Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Do nowych działań sankcyjnych wobec reżimu Aleksandra Łukaszenki dołączyły też Waszyngton, Londyn i Ottawa.

- Podjęliśmy skoordynowane działania sankcyjne w odpowiedzi na przymusowe lądowanie pasażerskiego samolotu Ryanaira lecącego między dwoma państwami członkowskimi UE oraz na politycznie motywowane aresztowanie dziennikarza Romana Protasiewicza i jego towarzyszki Sofii Sapegi, a także w odpowiedzi na nieustanny atak na prawa człowieka oraz podstawowe wolności na Białorusi – zadeklarowały wspólnie Unia Europejska, USA, Wlk. Brytania i Kanada.

Licząca dotychczas 88 nazwisk „czarna lista" Białorusinów, którzy mają zakaz wjazdu oraz zamrożony majątek na terenie Unii, została dziś wydłużona o kolejne 78 osób, w tym o Dzmitryja Łukaszenkę, syna Aleksandra Łukaszenki (ten wrócił na unijną listę sankcyjną już przed kilku miesiącami), a także Lilię Łukaszenkę, żonę jego najstarszego syna Wiktara. Unijne restrykcje spadły również na ministrów obrony oraz transportu (za przechwycenie samolotu z Protasiewiczem), wielu śledczych oraz sędziów biorących udział w prześladowaniu Białorusinów, a także na biznesmenów blisko związanych Łukaszenką.

Sankcje także wobec firm

Ministrowie spraw zagranicznych 27 krajów UE objęli też dziś sankcjami siedem białoruskich firm, w tym fabrykę ciężkich maszyn ciężarówek Biełaz, zakłady samochodowe MAZ, a także firmę NNK, która jako jedyne prywatne przedsiębiorstwo jest uprawniona do eksportu petrochemicznego z Białorusi. Celem restrykcji wobec tych firm jest mocne ograniczenie zasobów finansowych państwowo-prywatnej elity oligarchicznej na Białorusi żyjącej w symbiozie z Łukaszenką.

Ponadto szefowie dyplomacji 27 państw Unii jednomyślnie dali dziś zielone światło dla konkretnych branżowych sankcji gospodarczych, które po ostatecznej zgodzie podjętej na szczycie UE w tym tygodniu zostaną przełożone na unijne rozporządzenia. Mają uderzyć – wedle przecieków - w białoruski eksport soli potasowej (używanej w nawozach sztucznych), którą w dużych ilościach kupuje m.in. Polska, w przemysł tytoniowy oraz petrochemiczny. I chociaż Wiedeń do końca zeszłego tygodnia wysuwał sporo zastrzeżeń co do planowanych sankcji z sektora finansowego wobec Mińska, które dotykają austriacką branżę bankową, to jednak Rada UE dziś wstępnie zgodziła się na bolesne ograniczenie dostępu Białorusi do wielu produktów finansowych, w tym niektórych kredytów oraz obligacji. Unia zamierza też uszczelnić wcześniejszy system sankcji na handel bronią.

– Nasze sankcje gospodarcze mocno zabolą władzę na Białorusi. Wierzymy w ich wpływ na postępowanie ludzi Łukaszenki. Gdybyśmy nie wierzyli, nie nakładalibyśmy sankcji – przekonywał dziś Josep Borrell, szef unijnej dyplomacji. Unijni dyplomaci mają nadzieję, że najnowsze sankcje – jak to często bywa z międzynarodowymi restrykcjami – co najmniej będą hamować dalszą eskalację prześladowań na Białorusi. Dzisiejszy konsensus 27 krajów UE to bowiem znak, że Unia jest gotowa do dalszego sankcyjnego przykręcania śruby Łukaszence.

Cichanouska: Nie handlujcie więźniami

Z unijnymi ministrami obradującymi dziś w Luksemburgu spotkała się Swiatłana Cichanuoska, która potem w Brukseli kontynuowała rozmowy z przedstawicielami instytucji UE. – Wzywam Unię, by nie wdawała się w „handel" więźniami politycznymi, czyli łagodzenie sankcji za uwolnienie dziesięciu, dwudziestu z nich. Na Białorusi jest teraz pięciuset więźniów politycznych. Sankcje powinny być utrzymane do czasu uwolnienia wszystkich z nich, do czasu rozpoczęcia dialogu władzy ze społeczeństwem obywatelskim oraz do zgody na wolne wybory – powiedziała Cichanouska.

Ponadto Chichanouska przedstawiła dziś unijnym ministrom postulat zorganizowania „konferencji wysokiego szczebla" na temat Białorusi, w której miałaby uczestniczyć m.in. Unia Europejska, Stany Zjednoczone, Rosja, a także przedstawiciele reżimu Łukaszenki. Czego oczekuje po sankcjach? – Chciałabym, żeby ludzie Łukaszenki zaczęli sygnalizować jakąś gotowość do rozmów – powiedziała. 

Cichanouska odrzuciła dziś w Brukseli argumenty, że sankcje gospodarcze uderzą w zwykłych ludzi, a w efekcie tylko jeszcze bardziej uzależnią Łukaszenkę od Kremla.

- Taka jest propaganda reżimu Łukaszenki, ale jego uzależnia od Putina własna polityka, a nie sankcje. Jest już tak mocno powiązany z Rosją, że następnym krokiem byłoby już tylko oddanie niepodległości, ale Białorusini na to się nie zgodzą – przekonywała dziś liderka białoruskiej opozycji.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.