaczy, nie zgadza się na opuszczenie Białorusi i mimo pogarszającego się stanu zdrowia oraz trudnych warunków sanitarnych, odmawia na przystanie na taką formę „uwolnienia".

Mińsk stawia Polakom zarzuty z paragrafu o "rehabilitacji nazizmu"

Pięcioro działaczy niezależnego Związku Polaków na Białorusi zostało zatrzymanych przez funkcjonariuszy białoruskich służb pod koniec marca.

Władze zarzucają im złamanie paragrafu 130 kodeksu karnego, czyli "umyślne działania mające na celu podżeganie do nienawiści narodowej i religijnej oraz sianie niezgody na podstawie przynależności narodowej, religijnej, językowej i innej, a także rehabilitację nazizmu popełnioną przez grupę osób".

Oficjalną przyczyną do wszczęcia postępowania karnego stały się obchody „dnia żołnierzy wyklętych", zorganizowane przez działaczy w Grodnie.

Andżelice Borys i Andrzejowi Poczobutowi grozi od pięciu do dwunastu lat więzienia. Maria Tiszkowska, Irena Biernacka oraz Anna Paniszyna pod koniec maja przystały na propozycję białoruskich władz i skorzystały z możliwości wyjazdu do Polski. Żadna z nich nie ma obecnie prawa do powrotu na Białoruś.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.