Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W poniedziałek mija 88 dni od zatrzymania Andrzeja Poczobuta, polsko-białoruskiego dziennikarza, działacza niezależnego Związku Polaków na Białorusi, naszego redakcyjnego kolegi.

W tym czasie Andrzej był przetrzymywany w mińskim areszcie tymczasowym Okrestino, następnie – przez trzy tygodnie - w surowym areszcie śledczym Wołodarka, a od miesiąca przebywa w cieszącym się złą sławą i słynącym ze złych warunków sanitarnych więzieniu Żodzino położonym 50 km od Mińska.

Do choroby serca doszedł koronawirus

W tym ostatnim Andrzej, jako więzień polityczny, który najprawdopodobniej odmówił skorzystania z możliwości uwolnienia wiążącej się z przymusowym wyjazdem do Polski, popadł w jeszcze większą niełaskę. Z ostatnich informacji przekazanych „Wyborczej" przez jego żonę Oksanę Poczobut wiadomo, że m.in. ze względu na brak opieki medycznej i lekarstw stan zdrowia Andrzeja z każdym dniem się pogarsza.

- Mąż cierpi na zaburzenia rytmu serca, leki są w jego przypadku konieczne. Przestano jednak mu je przekazywać - mówiła Oksana Poczobut, dodając przy tym, że oficjalny powód nieprzekazywania dostarczanych do więzienia leków nie jest znany; adwokat wiąże to z decyzją Poczobuta o pozostaniu w więzieniu i braku zgody na deportację do Polski.

W ostatnim czasie do przewlekłej choroby serca dołączył także koronawirus. Jedyną formą „leczenia" w znanym z surowych warunków więzieniu Żodzino, na którą w przypadku Poczobuta przystała administracja, jest przyzwolenie na dwugodzinny sen lub leżenie na pryczy w ciągu dnia. Przez cały pozostały czas, od świtu aż do nocy, wraz z pozostałymi, w przeważającej większości palącymi w celi papierosy więźniami, Andrzej musi stać, chodzić lub siedzieć.

Irena Biernacka, jedna z trzech, obok Marii Tiszkowskiej i Anny Paniszewy, uwolnionych i wywiezionych do Polski bez prawa do powrotu na Białoruś działaczek Związku Polaków na Białorusi, która również przetrzymywana była w więzieniu Żodzino, mówiła w rozmowie z „Wyborczą" tak: „Andrzej może być w bardzo ciężkim stanie. Nie wiadomo, czym to się skończy. Nie otrzymuje na pewno żadnych leków. Przebywa w celi, w której można tylko stać lub siedzieć w ciągu dnia, w której ludzie palą non stop papierosy. Nie wyobrażam sobie nawet, jak musi być mu ciężko. Jak bardzo musi walczyć o każdy oddech".

Z kolei Maria Tiszkowska dodaje: „Mnie do więzienia zabrano, kiedy dochodziłam do siebie po COVID-19, który znacznie uszkodził mi płuca. W celi prawie nie mogłam oddychać. Andrzeja na pewno nie będą ratować, oby tylko nie dali mu umrzeć".

Poczobutowi grozi do 12 lat więzienia

W tym samym co Andrzej Poczobut więzieniu przetrzymywana jest także prezeska niezależnego Związku Polaków Andżelika Borys. Ona również nie przyjęła oferty białoruskich władz, która wiązała się co prawda z uwolnieniem, ale również natychmiastowym opuszczeniem Białorusi bez prawa do powrotu. Dyrektorka Biełsatu Agnieszka Romaszewska jako pierwsza poinformowała, że na ten układ przystały trzy pozostałe działaczki.

Irena Biernacka, Maria Tiszkowska i Anna Paniszewa, które również od marca przebywały w więzieniu, zostały wywiezione przez przedstawicieli białoruskich władz do Polski 25 maja.

W tzw. sprawie Polaków oskarżonych jest teraz dwoje działaczy Związku Polaków na Białorusi. Andrzejowi Poczobutowi i Andżelice Borys, uznanym przez Centrum Ochrony Praw Człowieka „Wiasna" za więźniów politycznych, grozi od pięciu do 12 lat więzienia. Nie tylko prokuratura generalna, lecz i sam Aleksander Łukaszenka zarzucają im rehabilitację nazizmu i podżeganie do nienawiści narodowościowej.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.