Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Sytuacja białoruskiego opozycjonisty Romana Protasiewicza, przetrzymywanego od 23 maja w areszcie KGB, stale się pogarsza. Przeciwko porwanemu i uwięzionemu na skutek operacji specjalnej białoruskich służb specjalnych blogerowi wystąpiła ostatnio samozwańcza Ługańska Republika Ludowa. Rządzona przez prorosyjskich separatystów republika na wschodzie Ukrainy zażądała ekstradycji opozycjonisty.

W środę prokuratura generalna samozwańczej ŁRL poinformowała, że z przeprowadzonego przez nią śledztwa wynika, iż Protasiewicz brał udział w walkach w Donbasie oraz „dopuścił się zwierzęcych zabójstw obywateli".

Prokurator generalny samozwańczej ŁRL Siergiej Gorienko oświadczył, że dziennikarz oskarżony jest o złamanie trzech paragrafów kodeksu karnego, czyli o uczestnictwo w działalności organizacji terrorystycznej, stosowanie zabronionych środków i metod prowadzenia działań wojennych oraz ludobójstwo.

Protasiewicz: "W więzieniu czuję się bezpiecznie"

Awaryjnemu lądowaniu samolotu linii lotniczych Ryanair, po którym zaaresztowano Protasiewicza i Sapiegę, białoruski MSZ poświęcił w poniedziałek specjalny briefing. Ku zaskoczeniu wszystkich zaproszono na niego także dziennikarzy niezależnych redakcji. Jak się szybko okazało, nieprzypadkowo.

W konferencji wziął bowiem udział także zakładnik reżimu Roman Protasiewicz. O jego obecności w siedzibie MSZ miała nie wiedzieć nawet reprezentująca go adwokatka Inessa Oleńska.

Były redaktor naczelny opozycyjnego kanału Nexta prowadzonego w komunikatorze Telegram przez grupę białoruskich blogerów wygłosił krótką przemowę. Zapewnił w niej, że z własnej woli współpracuje ze śledczymi i że świetnie czuje się w areszcie. Oświadczył także, że „dopiero teraz zdaje sobie sprawę, jaką szkodę wyrządził państwu, i że dołoży wszelkich starań, by naprawić swoje błędy".

Jednocześnie Protasiewicz zaznaczył, że nie zmienił swoich poglądów politycznych i że nie popiera Aleksandra Łukaszenki jako polityka, ale „szanuje go jako człowieka". Podobne słowa padły z ust Protasiewicza także podczas wyemitowanego na początku czerwca „wywiadu", którego udzielił Maratowi Markowowi z rządowej propagandowej telewizji ONT.

„Nie zmieniłem swoich poglądów politycznych. Mogę powiedzieć uczciwie i otwarcie przed wszystkimi kamerami, że nie będę politycznym zwolennikiem prezydenta. Tak, szanuję go jako osobę, która była w stanie wytrzymać cały atak, który rozpoczął się latem i trwa do dziś. Ale nie zamierzam być zwolennikiem prezydenta. Nie mówię, że całkowicie przechodzę na stronę państwa. Wyjaśniam powód, dla którego współpracuję między innymi ze śledczymi" - mówił podczas poniedziałkowej konferencji Protasiewicz.

Bloger zwrócił się także z prośbą do rodziców, by nie martwili się o niego i nie dali omamić „wpływom Zachodu". „Mamo, tato, wszystko ze mną w porządku. Nie byłem bity ani torturowany, nie wierzcie propagandzie, w więzieniu traktują mnie dobrze, jestem bezpieczny, gdyby mnie nawet uwolniono, poprosiłbym o ochronę państwa. Możecie wrócić bezpiecznie do kraju"  - przekonywał.

W szczerość słów więzionego blogera nie wierzą zarówno przedstawiciele białoruskiej opozycji, jak i niezależni dziennikarze. Podczas konferencji prasowej do Romana zwróciła się białoruska niezależna dziennikarka Tatiana Korowienkowa. Na pytanie Protasiewicza, „czy naprawdę nikt nie wierzy w jego szczerość", odpowiedziała: „Trudno mi sobie wyobrazić, przez co pan przeszedł w ostatnich tygodniach. Szczerze współczuję. Współczują panu również inni, m.in. wielu Białorusinów i wielu pana kolegów po fachu. Nie wierzę w ani jedno pana słowo, które padło tu dzisiaj".

Głos na temat wystąpienia Protasiewicza zabrał też doradca białoruskiej opozycjonistki Swiatłany Cichanouskiej. Franak Wiaczorka napisał na Facebooku: „To rozdziera serce. Wygląda jak scena z Kafki lub Orwella. Roman mówi: 'Czuję się doskonale! Nie jestem zakładnikiem, ale moi rodzice są zakładnikami. Moi rodzice są wykorzystywani przez polityków'. Stojący obok niego ludzie w mundurach wojskowych usprawiedliwiają porwanie samolotu walką z terroryzmem na świecie i chęcią ochrony granicy. Bez względu na to, co mówi, nie zapominajmy: jest zakładnikiem. A reżim używa go jako trofeum".

Rodzice Sapiegi proszą Łukaszenkę o łaskę dla córki

Podczas poniedziałkowej konferencji po raz pierwszy oficjalnie poinformowano także, jakie zarzuty białoruska prokuratura stawia partnerce Protasiewicza Sofii Sapiedze.

Sofia Sapiega została zatrzymana na lotnisku pod zarzutem popełnienia przestępstwa na podstawie paragrafu 342 kk (udział w masowych zamieszkach), ale niemal natychmiast została oskarżona także w innej sprawie karnej, na podstawie paragrafu 130 kk (podżeganie do wrogości społecznej i niezgody) - poinformował przewodniczący Komitetu Śledczego Białorusi Dmitrij Gora. Sapiedze grozi do 15 lat pozbawienia wolności.

Jej ojciec zwrócił się do Aleksandra Łukaszenki z prośbą o ułaskawienie córki. Nagranie z jego oficjalnym oświadczeniem opublikowała w czwartek agencja informacyjna Primemedia.

- Każdy rozsądnie myślący człowiek zdaje sobie sprawę, że Sofia znalazła się nie z tym człowiekiem i nie w tym miejscu, co trzeba - powiedział.

Ojciec przetrzymywanej od 23 maja w areszcie KGB partnerki Protasiewicza podkreślił, że Sapiega nie mogła brać udziału w protestach, gdyż przebywała w tym czasie na Litwie.

- Jeśli cokolwiek robiła, to na pewno z miłości, a nie z powodu przekonań. Jeśli cokolwiek robiła, to tylko dla Romana - zapewniał. - Zwracam się do Aleksandra Grigoriewicza [Łukaszenki] jako ojciec z prośbą o spotkanie. Gwarantuję, że moja córka nigdy więcej nie będzie zaangażowana w jakiekolwiek działania niezgodne z prawem - dodał.

Rodzice Sapiegi, która ma rosyjskie obywatelstwo, początkowo zaprzeczali, jakoby ich córka w jakikolwiek sposób wspierała białoruską opozycję. W pierwszych wywiadach po jej zatrzymaniu określali ją jako osobę apolityczną, zaangażowaną w naukę i nieinteresującą się wewnętrznymi sprawami Białorusi, także ze względu na fakt, że od kilku lat mieszka i studiuje na Litwie.

Ich narracja ulegała stopniowej zmianie.

Początkowo rodzina Sapiegów wyraźnie liczyła na pomoc Kremla w uwolnieniu córki. Kontaktowali się w tej sprawie wielokrotnie z rosyjskim konsulem, wystosowali nawet oficjalną prośbę do rosyjskich władz. Po ostatnim oficjalnym spotkaniu Władimira Putina i Aleksandra Łukaszenki w Soczi jasne stało się, że rosyjskie władze nie zamierzają podejmować radykalnych kroków w sprawie dziewczyny opozycjonisty. - Będziemy czuwać nad rosyjską obywatelką, ale należy pamiętać, że ma ona zezwolenie na stały pobyt na terytorium Białorusi - skomentował rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow.

Z kolei minister spraw zagranicznych Białorusi Władimir Makiej w wywiadzie dla rosyjskiej redakcji "Kommiersant" pod koniec maja powiedział, że jedyną szansą na uwolnienie Sapiegi jest Aleksander Łukaszenka, który może ją ułaskawić lub zdecydować o ekstradycji do Rosji. Ale nie musi tego robić.

- Obywatelka Rosji rozpowszechniała prywatne dane funkcjonariuszy struktur siłowych. To obrzydliwe, niedopuszczalne i traktowane jako przestępstwo na całym świecie. Ta „demokratka", rewolucjonistka wykorzystywała metody, które stosowali faszyści. Tego rodzaju przestępstwa należy surowo karać - oburzał się Makiej.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.