Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Rada Unii Europejskiej zatwierdziła w czwartek sankcje sektorowe. Dotkną one takich gałęzi białoruskiej gospodarki, jak przemysł naftowy, tytoniowy i produkcja potażu, ale też systemu bankowości i obrony Białorusi. Eksport produktów z wymienionych sektorów gospodarki do UE ma zostać "ograniczony".

Czwarty pakiet sankcji

Nowe sankcje zakazują państwom członkowskim UE sprzedaży, dostarczania, przekazywania lub eksportu sprzętu, technologii lub oprogramowania, które mogą zostać wykorzystywane przez białoruskie władze w celu monitorowania sieci telefonicznych oraz internetu lub ich blokowania.

Analogiczny zakaz dotyczy też towarów podwójnego zastosowania, które władze Białorusi mogłyby wykorzystać do celów wojskowych, oraz produktów wykorzystywanych przez Białorusinów do produkcji towarów tytoniowych.

Białorusi ograniczono w czwartek także dostęp do rynków kapitałowych UE, a na terenie UE wprowadzono zakaz ubezpieczania i reasekuracji rządu białoruskiego oraz białoruskich organów i agencji państwowych. Europejski Bank Inwestycyjny zatrzymał też "wszelkie płatności lub transfery jakichkolwiek środków" w projektach sektora publicznego.

W tym tygodniu to już drugi zestaw sankcji nałożonych przez UE na Białoruś. W poniedziałek Bruksela zdecydowała o wpisaniu na listę osób objętych sankcjami 86 podmiotów, prawnych i fizycznych. Wygląda więc na to, że wyniesienie przez Aleksandra Łukaszenkę terroru na poziom międzynarodowy przez porwanie samolotu linii lotniczych Ryanair, do którego doszło 23 maja, poruszyło Unię Europejską na tyle, by po niemal sześciu miesiącach ciszy znów zacząć działać w sprawie reżimu Białorusi.

Stan wojenny na Białorusi?

Samozwańczy - od czasu sfałszowanych wyborów w sierpniu ub.r. - prezydent Aleksander Łukaszenka jest tym dotknięty. W czwartek rano na propagandowym kanale w komunikatorze Telegram prowadzonym przez osobę z bliskiego otoczenia prezydenta ukazało się nagranie, z którego wynika, że Łukaszenka gotów jest na kolejne, radykalne kroki. Z wypowiedzi prezydenta skierowanej do Władimira Karanika, gubernatora Grodna, wynika, że bierze on pod uwagę wprowadzenie w kraju stanu wojennego. Miałaby to być odpowiedź na kolejne sankcje Zachodu. „Niech Karajew (asystent prezydenta ds. obwodu grodzieńskiego, dawniej szef MSW) zakłada generalski mundur. Ty też masz stopień generała. I do przodu. Będzie stan wojenny, jeśli to konieczne", grzmiał Łukaszenka.

Opozycja do UE: „Nie handlujcie z reżimem"

O wadze sankcji i o tym, że dla reżimu są one bolesne, mówił dzisiaj doradca Swiatłany Cichanouskiej ds. międzynarodowych Franak Wiaczorka. Z jego wpisu w komunikatorze Telegram wynika, że Łukaszenka próbował zapobiec wprowadzeniu czwartego pakietu sankcji, posuwając się nawet do próby targów i negocjacji z UE.

„W zeszłym tygodniu szef MSZ Władimir Makiej spotkał się z dyplomatami i osobiście zadzwonił do ministra spraw zagranicznych UE. Obiecał uwolnienie, a właściwie przeniesienie do aresztu domowego Romana Protasiewicza i Sofii Sapiegi, dziennikarzy i jeszcze części innych więźniów politycznych w zamian za 'niespieszenie się z sankcjami'. Minął tydzień, ale widzimy, że nikt nie został zwolniony", podsumowuje Wiaczorka.

Sztab Cichanouskiej, która według opozycji pokonała Łukaszenkę w wyborach, apeluje do UE, by ta nie brała udział w jakichkolwiek „transakcjach", których przedmiotem mieliby być białoruscy więźniowie polityczni.

Wiaczorka podkreślił, że jeśli uwalniać, to wszystkich i naprawdę, a nie jedynie zmieniać formę ograniczenia wolności. Białoruska opozycja żąda także, by wszystkie osoby odpowiedzialne za przemoc wobec pokojowo protestujących zostały postawione przed sąd.

Mąż liderki opozycji przed sądem - grozi mu 15 lat

Na razie jednak się na to nie zapowiada.

Białoruska prokuratura zażądała we wtorek maksymalnej możliwej kary dla Wiktara Babaryki, niedoszłego kandydata na urząd prezydenta, byłego bankiera, którego uważano za głównego konkurenta Łukaszenki. Rzecznik prasowy Babaryki Gleb German przekazał „Wyborczej", że  oskarżonemu o „wyprowadzenie z kraju środków finansowych poprzez zorganizowaną grupę" Babaryce grozi do 15 lat pozbawienia wolności. Zgodnie z żądaniem prokuratury opozycyjny kandydat miałby odbywać karę w kolonii o zaostrzonym reżimie.

W areszcie w Homlu trwa sąd nad mężem liderki białoruskiej opozycji Siarhiejem Cichanouskim. Prócz tego znanego z ostrej krytyki reżimu blogera, którego nie dopuszczono w ubiegłym roku do udziału w wyborach, w czwartek przed tym samym sądem stanie jeszcze pięciu innych aktywistów oskarżonych w tzw. sprawie Cichanouskiego. Za rzekomą „organizację masowych zamieszek", „organizację działań naruszających porządek publicznych" i „podżeganie do nienawiści" grozi im także do 15 lat więzienia.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.